Zapowiedzi i inne drobiazgi

Nie udało mi się w tym roku dotrzeć na Targi Książki do Warszawy, co więcej, nie kupiłam w ten weekend ani jednej książki. A ponieważ nałogi mają swoje prawa, musiałam zrobić cokolwiek, co wiązałoby się z kupowaniem czy oglądaniem nowych książek. I stąd właśnie post o zapowiedziach wydawniczych. Po Targach i Dniu Książki wydawnictwa jak zwykle biorą głębszy oddech i rynek trochę zwalnia, ale mimo tego udało mi się znaleźć sporo bardzo interesujących pozycji. Mam nadzieję, że zaciekawią one jeszcze kogoś.

1. Oliver Sacks

Zysk i S-ka kontynuuje wydawanie książek Olivera Sacksa w nowej serii. Po Człowieku, który pomylił swoją żonę z kapeluszem, Antropologu na marsie i Muzykofilii w czerwcu  szykuje nam się nowe wydanie Przebudzeń, a we wrześniu Oko umysłu.

„Przebudzenia”

Wydawca: Nowe wydanie książki wybitnego angielskiego neurologa i psychiatry, który w swoich badaniach zajmuje się chorobami psychicznymi czy rekonwalescencją chorych po śpiączkowym zapaleniu mózgu, która jest tematem Przebudzeń.
Sacks z wyjątkową wnikliwością analizuje stan umysłu swoich pacjentów, jak i naturę choroby. Na kanwie książki powstał głośny film z Robertem de Niro i Robinem Williamsem.

Ja: Film filmem, ale Przebudzenia to chyba druga najbardziej znana książka Sacksa, zaraz po  Człowieku, który pomylił swoją żonę z kapeluszem. O leczeniu ludzi pozostających w stanie śpiączki (po epidemii zapalenia opon mózgowych) od kilkudziesięciu lat. Kiedyś czytałam, choć źródła nie pomnę, że to właśnie ta książka (film?) i występujący w terapii lek L-DOPA (L-3,4-dihydroksyfenyloalanina) były inspiracją nazewniczą dla grupy muzycznej El Dupa. Ja miałam okazję czytać tylko fragmenty pierwszego wydania, a na pewno bardzo chciałabym mieć tę książkę na własność.

Wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie planowane na 7 czerwca 2011, informacja ze strony wydawcy.

„Oko umysłu”

Wydawca: W Oku umysłu Oliver Sacks przedstawia historie ludzi, którzy radzą sobie w świecie i komunikują się z innymi, choć częściowo utracili albo pewne umiejętności intelektualne, przez wielu z nas uważane za nieodzowne, albo zdolność postrzegania zmysłowego. Pisze więc o ludziach tracących na przykład mowę, umiejętność rozpoznawania twarzy, zdolność postrzegania trójwymiarowej przestrzeni, umiejętność czytania lub zmysł wzroku. Wszyscy oni stają przed wyzwaniem polegającym na konieczności dostosowania się do zupełnie odmiennego istnienia w świecie.
Oto Lilian, pianistka, która traci umiejętność czytania nut i powoli przestaje rozpoznawać nawet codzienne przedmioty, lub neurobiolog Sue, która nigdy nie widziała w trzech wymiarach, aż nagle — gdy jest już po pięćdziesiątce — zaczyna widzieć stereoskopowo.
I Pat, która po latach izolowania się staje się osobą otwartą i towarzyską, mimo że ma afazję i nie potrafi wypowiedzieć nawet jednego zdania, albo Howard, płodny prozaik, który musi odkryć, jak kontynuować życie pisarza po utracie umiejętności czytania przez udar.
I wreszcie sam Oliver Sacks, który opowiada własną historię niepokojących skutków utraty zdolności widzenia jednym okiem przez nowotwór błony naczyniowej gałki ocznej.
Sacks analizuje niezmiernie dziwne paradoksy, pisze więc o ludziach, którzy doskonale widzą, ale nie rozpoznają własnych dzieci, albo o niewidomych, którzy nagle zaczynają widzieć znacznie lepiej od innych lub dosłownie uczą się czytać za pomocą języka. Rozważa także kwestie bardziej zasadnicze, a więc to, w jaki sposób widzimy i myślimy, na ile istotne są nasze wewnętrzne obrazy i dlaczego dzieje się tak, że choć pismo istnieje tylko pięć tysięcy lat, ludzie wykazują powszechną, jakby wrodzoną, zdolność do nauczenia się czytania.
Oko umysłu to świadectwo złożoności wzroku, mózgu oraz potęgi kreatywności i adaptacji. Książka ta pozwala w całkowicie nowy sposób spojrzeć na kwestie języka i komunikacji, gdy próbujemy sobie wyobrazić, jak można patrzeć czyimiś oczyma, a raczej czyimś umysłem.

Ja: Mam nadzieję, że Zysk ma zamiar wydać po polsku wszystkie książki Sacksa, bo ja mam zamiar je kupić. Nawet mimo faktu, że Muzykofilię przekładał Jerzy Łoziński, do którego (jako tłumacza) nie mam ani grosza zaufania. Zresztą właśnie przez tłumacza nie przeczytałam jej jeszcze od deski do deski. Może Oko przełoży ktoś inny. A jeżeli nie, to najpierw bardzo uważnie wczytam się w Muzykofilię, a potem pewnie i tak kupię Oko umysłu. Bo Sacksa warto czytać.

Wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie planowane na wrzesień 2011, informacja ze strony wydawnictwa.

2. Jonasz Kofta „Co to jest miłość. Wiersze i piosenki zebrane”

Wydawnictwo: Pierwsze pełne wydanie twórczości Jonasza Kofty.
Każdy jego wiersz mógł stać się od razu przebojem. Jonasz Kofta (1942–1988) był, obok Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego, jednym z największych poetów polskiej estrady. Do jego najbardziej znanych wierszy należą: „Jej portret”, „Śpiewać każdy może”, „Pamiętajcie o ogrodach”, „Kwiat jednej nocy”, „Buba”, „Wakacje z blondynką”, „Autobusy zapłakane deszczem” czy „Samba na jedną nutę…”.
Niniejsza książka jest pierwszym z trzech tomów utworów zebranych Jonasza Kofty, którego twórczość literacka do tej pory jeszcze nigdy nie została zebrana i wydana w całości. Otwiera ją wstęp przyjaciela Kofty – Ryszarda Marka Grońskiego. Niektóre z wierszy zostały odnalezione w archiwum Autora i będą publikowane po raz pierwszy.

Ja: Jonasz Kofta już od wielu lat jest jednym z moich ukochanych poetów powojennych, więc informacja o wydaniu jego utworów zebranych wzbudziła u mnie niemal euforię. 488 stron Kofty to niemal spełnienie marzeń, a przecież to tylko pierwszy z trzech tomów… Z informacji na stronie Fundacji Jonasza Kofty wynika, że pierwsze dwa tomy będą zawierały wiersze i teksty piosenek, a trzeci wszystko inne, czyli m.in. sztuki teatralne, musicale i słuchowiska radiowe. Pisałam już, że nie mogę się doczekać?

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, wydanie przewidziane na 24 maja 2011 (według informacji ze strony wydawnictwa), w co nie do końca chce mi się wierzyć (bo nawet okładki jeszcze nie ma), ale pomarzyć można.

3. Terry Pratchett „W północ się odzieję”

Wydawca: Kiedy ludzie zwracają się przeciw czarownicom, cierpią niewinni.
Tiffany Obolała jest czarownicą. Bardzo się stara, pomagając mieszkańcom Kredy. Nawet jeśli jej praca obejmuje głównie bandażowanie nóg i ma niewiele wspólnego z… no… magią. I utrudnia sen.
Ale gdzieś, kiedyś istniał splątany kłąb zła i pogardy, nienawiści i wrogości. Teraz się przebudził. Budzi też dawne opowieści, te o złych, starych czarownicach. I nagle Tiffany nie jest już taka pewna, czy postępuje słusznie. A jej mali sprzymierzeńcy – waleczni Nac Mac Feeglowie – tylko wszystko komplikują. Sytuacja powinna się poprawić, kiedy Tiffany wreszcie porządnie się wyśpi. Ale wcale się nie poprawia.
I wkrótce stanie się o wiele, wiele gorsza…

Ja: Kolejny tom przygód Tiffany (nie Akwili!), w kanonicznym tłumaczeniu Piotra W. Cholewy. I chociaż za tą dziecięcą serią specjalnie nie przepadam, to „niespecjalnie” w przypadku Pratchetta oznacza dla mnie „na pewno kupię i przeczytam”. Mam zresztą w planach dokupienie dwóch pierwszych części cyklu (Wolni Ciut Ludzie i Kapelusz pełen nieba) w porządnym przekładzie, a potem przeczytanie całości raz jeszcze. Niesamowicie się cieszę, że Prószyński zdecydował się na wydanie dziecięcych książek Pratchetta (serii o Tiffany i Maurycego) w tłumaczeniu Cholewy.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, wydanie planowane na 17 maja 2011, informacja ze strony wydawnictwa.

4. Sławomir Mrożek i Stanisław Lem „Listy”

Wydawca: Dwaj wielcy pisarze. Dwie odmienne osobowości, dwa różne temperamenty. Wydawać by się mogło, że Stanisława Lema ze Sławomirem Mrożkiem niewiele łączyło. Okazuje się jednak, że pisarze przez wiele lat byli przyjaciółmi i pisali do siebie arcyciekawe listy. Nie tylko o literaturze, nie tylko o wielkiej polityce, ale i o czymś tak przyziemnym jak… samochody, których byli wielkimi miłośnikami. Mnóstwo w tej korespondencji ironii, słownych gier i żartów.
Opublikowanie listów Stanisława Lema i Sławomira Mrożka to wydarzenie kulturalne najwyższej rangi. Książka, wzbogacona o liczne fotografie, rzuca nowe światło na twórczość pisarzy i czasy, w których przyszło im żyć.

Ja: Uświadomiłam sobie niedawno, że bardzo lubię czytać zbiory listów. Oczywiście jeżeli są to listy osób, które warto czytać, a do takich właśnie osób należą niewątpliwie i Lem, i Mrożek. Biorąc pod uwagę, że twórczość obu chętnie czytuję, obu też cenię za inteligencję i poczucie humoru, spodziewam się uczty literackiej. I muszę uważniej rozejrzeć się po już wydanych listach. Na pewno czeka na mnie wiele perełek.

Wydawnictwo Literackie, wydanie planowane (według strony wydawnictwa) na maj 2011 lub (według księgarni Gandalf) na 20 czerwca 2011. W tym wypadku skłonna jestem wierzyć raczej Gandalfowi.

5. Wznowienia, kolejne wydania

Poza wspomnianym wcześniej Sacksem (Przebudzenia), znalazłam w planach wydawniczych wiele innych ciekawych wznowień. Bardzo się cieszę, że coraz więcej wydawnictw decyduje się na wznowienia ciekawych książek, których już praktycznie nie da się kupić. Dość wspomnieć jak monstrualne ceny osiągał na Allegro Dom Sióstr Charlotte Link zanim został niedawno wznowiony przez wydawnictwo Sonia Draga.

W najbliższym czasie czeka nas wznowienie świetnej fabularyzowanej biografii Michała Anioła autorstwa Irvinga Stone’a. Udrękę i Ekstazę wznawia wydawnictwo Muza. I chociaż bardziej mnie ostatnio ciągnie do Opowieści o Darwinie tego samego autora (i jeżeli coś będę chciała kupić, to pewnie zdecyduję się na Darwina), to pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie kiedyś Udręka i ekstaza. mam nadzieję, ze Muza ma zamiar dalej wydawać książki Stone’a, bo na kilka z nich czekam z ciekawością. Może jest szansa, że doczekam polskich wydań They Also Run i Men to Match My Mountains.

Znak z kolei przygotowuje trzecie już wydanie Białych Zębów Zaddie Smith. Żadnej książki Smith jakoś nie udało mi się jeszcze przeczytać, a bardzo mam ochotę. Chciałam zacząć przygodę z jej książkami właśnie od Białych zębów i mam nadzieję, że to wznowienie mi w tym zbożnym dziele pomoże.

Poza tym Rebis przygotowuje nowe wydanie Dicka (na razie w zapowiedziach Ubik i Czy androidy marzą o elektrycznych owcach) w formie podobnej do pięknego twardookładkowego wydania cyklu Diuny Herberta. Znak z kolei przygotował już drugie wydanie Księdza Rafała Grabskiego, którego może w końcu uda mi się przeczytać, bo podobno dobry. Zresztą chyba dobrze się sprzedawał, skoro już wychodzi drugie wydanie?

6. Inne

Oprócz wznowień znalazłam w planach wydawniczych jeszcze kilka ciekawych książek, którym na pewno przyjrzę się dokładniej. Niekoniecznie od razu je kupię, ale mam kilka potencjalnie ciekawych zapowiedzi na oku.

Na recenzje Końca pieśni Wojciecha Zembatego będę popatrywać głównie ze względu na osobę autora (syn Macieja). Z drugiej strony, jeżeli wydaje to Znak,  zakładam, że książka jest przynajmniej dobra, zwłaszcza ze oni raczej nie wydają polskiej fantastyki, o ile mnie pamięć nie myli. No, zobaczymy…

Wydawnictwo Literackie wydaje już drugą książkę Harry’ego Olivera. Poprzednia jego książka  (Czarne koty i prima aprilis) podobno nie jest zła, ale nie interesowałam się nią specjalnie ze względu na średnio ciekawy dla mnie temat. Na lipiec WL zapowiada za to Kocie furtki i pułapki na myszy. Skąd się wzięły zwyczajne (i niezwykłe!) przedmioty w naszym życiu? i jeżeli recenzje tej pozycji też będą pozytywne, to na pewno się nią zainteresuję. Bardzo lubię czytać o zwykłych rzeczach i ich pochodzeniu (pamiętacie Koty w worku Kopalińskiego?).

Muza z kolei, w serii Spectrum poleca (tej, w której wyszło Tatami kontra krzesła) planuje Belgijską melancholię Orzechowskiego. Tym razem, jak sama nazwa wskazuje, o Belgii, czyli zdecydowanie bliżej moich zainteresowań. Może być bardzo ciekawie.

Co jeszcze ciekawego? Nasza Księgarnia wydaje Muminki w formie audiobooków a czyta Krzysztof Kowalewski. Muminki to jedna z moich ulubionych lektur od dzieciństwa, a w interpretacji Kowalewskiego na pewno warto będzie do nich wrócić.

Jest na co czekać.

A na koniec jeszcze w zapowiedziach WABu znalazłam trzeci tom serii „Rycerze Sycylii” (Przeklęty okręt Viviane Moore), która okazała się być serią kryminałów historycznych osadzonych w XII wieku. Czytał ktoś którąś z powieści o przygodach Hugona z Tarsu i Tankreda z Normandii? Ciekawa jestem tej serii, bo dobry kryminał historyczny jest na wagę złota. Na razie zacznę się rozglądać za recenzjami Ludzi wiatru i Dzikich wojowników.

Drobiazgi niezapowiedziowe

Na Warszawskich Targach Książki ogłoszono nominacje do tegorocznej Nike.  Pełna lista tutaj. Wydawnictwo Czarne zgarnęło w tym roku 7/20 nominacji — bardzo przyzwoity wynik., gratuluję książek. Będę trzymać kciuki za Zrób sobie raj Szczygła, ale chętnie przeczytam kilka nominowanych książek. Na razie mam apetyt na Balladyny i romanse Karpowicza (jakoś sądzę, że on wygra), Chmurlandię Bator (dopiero jak przeczytam poprzednią), Samuela Zborowskiego Rymkiewicza i Dno oka Nowickiego. No i, oczywiście, Dziennik Mrożka.

A Wy? Co typujecie, co chcielibyście przeczytać i co chcielibyście żeby wygrało?

***

Na tych samych WTK ogłoszono nominacje do Nagrody Literackiej Gdynia (pełna lista tutaj). Tym razem nie mam faworytów, a przeczytać mam ochotę głównie (poza wymienionym wcześniej Rymkiewiczem) Piątą stronę świata Kutza.

***

Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego dla najlepszego reportażu literackiego dostali w tym roku za książkę Wojna nie ma w sobie nic z kobiety autorka Swietłana Aleksijewicz, oraz tłumacz  Jerzy Czech. Komunikat jury znajduje się tutaj. Książki-laureatki nie czytałam, ale zasłyszane opinie były różne, zdecydowanie nei tylko pozytywne. A Wam jak się podobała?

***

Czytelniczo mój maj dopiero teraz się „prostuje”, wcześniej albo nie miałam weny, a kiedy ją odzyskałam trafiłam na ksiażkę, którą czytałam smakując każde słowo (Pokój z widokiem, szczerze polecam), więc przyjemnie ale powoli. Lubię i takie lektury, ale tylko co jakiś czas. Teraz znowu mam napęd do czytania i z niego korzystam.

A wy wolicie czytać szybko i dużo, czy powoli i uważnie?

***

Miałam jeszcze napisać kilka słów o Zbrodni w błękicie, moim czytaniu serii „Koliber” i wspomnieć ostatnie nabytki książkowe  ale to już chyba kiedy indziej. Co za dużo to nie zdrowo.

Reklamy

Zapowiedzi na wiosnę

Pisałam już w poprzedniej notce, że chciałam zapowiedzi załatwić we wpisie zbiorowym z innymi drobiazgami, ale okazało się że jest ich za dużo. Zwyczajnie zapomniałam, że wielkimi krokami zbliża się Światowy Dzień Książki i wydawnictwa muszą się sprężyć, żeby jeszcze przed 23 kwietnia wydać możliwie dużo bestsellerów. I dobrze, bo dzięki temu zapowiedzi wydawnicze na najbliższe miesiące są bardzo obiecujące.

1. Mary Roach „Ale kosmos!”

Podtytuł: „Jak jeść, kochać się i korzystać z WC w stanie nieważkości”.

Tytuł oryginalny: „Packing For Mars. The Curious of Life in the Void”

Przekład: Maciek Sekerdej

Wydawnictwo: Autorka bestsellerów Bzyk, Sztywniak i Duch dotarła już wszędzie. Nic więc dziwnego, że na temat kolejnej książki wybrała wyprawę na Marsa.
Podróż w kosmos to nie tylko brak grawitacji i fenomenalny widok z okna, ale brak tego wszystkiego, co wydaje nam się niezbędne do życia: prywatności, świeżych owoców, gorących kąpieli i piwa. Jak można o znieść? Czy da się wytrzymać przez rok bez spacerów, uprawiania seksu i zapachu kwiatów? Co się stanie, jeśli w czasie spaceru w przestrzeni kosmicznej zwymiotujesz do hełmu? Mary Roach postanowiła znaleźć odpowiedź na te pytania. Od szkolenia jak korzystać z toalety na stacji kosmicznej do crash-testów nowych kapsuł ratunkowych NASA – autorka Bzyka na pewno znów was zaskoczy.

Ja: Przeczytałam już Bzyka i Sztywniaka, Duch jeszcze przede mną i chociaż słyszałam, że jest trochę gorszy od tamtych dwóch, to i tak zamierzam go przeczytać w oczekiwaniu na Ale kosmos!. Po prostu Mary Roach czyta się niesamowicie przyjemnie, a zakładając jeszcze, że można z jej książek wynieść jakąś (choćby minimalną) wiedzę na ciekawe tematy, trudno o lekturę bliższą doskonałości. Przynajmniej w momentach, kiedy nie mam ochoty na beletrystykę. A tak przy okazji, zwróciliście uwagę, że oryginalny tytuł jak zwykle lepszy?

Wydawnictwo Znak, wydanie planowane na 21 marca. Zapowiedź na stronie wydawcy.

2.Mark Logue, Peter Conradi „Jak zostać królem”

Tytuł oryginalny: „The King’s Speech”

Przekład: nie mam pojęcia kto

Wydawnictwo: Prawdziwa opowieść z życia brytyjskiej rodziny królewskiej. Jest rok 1936. Edward VIII abdykuje, by związać się z ukochaną Amerykanką, panią Simpson. Królem – Jerzym VI – zostaje niespodziewanie jego brat. Nowy monarcha ma jednak wielki problem: jąka się. Do wystąpień publicznych przygotowuje go australijski terapeuta mowy Lionel Logue. Zawiązują niezwykłą przyjaźń… Książka, oparta na pamiętnikach Logue’a, odsłania kulisy życia osobistego i rodzinnego Jerzego VI, ojca obecnej królowej Elżbiety II. Frapujące!

Ja: Nie wiem czy film powstał na bazie książki, czy może książka powstała przy okazji kręcenia filmu i jest tylko okazją do zarobku. Nie wiem, ale zamierzam pilnie wyglądać jej recenzji, bo bardzo jestem ciekawa czy warto po nią sięgnąć. Film bardzo mi się podobał i jeżeli książka jest na podobnym poziomie, to byłaby to świetna lektura rozrywkowa. Mam szczerą nadzieję, że tak właśnie jest i zaczynam wypatrywać recenzji na blogach (może trafią się jakieś przedpremierowe).

Wydawnictwo Świat Książki, wydanie planowane na 2 marca. Zapowiedź ze strony Lubimy Czytać, bo dział zapowiedzi ŚK woła o pomstę do nieba.

3. Agnieszka Wójcińska „Reporterzy bez fikcji”

Wydawnictwo: „Ten zawód porywa, ale też strasznie rozrywa w środku. Wysysa, eksploatuje. Choć robię to z przyjemnością, psychicznie mnie to dużo kosztuje. (…) To jest jak praca kominiarza. On też może spaść z komina, ale wspina się wysoko i patrzy na świat z góry. To kapitalne. Naprawdę można mi pozazdrościć tej roboty”.
Jacek Hugo-Bader
„Kiedy ktoś mi coś opowiada, jestem wczepiona w to, co on mówi. Tak strasznie chcę się dowiedzieć. Ludzie wyczuwają, że nie rozmawiam z nimi, jak o sadzeniu kapusty. Przeżywam to, co mówią. To nie  jest wywiad, tylko rozmowa z drugą osobą, która musi zapomnieć, że jestem dziennikarką. Dlatego ten zawód jest niezbyt etyczny, ale  bez tego nie da się zrobić dobrego reportażu”.
Barbara Pietkiewicz
„Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz albo smród. Żeby się ubrudził, porzygał albo popłakał z bezradności. Chciałbym, by czytelnik chociaż na chwilę wszedł w skórę bohatera. Żeby zadrżał i pomyślał: i mnie się to może przydarzyć”.
Wojciech Tochman

Ja: Co prawda Mój Ukochany Mąż jest zdania, ze nie lubię reportaży, ja jednak pozwalam sobie być innego zdania. Zresztą, lubię czy nie, wywiady z polskimi reporterami mogą być  naprawdę fascynujące. Bardzo jestem tej książki ciekawa, zwłaszcza, że wydawnictwu Czarne można ufać jeśli idzie o tę tematykę.

Wydawnictwo Czarne, wydanie planowane na 10 marca. Zapowiedź na stronie wydawcy.

4. Karel Čapek „Listy z podróży”

Tytuł oryginalny: „Cestopisy”

Przekład: Piotr Godlewski

Wydawnictwo: Najpierw jest podróż do Włoch (1923), rok później Čapek trafia na Wyspy Brytyjskie. W 1930 roku jedzie do Hiszpanii, w 1932 do Holandii, by cztery lata później odbyć w towarzystwie żony podróż na północ – do Skandynawii. Pięć podróży w ciągu piętnastu lat, w czasie gdy zbierały się nad Starym Kontynentem coraz ciemniejsze chmury. Ale pisarz, na przekór oganiającemu Europę szaleństwu nacjonalizmów, głosi pochwałę odmienności. Kochać świat – oto jego motto – z różnymi językami i odcieniami skóry, z tysiącami tańców i gatunków wina, z mnogością krain, spośród których każda ma osobny sposób na życie i innego Boga. Świat urzeka Čapka tak bardzo, że aby go właściwie opisać, słowa wspomaga rysunkami. We Włoszech zachwyca się kotami na trawniku w Rzymie i malarstwem Giotta. Wielka Brytania ujmuje go starymi drzewami i angielską mentalnością. W Hiszpanii opisuje dostojne kobiety w mantylach, przerażającą corridę oraz czyszczenie butów, które przybrało postać tańca lub obrzędu. Holandię postrzega jako przyjemny, malowniczy kraj, który z mieszczańskiego spokoju wyrwał Rembrandt. Skandynawia zadziwia go ufnością ludzi i rozległymi pustkowiami. Čapek ujmuje poczuciem humoru i wrażliwością – aż chce się wyruszyć tak jak on: w podróż, której trasę wyznaczy ślepy los.

Ja: Uwielbiam Čapka za Księgę apokryfów i (z zupełnie innej beczki) Daszeńkę. Jest mądry, dowcipny, dobrze pisze, a na dodatek to przecież jeden z ojców science fiction. No i twórca słowa „robot”, oczywiście. Jak więc mogłabym przejść obojętnie obok Listów z podróży, skoro nawet w nocie wydawniczej mowa jest o tym, że autor zachwycił się rzymskimi kotami… Już czuję, ze te listy będą cudowne i nie mogę się doczekać.

Wydawnictwo W.A.B., wydanie planowane na kwiecień. Zapowiedź na stronie wydawcy.

5. Lucy Maud Montgomery „Ania z Wyspy Księcia Edwarda”

Tytuł oryginalny: domyślam się, że to polski przekład ksiażki „The Blythes are Quoted”

Przekład: a cholera ich wie…

Wydawca: Ostatni tom serii powieści o Ani Shirley wydany w pełnej, nie okrojonej wersji, w zgodzie z oryginalnym maszynopisem przekazanym przed laty kanadyjskiemu wydawcy przez autorkę. Do tej pory skrócona o około 100 stron książka dostępna była w sprzedaży (również w Polsce – Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009) pod tytułem Spełnione marzenia. Usunięte z poprzednich edycji tytułu strony rzucają nowe światło na historię wielu bohaterów cyklu. To znakomita lektura dla młodych i nieco starszych czytelników.

Ja: To ciekawe uczucie czekać na nowość autorstwa pisarki, która nie żyje od ponad pół wieku (popełniła zresztą samobójstwo tego samego dnia, którego oddała wydawcy rękopis tej powieści). Jeśli tak jak przypuszczam (bo na stronie wydawnictwa praktycznie nic na ten temat nie da się znaleźć) chodzi tutaj o książkę The Blythes are Quoted, to jest to zbiór opowiadań mówiących o czasach przed i po Wielkiej Wojnie, aż do wybuchu II Wojny Światowej. Tematyka opowiadań jest podobno zdecydowanie bardziej mroczna niż w poprzednich książkach autorki (informacje o książce zaczerpnięte z Wikipedii). Wariują z tytułami w tej serii, swoją drogą „Ania z Wyspy” to przecież angielski tytuł części, która u nas wyszła jako „Ania na Uniwersytecie”…

Wydawnictwo Literackie, wydanie planowane na czerwiec. Zapowiedź na stronie wydawcy.

6. Donna Leon „Dziewczyna z jego snów”

Tytuł oryginalny: „The Girl of His Dreams”

Przekład: Marek Fedyszak

Wydawnictwo: Komisarza Brunettiego odwiedza ksiądz Antonin, znany mu jeszcze z dzieciństwa, zaniepokojony sytuacją pewnego młodego człowieka, na którego naiwności jakoby żeruje pazerny oszust podający się za kaznodzieję i przywódcę grupy religijnej.
Jednak cała ta historia odchodzi w cień, gdy Brunetti wraz z inspektorem Vianello wyławiają z kanału zwłoki jedenastoletniej dziewczynki, prawdopodobnie złodziejki, jeśli sądzić po odnalezionych przy niej skradzionych przedmiotach. Ślady prowadzą do cygańskiego obozowiska. Jednak zarówno tam, jak i w bogatym weneckim domu komisarzowi przyjdzie się zmagać z głęboko zakorzenionymi uprzedzeniami i z tajemnicami, których ludzie dochowują, aby chronić swoje dzieci, nawet całkiem niewinne. Jakby się bali, że spadnie na nie kara za grzechy innych. Czy ponowne spotkanie z padre Antoninem pomoże choć trochę ukoić zszarpane nerwy Brunettiego?
Jak podsumował recenzent Evening Standard: „Dziewczyna z jego snów stanowi trafną analizę więzi rodzinnych oraz w trzeźwy sposób ukazuje wady i zalety poprawności politycznej”.

Ja: Donna Leon to moje „kryminalne” odkrycie zeszłego roku i chociaż na połce czekają na mnie jeszcze dwie jej powieści, a kilka innych czai się w księgarniach i antykwariatach, to i tak cieszę się z każdej nowej książki wydanej w tej serii (zwłaszcza, że w tej kieszonkowej wersji są naprawdę niedrogie). Komisarz Brunetti jest jednym z moich ulubionych literackich detektywów i na pewno Dziewczyna z jego snów trafi prędzej czy później na moją półkę.

Wydawnictwo Noir sur Blanc, wydanie planowane na marzec. Zapowiedź na stronie wydawcy.

7. Konstandinos Kawafis „Jeżeli do Itaki wybierasz się w podróż…”

Podtytuł: wiersze wybrane w przekładzie Antoniego Libery

Przekład: Antoni Libera

Wydawca: Niniejszy wybór proponuje polskiemu czytelnikowi nową, zupełnie inną lekcję przekładu tej krystalicznej poezji, autorstwa Antoniego Libery, znawcy i tłumacza twórczości Samuela Becketta, poezji Hölderlina, dramatów Wilde’a i Makbeta Shakespeare’a.
„Poezja Kawafisa urzekła mnie od pierwszej lektury, a zadecydowały o tym takie jej cechy jak szczególna prostota i oszczędność języka, wysublimowana kolokwialność wyrazu, subtelna i wszechobecna ironia oraz dojmująca melancholia na tle przemijania i nietrwałości zarówno uczuć, jak i dzieł ludzkich rąk. Z dziesiątków scen, impresji i mini-opowieści wyłaniał się sugestywny obraz samotnego poety, przemierzającego wolnym krokiem »zmierzchającą« Aleksandrię – widmowe, zdegradowane miasto, kryjące pod powierzchnią plebejskiej tandety tajemnicę i skarby dawnej »arystokratycznej« świetności”.
Ze wstępu Antoniego Libery

Ja: Na Kawafisa natknęłam się po raz pierwszy dzięki Zespołowi Reprezentacyjnemu i piosence „W karczmie nad morzem” (w przekładnie C. M. Casasa). Potem znalazłam w domu zbiór jego wierszy i spodobały mi się. Nie został nagle moim ulubionym poetą, ale po prostu dobrze mi się go czytało. Bardzo chętnie sprawdzę jak go odbiorę w nowym tłumaczeniu i po kilku dobrych latach.

Wydawnictwo Znak, wydanie planowane na 28 marca. Zapowiedź na stronie wydawnictwa.

8. Mariusz Szczygieł „Niedziela, która zdarzyła się w środę”

Wydawnictwo: „Szczygieł łapie czas jak nikt inny nasycając swoje teksty choćby marzeniem bohaterki, by za odprawę z pracy kupić synowi ‚kurtkę z koca’. Słucha wszystkich, jeżeli kogoś zawstydza, to tylko czytelnika, bo każe myśleć i mieć oczy szerzej otwarte. Jeżeli w przyszłości historycy będą chcieli się dowiedzieć czegoś o Polsce lat dziewięćdziesiątych, współczesna literatura piękna nie da im za dużo, książka Szczygła – bardzo wiele”.
Paweł Dunin-Wąsowicz, „Machina” (1997)
Za kilka lat ta książka będzie pewnie ważnym dokumentem historycznym o czasach, które badacze nazywają okresem transformacji.  Bohaterowie reportaży Mariusza Szczygła są niczym marionetki, których losem pociągają niezrozumiałe wypadki. Te wypadki to nie choroba, śmierć, czy powódź. To: demokracja, rynek, prywatyzacja, popyt i podaż.
Paweł Śpiewak, „Życie” (1997)
Przyszłość już nadeszła, owe kilka lat minęło dawno. (Niedziela, która zdarzyła się w środę wyszła pod koniec 1996 roku). Uznaliśmy, że dziś jest to już książka historyczna. Połączyliśmy więc teksty ze zdjęciami wybitnej fotografki Anny Beaty Bohdziewicz, która od 1981 roku prowadzi swój Fotodziennik.
„Miałem szczęście być świadkiem, kiedy pewnym ludziom w środę przydarzyła się niedziela.To moja pierwsza reporterska książka. Z czasów, kiedy uwielbiałem pisać o Polsce, kiedy nie prowadziłem jeszcze talk-show w telewizji i kiedy nie miałem pojęcia, że pojadę w jakimkolwiek celu do Czech. Są to reportaże o przeciętności, bo sam pochodzę z przeciętnego miasteczka i, jak mówi mój tata Jerzy Szczygieł, to piękne być przeciętnym. Nowa Polska po upadku komuny postawiła przed przeciętnymi nieprzeciętne zadanie. Dlatego proszę potraktować tę książkę jako relację z zawodów w utrzymywaniu się na powierzchni”.
Mariusz Szczygieł (rok 2011)

Ja: Polubiłam Szczygła za reportaże w prasie, po przeczytaniu Zrób sobie raj i Gottlandu lubie go jeszcze bardziej. Podoba mi  się jego styl i dystans przy jednoczesnym cieple i poczucie humoru. To rzadka kombinacja cech, więc do Szczygła mam zamiar przyczepić się na stałe i czytać to, co napisze. Na razie zaczynam od jego bloga, ale już czekam na Niedzielę…

Wydawnictwo Czarne, wydanie planowane na 4 maja. Zapowiedź na stronie wydawcy.

9. „Wielka księga fantastycznego humoru”, tom I

Tytuł oryginalny: „The Mammoth Book of Seriously Comic Fantasy”

Przekład: Dominika Schimscheiner, Marcin Mortka

Wydawca: Uwaga! Przedawkowanie grozi zerwaniem boków. Na wszelki wypadek miej w pobliżu coś nudnego.
W tej antologii znajdziecie tylko dwie poważne strony: przedmowę i stopkę redakcyjną.
Bo w fantastyce chodzi też o to, by czasami po prostu wyszczerzyć się jak stare grabie i zarżeć jak zdrowy wałach na widok koniczyny.
Jakie były prawdziwe konsekwencje wynalezienia sztucznego ognia nie-od-pioruna i dlaczego Sapiensy to nonsensy? A może interesuje was zagadka Kuby Obcinacza i jego rola w budowie drakkara zwanego Naglfarem? Dlaczego Szatan pije margeritę, a zjednoczenie z elfami kończy się konsumpcją? Czy to prawda, że Royal Navy w wojnie z flotą Napoleona korzystała z technologii UFO?
Aha, uważajcie na Obcych, którzy wiedzą absolutnie wszystko! Macie czyste gatki?

Ja: Lubię humorystyczną fantastykę, lubię dobre antologie, a jakoś tak się składa, że te dobre to najczęściej te zachodnie. Mamutowi pod tym względem raczej ufam (czy może daję kredyt zaufania), a nazwiska autorów wydają się kuszące. Może jest najmniej wyczekiwana z wszystkich, ale będę uważnie śledzić recenzje, żeby sprawdzić czy nie warto po nią sięgnąć. Mam nadzieję, że warto. A swoją drogą okładka paskudna, nawet jak na Fabrykę

Wydawnictwo Fabryka Słów, wydanie planowane na marzec. Zapowiedź na stronie wydawcy.

10. I inne…

Wydawnictwo W.A.B. planuje na marzec kolejną książkę Mariusza Czubaja Kołysanka dla mordercy (szczegóły tutaj). Nie czytałam poprzednich jego książek (ani wspólnych z Krajewskim, ani samodzielnej), ale do 21:37 przymierzam się od jakiegoś czasu. Kołysanka to kolejna powieść z Rudolfem Heinzem — profilerem. Na maj to samo wydawnictwo planuje nowego Mankella. Powrót nauczyciela tańca to książka bez komisarza Wallandera, co pewnie zagorzałych zwolenników stetryczałego policjanta zniechęci, mnie za to mocno zachęca do przeczytania. Podobno są tacy, którzy twierdzą, że ta powieść jest lepsza niż te z cyklu wallanderowskiego (szczegóły tutaj).

Z innej beczki z kolei, Wydawnictwo Literackie nadal zajmuje segment powieści-o-pięknych miejscach-na-świecie-do-których-warto-pojechać-żeby-zacząć-od-nowa-(z-silnymi-akcentami-kulinarnymi). Peter Pezzelli (ten od Kuchni Franceski) ciekawi mnie od jakiegoś czasu, a w marcu ma wyjść jego Villa Mirabella (szczegóły). Rhode Island jako miejsce nowego startu w życiu to chyba nowość w tego typu literaturze, ale jeśli nie sięgnę po Franceskę, to chętnie sprawdzę jak się w tej roli sprawdza. Z kolei Marlena de Blasi (ta od Tysiąca dni w…) po Smakach południowej Italii zaskakuje swoich miłośników Smakami północnej Italii (nikt się nie spodziewał…) — planowane wydanie w kwietniu. O poprzedniej słyszałam dobre opinie, a jakoś po toskańskich wakacjach coś mnie w tamtą stronę ciągnie (chociaż żarcie było paskudne), więc na północną Italię chętnie się skuszę (więcej o książce tutaj). Obie książki mam nadzieję przeczytać dając je wcześniej komuś w prezencie, a potem pożyczając. W przypadku de Blasi zacznę chyba od podarowania cyklu tysiącdniowego, mam nadzieję, że się spodoba (uważaj, moja ulubiona Matko).

Muza planuje na marzec Opowieść o Darwinie Irwinga Stone’a (szczegóły). Darwin jest ostatnio na topie ale niezależnie od tego zawsze mnie interesował, a Pasja życia tego autora zrobiła na mnie kiedyś duże wrażenie, mam więc nadzieję, że i Darwin kiedyś do mnie trafi. Z innego gatunku Muza proponuje drugi tom z serii o Drużynie A — Złą krew Arne Dahla. I mimo, że to nie ta Drużyna A, to miłe skojarzenia mnie do tych książek ciągną (szczegóły tutaj)

Prószyński i S-ka zaciekawił mnie dwoma zupełnie różnymi książkami i przy obu nie mam zielonego pojęcia czemu mam ochotę je przeczytać. Pierwsza to Podróż Turila Michaela Marcusa Thurnera (szczegóły) — science fiction z tej ich nowej serii Nowa Fantastyka. Dokładnie nic o niej nie wiem, ale blurb mnie zainteresował. Druga z kolei to Między nami nowojorczykami Cathleen Schine (więcej tutaj) z psami i Manhattanem w roli głównej. Tę na pewno kupię w prezencie znajomej miłośniczce psów i przeczytam potem.

Runa planuje wreszcie wydać czwarty tom Kronik Drugiego Kręgu Ewy Białołęckiej pt. Czas złych baśni (szczegóły). Lubię tę serię, a na kolejny tom trochęśmy się naczekali, więc bardzo jestem ciekawa czy plany się ziszczą. Przy okazji, miłośników Kuby Ćwieka informuję, że w planach jest też druga część Ofensywy Szulerów. Z kolei miłośnicy kryminałów i thrillerów powinni ucieszyć się z drugiej części trylogii Leifa GW Perssona pt. W innym czasie w innym życiu (wyd. Czarna Owca) i z nowej książki Tess Gerrritsen — Ciało (wyd. Albatros, informacja za Lubimy Czytać).

 

Zaległości

Nie nadążam za wieloma rzeczami i w życiu i na blogu. Zazwyczaj mi to specjalnie nie przeszkadza, ale zaległości rosną… Ani się człowiek obejrzy i już zaczynają go z każdej strony przygniatać. A biorąc pod uwagę, że (1) nie zaprezentowałam nie tylko stosów świątecznych, ale też przedświątecznych, (2) blogosfera na nowy rok wybuchła wręcz wyzwaniami, (3) trafiłam na kilka ciekawych zapowiedzi wydawniczych, a na dodatek (4) powoli kończy się termin wyzwania świątecznego (więc wypadałoby coś zrecenzować), otrzymujemy 1+2+3+4=10, więc zaległości rosną, jak widać, w tempie zastraszającym…

Nadróbmy więc trochę z nich. Styczeń, jak to styczeń — po świętach trudno się na nowo przyzwyczaić do pracy, wirus jakiś lata w powietrzu, a na dodatek najlepsze książki zostały już wydane na święta. Znalazłam mimo tego trzy pozycje, które wydają mi się ciekawe:

Małgorzata Gutowska-Adamczyk „Mariola, moje krople…” — jedyna powieść, która zwróciła moją uwagę (czyżby zaczynały się spełniac moje życzenia noworoczne z poprzedniego posta?). Cukiernia pod Amorem tej autorki bardzo mi się podobała nie tylko ze względu na temat, ale też dzięki świetnemu językowi autorki. Mam szczerą nadzieję, że ta powieść jest napisana równie dobrze. Jeżeli tak, będzie to na pewno świetna lektura. Temat (prowincjonalny teatr w 1981) może być dodatkowym atutem, bo teatr bardzo lubię.

Wydawnictwo Świat Książki, informacja stąd.

Daniel Power (red.) „Rozkwit średniowiecza” — ja wiem, że na półkach zalega z dziesięć innych pozycji o średniowieczu, sporo pewnie lepszych od tej, ale tak sobie kombinuję, że może ta będzie trochę lżejsza od Panoramy średniowiecznej Anglii albo Europy 600-900. A może i nie, ale po prostu wygląda bardzo kusząco (widzieliście tę okładkę?), więc kto by się opanował…? Średniowiecze to moja ostatnio ulubiona epoka historyczna.

Wydawnictwo Świat Książki, informacja stąd.

Tony Horwitz „Podróż długa i dziwna. Drugie odkrywanie Nowego Świata” — znaleziona czystym przypadkiem, ale wcale nie wiem czy nie najbardziej kusząca ze wszystkich. Co działo się w Ameryce północnej pomiędzy Kolumbem a Mayflower? Mam nadzieję, że te prawie półtora wieku pustki  (w moim umyśle) wypełni ta książka. A że czytałam pozytywne opinie o Błękitnych przestrzeniach tego autora, a Terra incognita to ciekawa seria, mam nadzieję na kawał dobrej literatury.

Wydawnictwo W.A.B., informacja stąd.

Jako, że wyzwanie Znalezione pod choinką powoli dobiega końca, a natura nie znosi próżni, blogosfera książkowa wprost eksplodowała nowymi wyzwaniami czytelniczymi. Pozwólcie sobie przedstawić:

  • Barbara z Wrót Wyobraźni zaproponowała zabawę o nazwie Możesz więcej. Zadanie jest proste — przeczytać w 2011 roku więcej książek niż w roku ubiegłym. O ile więcej? A to już zależy od wybranego poziomu.
  • Padma z Miasta Książek zaprasza na nocne lektury Od zmierzchu do świtu. W wyzwaniu chodzi o czytanie książek z nocą w tytule ale też taki, w których akcji istotna jest ta pora doby. Można też czytać nocą i pozastanawiać się trochę nad takim czytaniem.
  • Mooly z Kartek Szelestu chce żebyśmy spojrzeli na świat Reporterskim okiem. Tym razem chodzi o czytanie reportaży i literatury faktu. Dla nielubiących ograniczeń: wyzwanie jest bezterminowe.
  • Karto_flana z bloga O moim czytaniu proponuje wyzwanie Bracie, siostro… rodzino. Tutaj zadaniem jest przeczytanie jednej książki o siostrach, jednej o braciach i jednej o dowolnych innych więzach rodzinnych.
  • Bujaczek z bloga Zapatrzona w książki zaprasza do Papierowego zwierzyńca. W wyzwaniu czyta się książki o zwierzętach i ze zwierzętami w tytule. Wyzwanie również nie jest ograniczone czasowo.
  • Kala z Mola książkowego przygotowała dla nas polską wersję wyzwania z Harukim Murakamim. Jeśli kogoś interesuje wersja angielska, do której też zapisało się kilka osób z „naszej” blogosfery, niech zajrzy tutaj. Cel jest prosty i oczywisty: przeczytanie choć jednej książki Murakamiego.
  • A kiedy już myślałam, że skończyłam to zestawienie, trafiłam na wpis Mooly, która zastanawia się, czy nie warto by stworzyć polskiej wersji wyzwania wschodnioeuropejskiego. Niektórzy polscy blogerzy również do niego zapisali się w wersji angielskiej.

Niezły zestaw, nie? A wszystko to odkryłam w styczniu, czyli w ciągu tygodnia. Na razie nie zapisałam się do żadnego z nich, ale może kogoś z Was zaciekawią. Zastanawiam się nad kilkoma, zobaczymy co przyniesie przyszłość. Najpierw jednak zakończę przygodę z wyzwaniem świątecznym.

No i jeszcze, wciśnięty smutno na koniec, stosik przedświąteczny. Takie oto książki przywędrowały do mnie jeszcze w grudniu:

Wszystkich, którzy nie czytają mojego bloga regularnie (jak możecie!) informuję, że kieliszek zamiast lampki występuje z okazji daty robienia zdjęć stosików, czyli 31 grudnia 2010 (zaczęliśmy tak koło 23:30), kiedy to przypada istotne do oblewania święto czyli nasza rocznica ślubu… A na stosie od góry:

1. Marta Kisiel „Dożywocie”. Książka, którą musiałam kupić, kiedy tylko się o niej dowiedziałam (tuż przed Wigilią). Opowiadaniem „Dożywocie” zachwyciłam się w zbiorze Kochali się że strach, a tym zbiorem opowiadań zachwyciłam się jeszcze w grudniu. Nie wszystkie są tak wspaniałe jak to pierwsze ale i tak książka dostała ode mnie 8,5/10, czyli jak na mnie bardzo wysoko.

2. Barbara Hodgson „Krynolinę zostaw w Kairze”. Nabytek okołomikołajkowy z okazji przeceny w Matrasie. Podtytuł brzmi „O pierwszych podróżniczkach”. Na razie obejrzałam wszystkie ilustracje (są cudne!) i troszkę zaczęłam czytać i wygląda bardzo apetycznie. Obszerna bibliografia, zdjęcia, mapy, drzeworyty, mnóstwo cytatów… aż szkoda, że taka to malutka książeczka.

3. John Curran „Sekretne zapiski Agaty Christie”. Mikołajkowy prezent od Męża, o którym (prezencia, nie Mężu) już tu pisałam, więc nie będę się powtarzać. Trochę rozczarował, ale jako fanka Agathy Christie nie żałuję zakupu, bo chcę mieć tę ksiażkę do częstego sięgania.

4. Robert M. Sapolsky „Dlaczego zebry nie mają wrzodów?”. Mikołajkowy prezent od rodziców (dziękuję, Kochani), a w zasadzie pół prezentu, na który składały się dwie książki. Jako, że musieliśmy się nim jakoś z Marcinem podzielić, a trudno było zrobić zdjęcie z dwoma połówkami książek, to mnie dostały się „Zebry…”, a Mąż zgarnął Rycerzy i mieszczan. Książka Sapolsky’ego nosi podtytuł „Psychofizjologia stresu” i jest na oko bardzo przystępnym podręcznikiem w amerykańskim stylu, czyli świetnym do czytania.

5. Norman Davies „Zaginione królestwa”. Wygrana w konkursie serwisu Lubimy Czytać, z której niesamowicie się cieszę. Bardzo lubię Daviesa, a teraz mamy już prawie komplet jego książek, które mnie interesują. Najnowsza mówi o państwach, które przestały istnieć. Spis treści bardzo różnorodny, styl Daviesa (jak zwykle) świetny. Mniam.

Tyle książek trafiło do naszego domu w grudniu przed świętami. Nie licząc, oczywiście, prezentów kupionych przez nas, których było chyba 12 (jeśli dobrze liczę). Z czego część była naszymi prezentami dla nas, znajdą się więc na kolejnym stosiku.

Z pozostałych zaległości w telegraficznym (niemal) skrócie: przeczytałam Zrób sobie raj Szczygła, który jest świetny i bardzo chcę go zrecenzować; przeczytałam Tajemnicę gwiazdkowego puddingu Christie, która jest bardzo dobrym zbiorem opowiadań i zrecenzuję ją do wyzwania podchoinkowego; wypożyczyłam ponownie od Ukochanej Matki Listy na wyczerpanym papierze i może uda mi się je zrecenzować, albo chociaż przesłuchać; chciałabym zrecenzować Dożywocie; dostałam na Gwiazdkę mnóstwo książek i chciałabym je przeczytać albo chociaż pokazać stosik(i), dotarł do mnie wędrowny Wędrowycz i trzeba go wyekspediować w drogę. Doba mi się kurczy!

Ale wiecie co? Fajnie jest mieć dużo książek, fajnie jest mieć dużo ksiażkowych zajęć i fajnie jest mieć dużo energii i być dobrej myśli. Chyba wyzdrowiałam…

Majowe zapowiedzi

Jak  to zwykle w maju (przynajmniej ostatnio, odkąd zaczęliśmy silniej obchodzić Dzień Książki) ciekawych zapowiedzi wydawniczych sporo mniej niż w kwietniu. Ale nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie znalazła. Było to zresztą o tyle łatwe, że na dwie (spośród prezentowanych sześciu) książki czekam od jakiegoś już czasu. Reszta to efekt przekopania kilku stron internetowych.

1. Joanna Chmielewska „Byczki w pomidorach”

Wydawnictwo: Powraca świat Alicji.  Znów stado zaprzyjaźnionych osób pęta się po cudownym ogródku i kulinarnie szaleje w kuchni. A gospodyni jak zwykle otwiera drzwi przed każdym, częstuje jajkiem na śniadanie, wypija niezmierzone ilości kawy i zabrania zaglądać do lodówki.  Nawet do wiecznie głodnego Marianka demonstruje autentyczną słabość. I oto wizyta nowej pary przynosi obrzydliwość w powietrzu.  On – oblizuje łyżki i widelce, rzuca się na szyje nowo poznanych dam, zżera robaczki ze stołu i udaje, że zna się na winach… Ona – kamiennie milczy, ostrożnie chodzi i podobno umiera z miłości do niego. A gdy on nie wraca z pewnej wycieczki, interesuje się tym nawet pan Muldgaard…

Ja: Doskonale wiem, ze jak przeczytam, będę psioczyć, że Chmielewska ciągle jest nie w formie, że znowu żeruje na swojej popularności i na popularności swoich wcześniejszych książek. No owszem. Mam niemal pewność, że ta książka mnie rozczaruje. I co z tego? Mimo wyraźnej zniżki formy nadal lubię książki Chmielewskiej i nadal te lekkie nibykryminałki sprawiają mi sporo frajdy. A co za tym idzie każda z jej nowych książek ląduje u mnie wkrótce po wydaniu. Więc Byczki w pomidorach z pewnością nie będą wyjątkiem.

Wydawnictwo Klin, wydanie planowane na 7 maja 2010.

2. Martha Grimes „Pod zawianym kaczorem”

Wydawnictwo: W mieście Williama Szekspira – Stratfordzie – zostaje zasztyletowana uczestniczka ekskluzywnej amerykańskiej wycieczki. Śladem, który pozostawia morderca, jest program teatralny z zapisanym na nim urywkiem wiersza. W tym samym czasie zostaje porwany kolejny z turystów – czternastoletni Jimmy Farraday. Sprawę jego zaginięcia bada inspektor Richard Jury. W tym celu śledczy przesłuchuje osobliwych i zabawnych wycieczkowiczów oraz odwiedza rodzinę chłopca. Tymczasem w podobnych okolicznościach ginie kolejna kobieta. Podobne morderstwo ma także miejsce w Londynie – znowu zasztyletowana osoba i następne wersy tekstu. Gdy niebezpieczeństwo zaczyna grozić nie tylko wycieczce Amerykanów, na jaw wychodzi rodzinna tajemnica sprzed lat.
Pod Zawianym Kaczorem to czwarta część z serii powieści o inspektorze Richardzie Jurym. Książka Marthy Grimes to spójna, ciekawie skonstruowana historia kryminalna, ubarwiona przez drugoplanowe postaci, którym autorka poświęca wiele uwagi. Dużą rolę odgrywają odwołania do epoki elżbietańskiej, w tym do utworów Szekspira, oraz atmosfera słynnych angielskich pubów.

Ja: Poprzednie książki z inspektorem Jurym czytałam ze sporą przyjemnością, więc nie ma chyba powodu, żeby ta miała mi się nie spodobać. Zauważyłam ją już w zeszłym miesiącu, kiedy przeglądałam zapowiedzi wydawnicze i żal mi było, że wyjdzie dopiero w maju. I oczywiście ani się obejrzałam, a książka już puka w ramię. Co zresztą cieszy, bo miałam ostatnio ochotę na angielski kryminał, a pani Grimes (choć Amerykanka) pisze książki ogromnie typowe właśnie dla gatunku kryminału angielskiego — tego wywodzącego się w prostej linii od Agathy Christie. No i ten czarny kocur na okładce… Czekam więc na kolejne spotkanie z inspektorem Jurym i (mam nadzieję) jago arystokratycznym pomocnikiem Melrosem Plantem.

Wydawnictwo W.A.B., wydanie planowane na 5 maja 2010.

3. Paweł Mossakowski „Ciało lotne”

Wydawnictwo: Michał, 25-letni asystent na Wydziale Farmacji warszawskiej Akademii Medycznej, zostaje porzucony przez swoją dziewczynę – dentystkę Monikę. Cierpiący po utracie ukochanej chłopak odkrywa chemiczną formułę odmieniającą ludzką psychikę. Liczy, że dzięki niej uda mu się odzyskać Monikę. Wyrusza do Juraty, gdzie dziewczyna spędza wakacje z nowym ukochanym, szemranym biznesmenem Hubertem. W ślad za Michałem podążają wysłannicy pewnej partii politycznej, którzy wierzą, że specyfik umożliwi im zdobycie władzy…
Miłość, zdrada, ból i nadzieja, cudowna mikstura i dybiący na nią polityczni gangsterzy, wszystko to miesza się tu w szalonym tyglu wydarzeń, obłędnej powieściowej wirówce, wyrzucającej z siebie serię zaskakujących i komicznych sytuacji.
Ciało lotne łączy w sobie elementy historii miłosnej, satyry obyczajowej i politycznej sensacji – jest doskonałą powieścią rozrywkową, wymarzoną wprost lekturą wakacyjną!

Ja: Lubię Mossakowskiego jako recenzenta, podobno dobry jest też jako autor dramatyczny. Ale tę książkę wytypowałam po prostu dlatego, że na ogół autor potrafi mnie rozbawić. Mam więc nadzieję, że jego debiut powieściowy będzie napisany tak dobrze jak jego teksty publicystyczne. Na pewno, jak tylko natrafię na tę książkę w księgarni, przeczytam kilka stron, żeby to sprawdzić. I jeżeli tylko przejdzie tę próbę, to chętnie przeczytam całość. W końcu należy mi się na ciepłą porę roku jakaś dobra literatura rozrywkowa…

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, wydanie planowane na 13 maja 2010.

4. Andrzej Kajetan Wróblewski „200 uczonych w anegdocie. Księga I”

Wydawnictwo: Biogramy wybitnych uczonych z reguły nie mówią o ich charakterach, słabostkach, czy śmiesznostkach. A przecież byli to ludzie z krwi i kości. W felietonowej formie autor barwnie opowiada o dwustu słynnych postaciach światowej nauki, od starożytności po współczesność. Opisując Einsteina, który podkradał tytoń do fajki, czy Galileusza, który nadużywał wina, Wróblewski ze swadą wyjaśnia też ich odkrycia i przeszkody, jakie musieli pokonać, by świat im uwierzył, że jest tak a nie inaczej.

Ja: Może nie jest to pozycja specjalnie ambitna, ale szczerze uwielbiam anegdoty A. K. Wróblewskiego. Zarówno ze względu na inne podejście do wielkich i sławnych tego świata, jak i na styl autora. Kiedy czytam jego anegdoty, mam czasem wrażenie, że ktoś dzieli się ze mną plotkami zasłyszanymi od znajomego, a czasem czuję się jakbym słuchała brylującego w towarzystwie gawędziarza, zawsze jednak wydaje mi się, że wszystko to jest mówione prosto do mnie. Czuję jakby to właśnie mnie chciał Wróblewski zadziwić czy rozbawić. Więc chętnie dam się rozbawić ponownie, nawet jeżeli część z tych opowieści jest tylko powtórką z tego, co już znam…

5. Phillip Pullman „Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystus”

Wydawnictwo: Maria powiła bliźniaki. Jezusa i Chrystusa. Jezus był otwartym, trochę łobuzerskim dzieckiem, które często wpadało w kłopoty, ale zawsze kierowało się sercem. Chrystus był chłopcem kalkulującym. Maria i Józef uważali Chrystusa za wybrańca bożego, przyzwyczajali go więc do tej myśli. Kiedy chłopcy dorośli, wyszło na jaw, że to Jezus nawiązuje kontakt z Janem Chrzcicielem, umie rozmawiać z ludźmi, okazuje im współczucie i potrafi pociągnąć za sobą tłumy. Chrystus obserwuje brata zdumiony. Obcy namawia go wtedy do zapisywania wszystkich wydarzeń z życia Jezusa. Zaczyna powstawać Nowy Testament…

Ja: Szczerze mówiąc nie wiem, czy zdecyduję się na przeczytanie tej książki, bo trochę boję się książek z jakąkolwiek misją — wszystko jedno jaką… Z drugiej strony bardzo cenię Phillipa Pullmana za cykl Mroczne materie, który uważam za jedną z lepszych książek (no, trylogii), jakie czytałam. Już tam widać było wyraźnie co Pullman sądzi o zinstytucjonalizowanej religii, więc ta książka wcale mnie nie dziwi. Z pewnością nie urazi ona moich uczuć religijnych, a kilka przejrzanych w Empiku stron (niby zapowiedź wydawnicza, ale w Empiku już była, tak jak nowa Picoult) nastawiło mnie raczej pozytywnie. Co by nie mówić facet potrafi pisać ciekawie i wyobraźnię ma niesamowitą. Ale nadal się waham — w ten sposób jest to pozycja, która wywołuje u mnie najwięcej emocji pośród majowych zapowiedzi (może oprócz wznowienia „Necrosis” Jacka Piekary, ale emocje powodowane przez „Necrosis” są zupełnie odmiennego rodzaju…). Temat jest na tyle kontrowersyjny, że nie spodziewam się wielu pomocnych recenzji w sieci, ale może jakaś się trafi.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, wydanie planowane na 4 maja 2020.

6. Joseph Telushkin „Humor żydowski”

Wydawnictwo: Książka zawiera ponad sto najlepszych dowcipów żydowskich, opatrzonych przez autora wnikliwymi spostrzeżeniami dotyczącymi sposobu, w jaki Żydzi postrzegają samych siebie, swoje rodziny, swoich przyjaciół; tego, co myślą o prześladowaniach własnej nacji, o antysemityzmie, pieniądzach, interesach, seksie, miłości, przyjaźni i sukcesie; także o rabinach i duchownych innych wyznań. Inspirująca, inteligentna, niekiedy zjadliwa, ale zawsze bardzo zabawna i pełna beztroskiego lecz często refleksyjnego humoru książka zawiera wizerunek żydowskiej podświadomości zbiorowej. Autor jest znanym amerykańskim rabinem, napisał wiele książek o judaizmie i zwyczajach żydowskich.

Ja: Trafiłam na nią zupełnym przypadkiem i zatrzymałam się na dłużej. Lubię humor żydowski, ale nie o sam zbiór dowcipów mi tutaj chodzi. Ciekawi mnie bardzo ten komentarz do żydowskiego poczucia humoru. Wygląda na to, że autor zna się na rzeczy i tylko trochę niepokoi mnie jakość tłumaczenia, które będzie tu niesamowicie ważne. Ale z drugiej strony, Bellonie raczej ufam, więc pewnie zaryzykuję mając nadzieję na solidną porcję rozrywki i nie mniej solidną porcję refleksji.

Wydawnictwo Bellona, wydanie planowane na 4 maja 2010.

A o czym Wy marzycie w tym miesiącu?

Kwietniowe zapowiedzi

I znowu zamiast siąść do recenzji Dysku zaczęłam zupełnie nieodpowiedzialnie czytać zapowiedzi wydawnicze na ten miesiąc. Wszystko przez to, że podczas wczorajszej wizyty w księgarni (jestem bogatsza o dwie antykwaryczne Anie i  Deja Dead Kathy Reichs) wzięłam sobie do przejrzenia foldery Bellony i Prószyńskiego. A potem tylko chciałam zajrzeć na kilka innych stron, żeby sprawdzić co u nich… A trochę tego jest, w tym nawet kilka, które mnie zainteresowały. Tym razem wyliczanka ma 9 pozycji. Bardzo jestem ciekawa co z tego sobie kupię…

1. Terry Pratchett „Niewidoczni akademicy”, Prószyński i S-ka

Wydawnictwo: Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy – niezależnie od wieku i statusu społecznego – przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…

Ja: Po prostu dlatego, że Pratchett poniżej pewnego poziomu nie schodzi, a ja go uwielbiam w każdym nieomal przejawie. Podobno fani Pratchetta dzielą się na tych, którzy wolą jego wcześniejsze książki i na tych, którzy wolą późniejsze. Ponieważ zdecydowanie zaliczam się do tych drugich, to z niecierpliwością czekam na możliwość przeczytania, co też autor napisze o footballu? Kino, rock, hipermarkety, pocztę (i wiele innych) już opisał i ogromnie mi się to podobało. Zdecydowane najważniejsza dla mnie nowość tego miesiąca.

2. Monika Szwaja „Zupa z ryby fugu”, Sol

Wydawnictwo: Ryba fugu jest bardzo smaczna, ale jeśli będziemy obchodzić się z nią nieostrożnie – możemy otruć siebie i współbiesiadników. Na śmierć. Podobnie z naszym życiem. Jest ono jak potrawa dla inteligentnych. Trzeba zawsze myśleć o tym, co robimy, jakie decyzje podejmujemy – choćby targały nami szekspirowskie zgoła emocje – inaczej może się tak zdarzyć, że ktoś (my sami?) zapłaci wysoką cenę za nasz brak rozwagi. Kobieta chce mieć dziecko – czy to zbyt wielkie żądanie? Chce być matką – czy jest w tym coś złego? Wykorzystuje możliwości, które daje współczesna nauka – po to jest nauka! W pewnym momencie jednak schodzi z bezpiecznej ścieżki – emocje wzięły górę, rozum zasnął, obudziły się upiory. Kobieta podejmuje decyzje, nie licząc się z nikim. Ważne jest tylko osiągnięcie celu. Młoda dziewczyna, studentka – rozsądna, inteligentna, zrównoważona – chce studiować na mało opłacalnym kierunku, dla własnej satysfakcji teraz i w przyszłości. Jest osamotniona w swoich dążeniach, rodzice widzieliby ją na bardziej praktycznych studiach, a w przyszłości w rodzinnym biznesie. Dziewczyna nie ma wsparcia z ich strony. Przyjaźń kolegów z uczelni nie wystarczy na mieszkanie, jedzenie, życie. Dziewczyna podchwytuje podsunięty jej pomysł na zarobienie pieniędzy i od razu wie, że podejmuje ryzyko. Nie wyobraża sobie jednak rozmiarów tego ryzyka. Obie te młode kobiety przypominają trochę kucharza, który beztrosko bierze rybę fugu za ogon i w całości wrzuca ją do garnka z zupą. Ktoś będzie musiał zapłacić za ten brak refleksji… a cena może być wysoka.

Ja: I znowu ze względu na nazwisko autora. Lubię Szwaję za to, że pisze książki inteligentne. Owszem, są to „czytadła” i w ogóle książki dla rozrywki, ale stokroć bardziej wolę dobrze napisane i kulturalne czytadło niż badziewną książkę z przesłaniem. A czytając Szwaję mam wrażenie, że posługuje się ona podobnym kodem kulturowym, co ja. Po ludzku mówiąc, że czytała podobne książki, słuchała podobnej muzyki, oglądała podobne filmy i śmiała się z podobnych kabaretów co ja. I to wrażenie jest cudowne, więc nawet jeżeli niektóre jej książki podobają mi się bardziej, a inne mniej, to kolejne powieści jej autorstwa nadal będę kupowała w ciemno. Numer dwa na wishliście tego miesiąca.

3. Mary Ann Shaffer, Annie Barrows „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”, Świat Książki

Wydawnictwo: Jest rok 1946. Juliet Ashton szuka tematu o nowej książki. Niespodziewanie znajduje go w liście od mieszkańca małej angielskiej wyspy Guernsey, Dawseya Adamsa, który przypadkiem kupił w antykwariacie książkę należącą kiedyś do Juliet. Nawiązują ze sobą korespondencję. Pisarkę coraz bardziej wciąga świat Dawseya i jego przyjaciół, członków niezwykłego klubu literackiego, który powstał po to, by uchronić uczestników pewnej koalicji przed aresztowaniem przez Niemców. Zafascynowana losami tych ludzi Juliet przyjeżdża na wyspę i ta wyprawa na zawsze odmieni jej życie. Wspaniała powieść w formie listów, napisana ciepło i z humorem, żywym, zabawnym językiem.

Ja: Tyle się naczytałam o tej książce na Waszych blogach, że mam ogromną ochotę sprawdzić jak mnie będzie się podobała. Bardzo lubię książki o książkach i o miłośnikach książek. Lubię też książki przybliżające realia epoki i terytoriów, których nie znam, a bądźmy szczerzy: dziś książki dziejące się w trakcie drugiej wojny światowej, to książki historyczne… Ostrzę sobie na Stowarzyszenie zęby i mam wielką nadzieję, że mnie nie zawiedzie. Numer trzy tegomiesięcznej listy. Dalej już ciągnie się „peleton” — na wszystkie kolejne pozycje mam ochotę z grubsza tak samo.

4. Remigiusz Grzela „Spełniony. Marian Kociniak”, Trio

Wydawnictwo: Spełniony. Marian Kociniak – to pierwsza w Polsce książka opisująca życie aktora. Ukaże się z okazji jubileuszu 50-lecia pracy artysty, znanego z takich filmów jak: Jak rozpętałem drugą wojnę światową, Ostatnia akcja, Pan Tadeusz, Janosik i O dwóch takich co ukradli księżyc. Od początku swojej bogatej kariery artystycznej, na którą składa się 150 ról teatralnych, 80 ról w Teatrze Telewizji i dziesiątki ról filmowych i kabaretowych, Marian Kociniak nie udzielał wywiadów. Robił to konsekwentnie. Przez pięćdziesiąt lat nie złamał milczenia. Raz tylko, podczas występów w Ameryce, udzielił wywiadu polonijnemu dziennikowi. Kociniak to bez wątpienia… rekordzista świata, który przez całe artystyczne życie związany jest angażem z jednym teatrem – Teatrem Ateneum. W książce mówi to, co czuje. Być może prowokuje do skonfrontowania z opiniami czytelników swojej prawdy o zawodzie, w którym się ukrył i któremu poświęcił całe życie. Ta odważna wypowiedź jednego z najwybitniejszych polskich aktorów nie ma jednak nic wspólnego z nauczaniem, z przekazywaniem mądrości i prawd. To opowieść o człowieku, który jest wspaniałym artystą i wartościowym człowiekiem.

Ja: Lubię Mariana Kociniaka. Lubię wywiady-rzeki. Lubię książki o aktorach. Lubię wspomnienia. Lubię też (a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie znam go najlepiej) Remigiusza Grzelę. Z tego wszystkiego wprost wynika, że jest to książka, która niemal na pewno będzie mi się podobać. Tak jak wywiad z Marianem Kociniakiem opublikowany w Zwierciadle, który był zresztą zapewne częścią tej książki. Trafiłam na nią w zapowiedziach przypadkiem i od razu sobie zanotowałam. Jeszcze kiedyś to przeczytam.

5. Kate Summerscale „Podejrzenia pana Whichera. Morderstwo w domu na Road Hill”, WAB

Wydawnictwo: Morderstwo na Road Hill wydarzyło się naprawdę. Historia ta na długi czas zawładnęła wyobraźnią Brytyjczyków, stając się inspiracją dla wielu ówczesnych autorów powieści detektywistycznych. Podejrzenia pana Whichera są szczegółową relacją z przebiegu dochodzenia, a jednocześnie ciekawym obrazem obyczajowości epoki wiktoriańskiej.
W nocy z 29 na 30 czerwca 1860 roku w rodzinie szanowanego podinspektora sieci fabryk, Samuela Kenta, dochodzi do okrutnej zbrodni – w bestialski sposób zostaje zamordowany jego trzyletni synek Saville. Z dochodzenia wynika, że mordercą był ktoś z domowników, śledztwo jednak utyka w miejscu. Gdy lokalni policjanci okazują się bezradni wobec zagadki, zostaje wezwany Jonathan Wicher, jeden z pierwszych detektywów londyńskich. Błyskotliwy i bezkompromisowy śledczy przełamie niejedno tabu i przekraczając pilnie dotąd strzeżone progi domostwa angielskiej rodziny, ujawni szokującą prawdę. Wzburzy tym opinię publiczną, która obróci się przeciw niemu i uniemożliwi doprowadzenie śledztwa do końca.
Recenzenci i czytelnicy Podejrzeń Pana Whichera doceniają imponującą ilość materiałów źródłowych oraz wierne oddanie realiów – epoki wiktoriańskiej. Fabuła wciąga i intryguje: składa się na nią wiele wersji wydarzeń i dróg mających doprowadzić do rozwikłania zagadki, dzięki czemu czytelnik zostaje wciągnięty w grę z tekstem, prowadzi intelektualną zabawę i niemal angażuje się w losy bohaterów. Recenzenci wspominają także o wierności detalom i o wyjątkowej – rodem z powieści gotyckiej – atmosferze książki Summerscale i cenią Podejrzenia Pana Whichera za ich wielopoziomowość. To jednocześnie proza obyczajowa, ukazująca społeczeństwo brytyjskie około roku 1860, historia kryminalna i reportaż na temat pracy ówczesnych detektywów, który pokazuje początki tego zawodu. Wielu czytelników przyznaje, że Podejrzenia pana Whichera oddziałały silnie na ich wyobraźnię. Najczęściej wymieniane walory prozy Kate Summerscale to: rzetelność, bogactwo zebranego materiału i psychologiczna wiarygodność postaci.

Ja: Mam wrażenie, że o tej książce czytałam już jakiś czas temu. Dzisiaj natknęłam się na nią wśród zapowiedzi WABu i przypomniałam sobie, że już wtedy mnie zainteresowała. Zawsze zazdrościłam anglikom crime nonfiction, tej tradycji opowiadania o słynnych zbrodniach i procesach, spierania się o to, kto tak naprawdę zabił, czy wyrok sądu był sprawiedliwy itd. Doktor Crippen, Marie Lafarge, Lizzie Borden byli na językach ludzi przez wiele lat, na długo po tym, jak zapadł wyrok. Ja otarłam się o te historie przy okazji lektury Thorwalda i bardzo chętnie pogłębię swoją wiedzę, zwłaszcza, że to ponoś dopiero pierwszy tom serii.

6. Małgorzata Gutowska-Adamczyk „Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy”, Nasza Księgarnia

Wydawnictwo: Podczas wykopalisk na rynku w Gu­towie archeolodzy dokonują niezwykłego odkrycia. Wzbudza ono zainteresowanie córki właściciela cukierni Pod Amorem. Czy Iga rozwikła dawną rodzinną tajemnicę? Czy przepowiednia sprzed wieków naprawdę się spełniła? W poszukiwaniu odpowiedzi prześledzimy fascynującą historię rozkwitu i upadku jednego z najświetniejszych mazowieckich rodów.
Zajezierscy to pierwsza część trzytomowej sagi o Gutowie.
Autorka opisuje losy kilku pokoleń kobiet (i ich mężczyzn) w malowniczej scenerii dziewiętnastowiecznych dworków oraz współczesnej prowincji. Znakomicie oddaje koloryt epoki, zarówno jeśli chodzi o realia życia codziennego, jak i przełomowe wydarzenia historyczne. Przeplata przeszłość z teraźniejszością, tworząc niepowtarzalną opowieść o silnych kobietach, ich marzeniach i namiętnościach oraz wytrwałym dążeniu do wyznaczonych celów.

Ja: Nic nie wiem o tej książce. Nie znam żadnej poprzedniej książki tej autorki. Nie mam pojęcia czy by mi się podobała. Ale zapowiedź mnie zainteresowała i będę uważnie się rozglądać za recenzją, a przy okazji wizyty w księgarni chętnie rzucę okiem i przeczytam jakiś urywek, żeby poznać styl autorki i jakość wydania. A może będzie warto? Lubię sobie czasem tak strzelić na ślepo. Czasem nawet trafiam.

7. Glen Cook „Księgi południa”, Rebis

Wydawnictwo: Kiedy umiera nadzieja, pozostaje przetrwanie. I wciąż jest jeszcze Czarna Kompania. Po wyniszczającej bitwie pod Wieżą Uroku, Konował, chcąc odnaleźć zaginione Kroniki, prowadzi resztki towarzyszy na południe. Tu jednak natrafiają na nowego wroga – Władców Cienia – przerażające istoty, nurzające się w mroku i rozpaczy. W starciu z nimi Kompania ponosi straszliwą klęskę. Pani, jedna z nielicznych ocalałych, zdecydowana pomścić braci i pokonać Władców, zbiera nową armię. Tymczasem ci spośród Kompanii, którzy poszli inną drogą – Milczek, Kruk, Puplika – muszą ponownie stawić czoło duchowi Dominatora, którego ktoś próbuje wciąż oswobodzić. Zebrane w jednym tomie kolejne trzy części serii, która zrewolucjonizowała fantasy.

Ja: kolejne trzy tomy kronik Czarnej Kompanii. Przyznaję, ze do pierwszych trzech w ogóle nie zajrzałam, dlatego też nie zamierzam na razie kupować kolejnych. Ale mam ciągle nadzieję, że niedługo przeczytam Kroniki Czarnej Kampanii i jeszcze większą nadzieję, ze mi się spodoba i będę chciała kupić tom drugi. Poza tym okładka jest przepiękna — przynajmniej porównując ją z okładką Kronik Amberu z Zysku…

8. M. Gigi Durham „Efekt Lolity”, Prószyński i S-ka

Wydawnictwo: Popkultura i atakująca zewsząd reklama wpajają młodym dziewczynom i chłopcom pięć fałszywych mitów dotyczących seksu i seksualności:

  • Dziewczyny nie wybierają sobie chłopców, to chłopcy wybierają dziewczyny – ale tylko te, które są sexy;
  • Istnieje tylko jeden obowiązujący model „bycia sexy”;
  • Dziewczyny muszą się starać osiągnąć ten ideał;
  • Im młodsza dziewczyna, tym bardziej seksowna;
  • Przemoc w seksie jest „hot”.
Owe 5 mitów składa się na efekt Lolity. Tak autorka nazywa zespół zjawisk w mediach, który podkopuje u dziewczyn pewność siebie, usprawiedliwia uprzedmiotowienie kobiet i po cichu prowadzi do przestępczych zachowań w sferze seksualnej. W „Efekcie Lolity” dr M. Gigi Durham proponuje nowe podejście i konkretne rady, które dadzą dziewczynom siłę i pewność siebie, potrzebne, by podejmować odpowiedzialne decyzje na polu własnej seksualności.

Ja: Troszkę ze względu na studia, troszkę ze względu na zainteresowania zawodowe, a troszkę na prywatne, koniec końców książka mnie zainteresowała. Bardziej jestem ciekawa przemyśleń teoretycznych niż części poradnikowej, ale mam nadzieję, że i z poradnika coś ciekawego zdołam dla siebie „wyciągnąć”. Na pewno kiedyś w księgarni przejrzę.

9. Mary Roach „Bzyk”, Znak

Wydawnictwo: Mary Roach znów wściubia nos tam, gdzie wszyscy by chcieli zajrzeć, ale się wstydzą. Szeroko otwiera zazwyczaj zamknięte drzwi, za którymi są prowadzone fascynujące badania nad seksem. Gdzie tylko mogła, osobiście pakowała się naukowcom i lekarzom do gabinetów, laboratoriów i na sale operacyjne – raz jako obserwatorka i sprawozdawca, kiedy indziej jako aktywna uczestniczka ich przedsięwzięć. Nie zawahała się odwiedzić fabryki „zabawek dla dorosłych” ani nawet kochać się z mężem podpięta do ultrasonografu. Dzięki jej niepoprawnemu i pełnemu humoru podejściu do tematu poznamy najskrytsze tajemnice naszej seksualności – dowiemy się, czy kobiety mają wytrysk, jaki wpływ na płodność ma orgazm, czy masturbacja może leczyć i do czego służy „penis-kamera”. Bzyk przyniesie wiele rozrywki i ciekawych informacji tym czytelnikom, którzy będą mieli odwagę ściągnąć ją z półki w księgarni. Polecamy do wspólnego czytania w łóżku.

Ja: Co prawda zdaje się, że księgarnia Znaku już to sprzedaje, ale Merlin twierdzi, że w sprzedaży od 6 kwietnia, więc potraktuję to jako nowość. O Mary Roach mnóstwo słyszałam, bardzo chciałabym przeczytać jej Sztywniaka, trochę mniej Ducha, więc i Bzyk mnie zainteresował. Pewnie, że rozsądnie byłoby kupić najpierw jedną i sprawdzić, czy mi się spodba. Jeszcze rozsądniej byłoby ją pożyczyć… Ale kurczę w księgarni Znaku jest promocja na wszystkie trzy Roach i strasznie mnie kusi… Najwyższy czas uzupełnić swoją chcę-listę.