Powakacyjnie

Wróciłam z urlopu już dawno, jednak ponowne przystosowanie do codziennego życia w mieście okazało się trudniejsze niż się spodziewałam. Byłam tutaj:

Odrobinę też tutaj:

Czyli w Niżnych i Wysokich Tatrach w obu po słowackiej stronie. Trzecie zdjęcie z Niżnych to dzień, w którym była najlepsza pogoda w ciągu całych tych dwóch tygodni, więc za dużo po górach nie połaziliśmy. Wyjazd za to upłynął pod znakiem bocianów (gniazdo prawie przed samym oknem jednej kwatery) i kozic (Niżne Tatry są ich pełne) oraz zwiedzania. Wiedzieliście na przykład, że przed kulturą łużycką tereny dzisiejszej Słowacji zamieszkiwali Celtowie?

Ale ja nie o tym, bo to podobno blog o książkach. Totalna szajba kazała mi na dwa tygodnie, w trakcie których (przynajmniej w teorii) na czytanie nie powinnam mieć siły i czasu, tylko 7 książek. A ponieważ opanowałam się co do liczby sztuk, to popłynęłam w objętości i w sumie zabrałam chyba z 3000 stron lektury. Nie to, żebym nie wiedziała dobrze, że w razie czego mogę też podczytywać cudze. Owszem, wiedziałam. Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że przecież jechałam do obcego kraju, a tam trudno jest w razie czego coś dokupić. No i to, że wracałam pociągiem, a pociąg Zakopane-Łódź to nawet wliczając sen z 500 stron.

Zresztą sześć z tych siedmiu przeczytałam, a do tego jedną dodatkową, o której staram się coś napisać. Napiszę też na pewno o Listach z podróży Karela Capka, bo to naprawdę świetna lektura, a poza tym nie wytrzymam bez podzielenia się pysznymi cytatami. Ale to dopiero wtedy, kiedy moje książki wrócą z turnee po Europie (no, po części Europy), w które pojechały, kiedy mnie już się skończył urlop.

***

I w ogóle nie powinnam się wychylać z tym wpisem, póki nie uda mi się stworzyć czegoś bardziej składnego i o książce, ale skojarzyło mi się coś z czymś. Ostatnio coraz więcej mi się kojarzy: czytam jedną książkę i przypominam sobie, że o tym samym (czasem z innej perspektywy, a czasem tylko o czymś podobnym) czytałam już w innej. Zazębiają mi się tematy, osoby, motywy i jest to niesamowicie przyjemne.To trochę takie uczucie jak wtedy, kiedy po kilku dniach nauki do egzaminu nagle wszystko układa się na swoich miejscach i zaczyna pasować, a trochę takie jak wtedy, kiedy znajdujemy w losowo wybranej książce jakieś odwołanie do klasyki, mrugnięcie autora do czytelnika.

I w ten sposób, nieco od… hmmm… zadniej strony dochodzę powoli do moich skojarzeń. Otóż było tak: najpierw artykuł w Polityce napisała Justyna Sobolewska. Artykuł nosił chwytliwy tytuł „Ranking książek najbardziej nieprzeczytanych” i ja go nie przeczytałam, ale za to przeczytali inni. Na pewno zrobiły to Mag oraz Orchisss, bo napisały inspirowane tekstem wpisy.

I pewnie skończyłoby się na jednym komentarzu i chwili przemyśleń (zwłaszcza, że czasu na Internet nie mam ostatnio za wiele), ale zaczęły się nasuwać skojarzenia. Bo skoro spory kawał „kanonu” czytamy po prostu w szkole i w mniejszej czy większej części mamy za sobą, a potem możemy skoncentrować się na tym, co się nam w klasyce podoba, to jak to się ma do wielu kolejnych dyskusji o lekturach szkolnych (ostatnia u Futbolowej)? Wywalać ten kanon, skoro potem mało kto po niego sięgnie, czy katować dzieciaki kolejnymi romantycznymi dramatami?

Ale tak naprawdę podstawowe moje skojarzenie powędrowało daleko. Umilałam sobie ostatnio czas słuchaniem płyt z zestawu zatytułowanego (kłamliwie) „Kabaret Dudek wszystko” i trafiłam tam na perełkę. W szóstym programie tego kabaretu Irena Kwiatkowska mówi monolog autorstwa Jeremiego Przybory pt. „Dżojs”. I tak jak Balladynę przeczytałam długo po obejrzeniu przyborowej Balladyny ’68, tak pewnie Ulisses na długo już będzie mi się kojarzyć tylko z „tą nogą kaczą”. Tak bardzo chciałam się tym z Wami podzielić, że aż własnoręcznie zmajstrowałaam filmik i wrzuciłam na YouTube’a. Szczerze polecam:

Do Ulissesa mnie zresztą nie ciągnie. Może dlatego, ze mój Małżonek wierci mi raczej dziurę w brzuchu pod kątem „przeczytaj wreszcie jakiś poważny reportaż, a nie tylko tak dla przyjemności czytasz…”. I czasem czytam jakiś poważny reportaż. Dla jego przyjemności. Ale do czytania w ukryciu się (jeszcze) nie posunęłam.

***

Z ważnych rzeczy w blogosferze, czyli komunikaty parafialne: do końca sierpnia i tylko do końca sierpnia można nominować książki do nagrody blogerów książkowych Złota Zakładka. Muszą to być książki wydane po raz pierwszy (lub kolejny, ale poprawione) w 2010 roku. Szczegóły tutaj. Nominujcie, nominujcie, nawet jak macie tylko jeden typ. Bo naprawdę warto (nie tylko dlatego, że rozlosowane zostaną góry książek) brać udział w takim fajnym przedsięwzięciu.

***

Poza tym już w czwartek jedziemy do Poznania na Polcon. Planuję być na wielu prelekcjach, kilka poprowadzić (a przygotowujemy to samo, co Marcin dzielnie poprowadził już sam na Avangardzie), zagrać w trochę planszówek, pogadać ze znajomymi, a jak dobrze pójdzie, to z jeszcze-nie-znajomymi i ogólnie dobrze się bawić. Jak ktoś z okolic i ma wolny weekend, to polecam wpaść chociaż na sobotę. Polconowego trailera nie wrzucam, bo w tym roku wyjątkowo marny. Plakat zresztą też, ale nie zrażajcie się, bo to naprawdę fajna impreza.

Reklamy

Zapowiedzi i inne drobiazgi

Nie udało mi się w tym roku dotrzeć na Targi Książki do Warszawy, co więcej, nie kupiłam w ten weekend ani jednej książki. A ponieważ nałogi mają swoje prawa, musiałam zrobić cokolwiek, co wiązałoby się z kupowaniem czy oglądaniem nowych książek. I stąd właśnie post o zapowiedziach wydawniczych. Po Targach i Dniu Książki wydawnictwa jak zwykle biorą głębszy oddech i rynek trochę zwalnia, ale mimo tego udało mi się znaleźć sporo bardzo interesujących pozycji. Mam nadzieję, że zaciekawią one jeszcze kogoś.

1. Oliver Sacks

Zysk i S-ka kontynuuje wydawanie książek Olivera Sacksa w nowej serii. Po Człowieku, który pomylił swoją żonę z kapeluszem, Antropologu na marsie i Muzykofilii w czerwcu  szykuje nam się nowe wydanie Przebudzeń, a we wrześniu Oko umysłu.

„Przebudzenia”

Wydawca: Nowe wydanie książki wybitnego angielskiego neurologa i psychiatry, który w swoich badaniach zajmuje się chorobami psychicznymi czy rekonwalescencją chorych po śpiączkowym zapaleniu mózgu, która jest tematem Przebudzeń.
Sacks z wyjątkową wnikliwością analizuje stan umysłu swoich pacjentów, jak i naturę choroby. Na kanwie książki powstał głośny film z Robertem de Niro i Robinem Williamsem.

Ja: Film filmem, ale Przebudzenia to chyba druga najbardziej znana książka Sacksa, zaraz po  Człowieku, który pomylił swoją żonę z kapeluszem. O leczeniu ludzi pozostających w stanie śpiączki (po epidemii zapalenia opon mózgowych) od kilkudziesięciu lat. Kiedyś czytałam, choć źródła nie pomnę, że to właśnie ta książka (film?) i występujący w terapii lek L-DOPA (L-3,4-dihydroksyfenyloalanina) były inspiracją nazewniczą dla grupy muzycznej El Dupa. Ja miałam okazję czytać tylko fragmenty pierwszego wydania, a na pewno bardzo chciałabym mieć tę książkę na własność.

Wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie planowane na 7 czerwca 2011, informacja ze strony wydawcy.

„Oko umysłu”

Wydawca: W Oku umysłu Oliver Sacks przedstawia historie ludzi, którzy radzą sobie w świecie i komunikują się z innymi, choć częściowo utracili albo pewne umiejętności intelektualne, przez wielu z nas uważane za nieodzowne, albo zdolność postrzegania zmysłowego. Pisze więc o ludziach tracących na przykład mowę, umiejętność rozpoznawania twarzy, zdolność postrzegania trójwymiarowej przestrzeni, umiejętność czytania lub zmysł wzroku. Wszyscy oni stają przed wyzwaniem polegającym na konieczności dostosowania się do zupełnie odmiennego istnienia w świecie.
Oto Lilian, pianistka, która traci umiejętność czytania nut i powoli przestaje rozpoznawać nawet codzienne przedmioty, lub neurobiolog Sue, która nigdy nie widziała w trzech wymiarach, aż nagle — gdy jest już po pięćdziesiątce — zaczyna widzieć stereoskopowo.
I Pat, która po latach izolowania się staje się osobą otwartą i towarzyską, mimo że ma afazję i nie potrafi wypowiedzieć nawet jednego zdania, albo Howard, płodny prozaik, który musi odkryć, jak kontynuować życie pisarza po utracie umiejętności czytania przez udar.
I wreszcie sam Oliver Sacks, który opowiada własną historię niepokojących skutków utraty zdolności widzenia jednym okiem przez nowotwór błony naczyniowej gałki ocznej.
Sacks analizuje niezmiernie dziwne paradoksy, pisze więc o ludziach, którzy doskonale widzą, ale nie rozpoznają własnych dzieci, albo o niewidomych, którzy nagle zaczynają widzieć znacznie lepiej od innych lub dosłownie uczą się czytać za pomocą języka. Rozważa także kwestie bardziej zasadnicze, a więc to, w jaki sposób widzimy i myślimy, na ile istotne są nasze wewnętrzne obrazy i dlaczego dzieje się tak, że choć pismo istnieje tylko pięć tysięcy lat, ludzie wykazują powszechną, jakby wrodzoną, zdolność do nauczenia się czytania.
Oko umysłu to świadectwo złożoności wzroku, mózgu oraz potęgi kreatywności i adaptacji. Książka ta pozwala w całkowicie nowy sposób spojrzeć na kwestie języka i komunikacji, gdy próbujemy sobie wyobrazić, jak można patrzeć czyimiś oczyma, a raczej czyimś umysłem.

Ja: Mam nadzieję, że Zysk ma zamiar wydać po polsku wszystkie książki Sacksa, bo ja mam zamiar je kupić. Nawet mimo faktu, że Muzykofilię przekładał Jerzy Łoziński, do którego (jako tłumacza) nie mam ani grosza zaufania. Zresztą właśnie przez tłumacza nie przeczytałam jej jeszcze od deski do deski. Może Oko przełoży ktoś inny. A jeżeli nie, to najpierw bardzo uważnie wczytam się w Muzykofilię, a potem pewnie i tak kupię Oko umysłu. Bo Sacksa warto czytać.

Wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie planowane na wrzesień 2011, informacja ze strony wydawnictwa.

2. Jonasz Kofta „Co to jest miłość. Wiersze i piosenki zebrane”

Wydawnictwo: Pierwsze pełne wydanie twórczości Jonasza Kofty.
Każdy jego wiersz mógł stać się od razu przebojem. Jonasz Kofta (1942–1988) był, obok Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego, jednym z największych poetów polskiej estrady. Do jego najbardziej znanych wierszy należą: „Jej portret”, „Śpiewać każdy może”, „Pamiętajcie o ogrodach”, „Kwiat jednej nocy”, „Buba”, „Wakacje z blondynką”, „Autobusy zapłakane deszczem” czy „Samba na jedną nutę…”.
Niniejsza książka jest pierwszym z trzech tomów utworów zebranych Jonasza Kofty, którego twórczość literacka do tej pory jeszcze nigdy nie została zebrana i wydana w całości. Otwiera ją wstęp przyjaciela Kofty – Ryszarda Marka Grońskiego. Niektóre z wierszy zostały odnalezione w archiwum Autora i będą publikowane po raz pierwszy.

Ja: Jonasz Kofta już od wielu lat jest jednym z moich ukochanych poetów powojennych, więc informacja o wydaniu jego utworów zebranych wzbudziła u mnie niemal euforię. 488 stron Kofty to niemal spełnienie marzeń, a przecież to tylko pierwszy z trzech tomów… Z informacji na stronie Fundacji Jonasza Kofty wynika, że pierwsze dwa tomy będą zawierały wiersze i teksty piosenek, a trzeci wszystko inne, czyli m.in. sztuki teatralne, musicale i słuchowiska radiowe. Pisałam już, że nie mogę się doczekać?

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, wydanie przewidziane na 24 maja 2011 (według informacji ze strony wydawnictwa), w co nie do końca chce mi się wierzyć (bo nawet okładki jeszcze nie ma), ale pomarzyć można.

3. Terry Pratchett „W północ się odzieję”

Wydawca: Kiedy ludzie zwracają się przeciw czarownicom, cierpią niewinni.
Tiffany Obolała jest czarownicą. Bardzo się stara, pomagając mieszkańcom Kredy. Nawet jeśli jej praca obejmuje głównie bandażowanie nóg i ma niewiele wspólnego z… no… magią. I utrudnia sen.
Ale gdzieś, kiedyś istniał splątany kłąb zła i pogardy, nienawiści i wrogości. Teraz się przebudził. Budzi też dawne opowieści, te o złych, starych czarownicach. I nagle Tiffany nie jest już taka pewna, czy postępuje słusznie. A jej mali sprzymierzeńcy – waleczni Nac Mac Feeglowie – tylko wszystko komplikują. Sytuacja powinna się poprawić, kiedy Tiffany wreszcie porządnie się wyśpi. Ale wcale się nie poprawia.
I wkrótce stanie się o wiele, wiele gorsza…

Ja: Kolejny tom przygód Tiffany (nie Akwili!), w kanonicznym tłumaczeniu Piotra W. Cholewy. I chociaż za tą dziecięcą serią specjalnie nie przepadam, to „niespecjalnie” w przypadku Pratchetta oznacza dla mnie „na pewno kupię i przeczytam”. Mam zresztą w planach dokupienie dwóch pierwszych części cyklu (Wolni Ciut Ludzie i Kapelusz pełen nieba) w porządnym przekładzie, a potem przeczytanie całości raz jeszcze. Niesamowicie się cieszę, że Prószyński zdecydował się na wydanie dziecięcych książek Pratchetta (serii o Tiffany i Maurycego) w tłumaczeniu Cholewy.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, wydanie planowane na 17 maja 2011, informacja ze strony wydawnictwa.

4. Sławomir Mrożek i Stanisław Lem „Listy”

Wydawca: Dwaj wielcy pisarze. Dwie odmienne osobowości, dwa różne temperamenty. Wydawać by się mogło, że Stanisława Lema ze Sławomirem Mrożkiem niewiele łączyło. Okazuje się jednak, że pisarze przez wiele lat byli przyjaciółmi i pisali do siebie arcyciekawe listy. Nie tylko o literaturze, nie tylko o wielkiej polityce, ale i o czymś tak przyziemnym jak… samochody, których byli wielkimi miłośnikami. Mnóstwo w tej korespondencji ironii, słownych gier i żartów.
Opublikowanie listów Stanisława Lema i Sławomira Mrożka to wydarzenie kulturalne najwyższej rangi. Książka, wzbogacona o liczne fotografie, rzuca nowe światło na twórczość pisarzy i czasy, w których przyszło im żyć.

Ja: Uświadomiłam sobie niedawno, że bardzo lubię czytać zbiory listów. Oczywiście jeżeli są to listy osób, które warto czytać, a do takich właśnie osób należą niewątpliwie i Lem, i Mrożek. Biorąc pod uwagę, że twórczość obu chętnie czytuję, obu też cenię za inteligencję i poczucie humoru, spodziewam się uczty literackiej. I muszę uważniej rozejrzeć się po już wydanych listach. Na pewno czeka na mnie wiele perełek.

Wydawnictwo Literackie, wydanie planowane (według strony wydawnictwa) na maj 2011 lub (według księgarni Gandalf) na 20 czerwca 2011. W tym wypadku skłonna jestem wierzyć raczej Gandalfowi.

5. Wznowienia, kolejne wydania

Poza wspomnianym wcześniej Sacksem (Przebudzenia), znalazłam w planach wydawniczych wiele innych ciekawych wznowień. Bardzo się cieszę, że coraz więcej wydawnictw decyduje się na wznowienia ciekawych książek, których już praktycznie nie da się kupić. Dość wspomnieć jak monstrualne ceny osiągał na Allegro Dom Sióstr Charlotte Link zanim został niedawno wznowiony przez wydawnictwo Sonia Draga.

W najbliższym czasie czeka nas wznowienie świetnej fabularyzowanej biografii Michała Anioła autorstwa Irvinga Stone’a. Udrękę i Ekstazę wznawia wydawnictwo Muza. I chociaż bardziej mnie ostatnio ciągnie do Opowieści o Darwinie tego samego autora (i jeżeli coś będę chciała kupić, to pewnie zdecyduję się na Darwina), to pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie kiedyś Udręka i ekstaza. mam nadzieję, ze Muza ma zamiar dalej wydawać książki Stone’a, bo na kilka z nich czekam z ciekawością. Może jest szansa, że doczekam polskich wydań They Also Run i Men to Match My Mountains.

Znak z kolei przygotowuje trzecie już wydanie Białych Zębów Zaddie Smith. Żadnej książki Smith jakoś nie udało mi się jeszcze przeczytać, a bardzo mam ochotę. Chciałam zacząć przygodę z jej książkami właśnie od Białych zębów i mam nadzieję, że to wznowienie mi w tym zbożnym dziele pomoże.

Poza tym Rebis przygotowuje nowe wydanie Dicka (na razie w zapowiedziach Ubik i Czy androidy marzą o elektrycznych owcach) w formie podobnej do pięknego twardookładkowego wydania cyklu Diuny Herberta. Znak z kolei przygotował już drugie wydanie Księdza Rafała Grabskiego, którego może w końcu uda mi się przeczytać, bo podobno dobry. Zresztą chyba dobrze się sprzedawał, skoro już wychodzi drugie wydanie?

6. Inne

Oprócz wznowień znalazłam w planach wydawniczych jeszcze kilka ciekawych książek, którym na pewno przyjrzę się dokładniej. Niekoniecznie od razu je kupię, ale mam kilka potencjalnie ciekawych zapowiedzi na oku.

Na recenzje Końca pieśni Wojciecha Zembatego będę popatrywać głównie ze względu na osobę autora (syn Macieja). Z drugiej strony, jeżeli wydaje to Znak,  zakładam, że książka jest przynajmniej dobra, zwłaszcza ze oni raczej nie wydają polskiej fantastyki, o ile mnie pamięć nie myli. No, zobaczymy…

Wydawnictwo Literackie wydaje już drugą książkę Harry’ego Olivera. Poprzednia jego książka  (Czarne koty i prima aprilis) podobno nie jest zła, ale nie interesowałam się nią specjalnie ze względu na średnio ciekawy dla mnie temat. Na lipiec WL zapowiada za to Kocie furtki i pułapki na myszy. Skąd się wzięły zwyczajne (i niezwykłe!) przedmioty w naszym życiu? i jeżeli recenzje tej pozycji też będą pozytywne, to na pewno się nią zainteresuję. Bardzo lubię czytać o zwykłych rzeczach i ich pochodzeniu (pamiętacie Koty w worku Kopalińskiego?).

Muza z kolei, w serii Spectrum poleca (tej, w której wyszło Tatami kontra krzesła) planuje Belgijską melancholię Orzechowskiego. Tym razem, jak sama nazwa wskazuje, o Belgii, czyli zdecydowanie bliżej moich zainteresowań. Może być bardzo ciekawie.

Co jeszcze ciekawego? Nasza Księgarnia wydaje Muminki w formie audiobooków a czyta Krzysztof Kowalewski. Muminki to jedna z moich ulubionych lektur od dzieciństwa, a w interpretacji Kowalewskiego na pewno warto będzie do nich wrócić.

Jest na co czekać.

A na koniec jeszcze w zapowiedziach WABu znalazłam trzeci tom serii „Rycerze Sycylii” (Przeklęty okręt Viviane Moore), która okazała się być serią kryminałów historycznych osadzonych w XII wieku. Czytał ktoś którąś z powieści o przygodach Hugona z Tarsu i Tankreda z Normandii? Ciekawa jestem tej serii, bo dobry kryminał historyczny jest na wagę złota. Na razie zacznę się rozglądać za recenzjami Ludzi wiatru i Dzikich wojowników.

Drobiazgi niezapowiedziowe

Na Warszawskich Targach Książki ogłoszono nominacje do tegorocznej Nike.  Pełna lista tutaj. Wydawnictwo Czarne zgarnęło w tym roku 7/20 nominacji — bardzo przyzwoity wynik., gratuluję książek. Będę trzymać kciuki za Zrób sobie raj Szczygła, ale chętnie przeczytam kilka nominowanych książek. Na razie mam apetyt na Balladyny i romanse Karpowicza (jakoś sądzę, że on wygra), Chmurlandię Bator (dopiero jak przeczytam poprzednią), Samuela Zborowskiego Rymkiewicza i Dno oka Nowickiego. No i, oczywiście, Dziennik Mrożka.

A Wy? Co typujecie, co chcielibyście przeczytać i co chcielibyście żeby wygrało?

***

Na tych samych WTK ogłoszono nominacje do Nagrody Literackiej Gdynia (pełna lista tutaj). Tym razem nie mam faworytów, a przeczytać mam ochotę głównie (poza wymienionym wcześniej Rymkiewiczem) Piątą stronę świata Kutza.

***

Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego dla najlepszego reportażu literackiego dostali w tym roku za książkę Wojna nie ma w sobie nic z kobiety autorka Swietłana Aleksijewicz, oraz tłumacz  Jerzy Czech. Komunikat jury znajduje się tutaj. Książki-laureatki nie czytałam, ale zasłyszane opinie były różne, zdecydowanie nei tylko pozytywne. A Wam jak się podobała?

***

Czytelniczo mój maj dopiero teraz się „prostuje”, wcześniej albo nie miałam weny, a kiedy ją odzyskałam trafiłam na ksiażkę, którą czytałam smakując każde słowo (Pokój z widokiem, szczerze polecam), więc przyjemnie ale powoli. Lubię i takie lektury, ale tylko co jakiś czas. Teraz znowu mam napęd do czytania i z niego korzystam.

A wy wolicie czytać szybko i dużo, czy powoli i uważnie?

***

Miałam jeszcze napisać kilka słów o Zbrodni w błękicie, moim czytaniu serii „Koliber” i wspomnieć ostatnie nabytki książkowe  ale to już chyba kiedy indziej. Co za dużo to nie zdrowo.