Zapowiedzi na wiosnę

Pisałam już w poprzedniej notce, że chciałam zapowiedzi załatwić we wpisie zbiorowym z innymi drobiazgami, ale okazało się że jest ich za dużo. Zwyczajnie zapomniałam, że wielkimi krokami zbliża się Światowy Dzień Książki i wydawnictwa muszą się sprężyć, żeby jeszcze przed 23 kwietnia wydać możliwie dużo bestsellerów. I dobrze, bo dzięki temu zapowiedzi wydawnicze na najbliższe miesiące są bardzo obiecujące.

1. Mary Roach „Ale kosmos!”

Podtytuł: „Jak jeść, kochać się i korzystać z WC w stanie nieważkości”.

Tytuł oryginalny: „Packing For Mars. The Curious of Life in the Void”

Przekład: Maciek Sekerdej

Wydawnictwo: Autorka bestsellerów Bzyk, Sztywniak i Duch dotarła już wszędzie. Nic więc dziwnego, że na temat kolejnej książki wybrała wyprawę na Marsa.
Podróż w kosmos to nie tylko brak grawitacji i fenomenalny widok z okna, ale brak tego wszystkiego, co wydaje nam się niezbędne do życia: prywatności, świeżych owoców, gorących kąpieli i piwa. Jak można o znieść? Czy da się wytrzymać przez rok bez spacerów, uprawiania seksu i zapachu kwiatów? Co się stanie, jeśli w czasie spaceru w przestrzeni kosmicznej zwymiotujesz do hełmu? Mary Roach postanowiła znaleźć odpowiedź na te pytania. Od szkolenia jak korzystać z toalety na stacji kosmicznej do crash-testów nowych kapsuł ratunkowych NASA – autorka Bzyka na pewno znów was zaskoczy.

Ja: Przeczytałam już Bzyka i Sztywniaka, Duch jeszcze przede mną i chociaż słyszałam, że jest trochę gorszy od tamtych dwóch, to i tak zamierzam go przeczytać w oczekiwaniu na Ale kosmos!. Po prostu Mary Roach czyta się niesamowicie przyjemnie, a zakładając jeszcze, że można z jej książek wynieść jakąś (choćby minimalną) wiedzę na ciekawe tematy, trudno o lekturę bliższą doskonałości. Przynajmniej w momentach, kiedy nie mam ochoty na beletrystykę. A tak przy okazji, zwróciliście uwagę, że oryginalny tytuł jak zwykle lepszy?

Wydawnictwo Znak, wydanie planowane na 21 marca. Zapowiedź na stronie wydawcy.

2.Mark Logue, Peter Conradi „Jak zostać królem”

Tytuł oryginalny: „The King’s Speech”

Przekład: nie mam pojęcia kto

Wydawnictwo: Prawdziwa opowieść z życia brytyjskiej rodziny królewskiej. Jest rok 1936. Edward VIII abdykuje, by związać się z ukochaną Amerykanką, panią Simpson. Królem – Jerzym VI – zostaje niespodziewanie jego brat. Nowy monarcha ma jednak wielki problem: jąka się. Do wystąpień publicznych przygotowuje go australijski terapeuta mowy Lionel Logue. Zawiązują niezwykłą przyjaźń… Książka, oparta na pamiętnikach Logue’a, odsłania kulisy życia osobistego i rodzinnego Jerzego VI, ojca obecnej królowej Elżbiety II. Frapujące!

Ja: Nie wiem czy film powstał na bazie książki, czy może książka powstała przy okazji kręcenia filmu i jest tylko okazją do zarobku. Nie wiem, ale zamierzam pilnie wyglądać jej recenzji, bo bardzo jestem ciekawa czy warto po nią sięgnąć. Film bardzo mi się podobał i jeżeli książka jest na podobnym poziomie, to byłaby to świetna lektura rozrywkowa. Mam szczerą nadzieję, że tak właśnie jest i zaczynam wypatrywać recenzji na blogach (może trafią się jakieś przedpremierowe).

Wydawnictwo Świat Książki, wydanie planowane na 2 marca. Zapowiedź ze strony Lubimy Czytać, bo dział zapowiedzi ŚK woła o pomstę do nieba.

3. Agnieszka Wójcińska „Reporterzy bez fikcji”

Wydawnictwo: „Ten zawód porywa, ale też strasznie rozrywa w środku. Wysysa, eksploatuje. Choć robię to z przyjemnością, psychicznie mnie to dużo kosztuje. (…) To jest jak praca kominiarza. On też może spaść z komina, ale wspina się wysoko i patrzy na świat z góry. To kapitalne. Naprawdę można mi pozazdrościć tej roboty”.
Jacek Hugo-Bader
„Kiedy ktoś mi coś opowiada, jestem wczepiona w to, co on mówi. Tak strasznie chcę się dowiedzieć. Ludzie wyczuwają, że nie rozmawiam z nimi, jak o sadzeniu kapusty. Przeżywam to, co mówią. To nie  jest wywiad, tylko rozmowa z drugą osobą, która musi zapomnieć, że jestem dziennikarką. Dlatego ten zawód jest niezbyt etyczny, ale  bez tego nie da się zrobić dobrego reportażu”.
Barbara Pietkiewicz
„Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz albo smród. Żeby się ubrudził, porzygał albo popłakał z bezradności. Chciałbym, by czytelnik chociaż na chwilę wszedł w skórę bohatera. Żeby zadrżał i pomyślał: i mnie się to może przydarzyć”.
Wojciech Tochman

Ja: Co prawda Mój Ukochany Mąż jest zdania, ze nie lubię reportaży, ja jednak pozwalam sobie być innego zdania. Zresztą, lubię czy nie, wywiady z polskimi reporterami mogą być  naprawdę fascynujące. Bardzo jestem tej książki ciekawa, zwłaszcza, że wydawnictwu Czarne można ufać jeśli idzie o tę tematykę.

Wydawnictwo Czarne, wydanie planowane na 10 marca. Zapowiedź na stronie wydawcy.

4. Karel Čapek „Listy z podróży”

Tytuł oryginalny: „Cestopisy”

Przekład: Piotr Godlewski

Wydawnictwo: Najpierw jest podróż do Włoch (1923), rok później Čapek trafia na Wyspy Brytyjskie. W 1930 roku jedzie do Hiszpanii, w 1932 do Holandii, by cztery lata później odbyć w towarzystwie żony podróż na północ – do Skandynawii. Pięć podróży w ciągu piętnastu lat, w czasie gdy zbierały się nad Starym Kontynentem coraz ciemniejsze chmury. Ale pisarz, na przekór oganiającemu Europę szaleństwu nacjonalizmów, głosi pochwałę odmienności. Kochać świat – oto jego motto – z różnymi językami i odcieniami skóry, z tysiącami tańców i gatunków wina, z mnogością krain, spośród których każda ma osobny sposób na życie i innego Boga. Świat urzeka Čapka tak bardzo, że aby go właściwie opisać, słowa wspomaga rysunkami. We Włoszech zachwyca się kotami na trawniku w Rzymie i malarstwem Giotta. Wielka Brytania ujmuje go starymi drzewami i angielską mentalnością. W Hiszpanii opisuje dostojne kobiety w mantylach, przerażającą corridę oraz czyszczenie butów, które przybrało postać tańca lub obrzędu. Holandię postrzega jako przyjemny, malowniczy kraj, który z mieszczańskiego spokoju wyrwał Rembrandt. Skandynawia zadziwia go ufnością ludzi i rozległymi pustkowiami. Čapek ujmuje poczuciem humoru i wrażliwością – aż chce się wyruszyć tak jak on: w podróż, której trasę wyznaczy ślepy los.

Ja: Uwielbiam Čapka za Księgę apokryfów i (z zupełnie innej beczki) Daszeńkę. Jest mądry, dowcipny, dobrze pisze, a na dodatek to przecież jeden z ojców science fiction. No i twórca słowa „robot”, oczywiście. Jak więc mogłabym przejść obojętnie obok Listów z podróży, skoro nawet w nocie wydawniczej mowa jest o tym, że autor zachwycił się rzymskimi kotami… Już czuję, ze te listy będą cudowne i nie mogę się doczekać.

Wydawnictwo W.A.B., wydanie planowane na kwiecień. Zapowiedź na stronie wydawcy.

5. Lucy Maud Montgomery „Ania z Wyspy Księcia Edwarda”

Tytuł oryginalny: domyślam się, że to polski przekład ksiażki „The Blythes are Quoted”

Przekład: a cholera ich wie…

Wydawca: Ostatni tom serii powieści o Ani Shirley wydany w pełnej, nie okrojonej wersji, w zgodzie z oryginalnym maszynopisem przekazanym przed laty kanadyjskiemu wydawcy przez autorkę. Do tej pory skrócona o około 100 stron książka dostępna była w sprzedaży (również w Polsce – Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009) pod tytułem Spełnione marzenia. Usunięte z poprzednich edycji tytułu strony rzucają nowe światło na historię wielu bohaterów cyklu. To znakomita lektura dla młodych i nieco starszych czytelników.

Ja: To ciekawe uczucie czekać na nowość autorstwa pisarki, która nie żyje od ponad pół wieku (popełniła zresztą samobójstwo tego samego dnia, którego oddała wydawcy rękopis tej powieści). Jeśli tak jak przypuszczam (bo na stronie wydawnictwa praktycznie nic na ten temat nie da się znaleźć) chodzi tutaj o książkę The Blythes are Quoted, to jest to zbiór opowiadań mówiących o czasach przed i po Wielkiej Wojnie, aż do wybuchu II Wojny Światowej. Tematyka opowiadań jest podobno zdecydowanie bardziej mroczna niż w poprzednich książkach autorki (informacje o książce zaczerpnięte z Wikipedii). Wariują z tytułami w tej serii, swoją drogą „Ania z Wyspy” to przecież angielski tytuł części, która u nas wyszła jako „Ania na Uniwersytecie”…

Wydawnictwo Literackie, wydanie planowane na czerwiec. Zapowiedź na stronie wydawcy.

6. Donna Leon „Dziewczyna z jego snów”

Tytuł oryginalny: „The Girl of His Dreams”

Przekład: Marek Fedyszak

Wydawnictwo: Komisarza Brunettiego odwiedza ksiądz Antonin, znany mu jeszcze z dzieciństwa, zaniepokojony sytuacją pewnego młodego człowieka, na którego naiwności jakoby żeruje pazerny oszust podający się za kaznodzieję i przywódcę grupy religijnej.
Jednak cała ta historia odchodzi w cień, gdy Brunetti wraz z inspektorem Vianello wyławiają z kanału zwłoki jedenastoletniej dziewczynki, prawdopodobnie złodziejki, jeśli sądzić po odnalezionych przy niej skradzionych przedmiotach. Ślady prowadzą do cygańskiego obozowiska. Jednak zarówno tam, jak i w bogatym weneckim domu komisarzowi przyjdzie się zmagać z głęboko zakorzenionymi uprzedzeniami i z tajemnicami, których ludzie dochowują, aby chronić swoje dzieci, nawet całkiem niewinne. Jakby się bali, że spadnie na nie kara za grzechy innych. Czy ponowne spotkanie z padre Antoninem pomoże choć trochę ukoić zszarpane nerwy Brunettiego?
Jak podsumował recenzent Evening Standard: „Dziewczyna z jego snów stanowi trafną analizę więzi rodzinnych oraz w trzeźwy sposób ukazuje wady i zalety poprawności politycznej”.

Ja: Donna Leon to moje „kryminalne” odkrycie zeszłego roku i chociaż na połce czekają na mnie jeszcze dwie jej powieści, a kilka innych czai się w księgarniach i antykwariatach, to i tak cieszę się z każdej nowej książki wydanej w tej serii (zwłaszcza, że w tej kieszonkowej wersji są naprawdę niedrogie). Komisarz Brunetti jest jednym z moich ulubionych literackich detektywów i na pewno Dziewczyna z jego snów trafi prędzej czy później na moją półkę.

Wydawnictwo Noir sur Blanc, wydanie planowane na marzec. Zapowiedź na stronie wydawcy.

7. Konstandinos Kawafis „Jeżeli do Itaki wybierasz się w podróż…”

Podtytuł: wiersze wybrane w przekładzie Antoniego Libery

Przekład: Antoni Libera

Wydawca: Niniejszy wybór proponuje polskiemu czytelnikowi nową, zupełnie inną lekcję przekładu tej krystalicznej poezji, autorstwa Antoniego Libery, znawcy i tłumacza twórczości Samuela Becketta, poezji Hölderlina, dramatów Wilde’a i Makbeta Shakespeare’a.
„Poezja Kawafisa urzekła mnie od pierwszej lektury, a zadecydowały o tym takie jej cechy jak szczególna prostota i oszczędność języka, wysublimowana kolokwialność wyrazu, subtelna i wszechobecna ironia oraz dojmująca melancholia na tle przemijania i nietrwałości zarówno uczuć, jak i dzieł ludzkich rąk. Z dziesiątków scen, impresji i mini-opowieści wyłaniał się sugestywny obraz samotnego poety, przemierzającego wolnym krokiem »zmierzchającą« Aleksandrię – widmowe, zdegradowane miasto, kryjące pod powierzchnią plebejskiej tandety tajemnicę i skarby dawnej »arystokratycznej« świetności”.
Ze wstępu Antoniego Libery

Ja: Na Kawafisa natknęłam się po raz pierwszy dzięki Zespołowi Reprezentacyjnemu i piosence „W karczmie nad morzem” (w przekładnie C. M. Casasa). Potem znalazłam w domu zbiór jego wierszy i spodobały mi się. Nie został nagle moim ulubionym poetą, ale po prostu dobrze mi się go czytało. Bardzo chętnie sprawdzę jak go odbiorę w nowym tłumaczeniu i po kilku dobrych latach.

Wydawnictwo Znak, wydanie planowane na 28 marca. Zapowiedź na stronie wydawnictwa.

8. Mariusz Szczygieł „Niedziela, która zdarzyła się w środę”

Wydawnictwo: „Szczygieł łapie czas jak nikt inny nasycając swoje teksty choćby marzeniem bohaterki, by za odprawę z pracy kupić synowi ‚kurtkę z koca’. Słucha wszystkich, jeżeli kogoś zawstydza, to tylko czytelnika, bo każe myśleć i mieć oczy szerzej otwarte. Jeżeli w przyszłości historycy będą chcieli się dowiedzieć czegoś o Polsce lat dziewięćdziesiątych, współczesna literatura piękna nie da im za dużo, książka Szczygła – bardzo wiele”.
Paweł Dunin-Wąsowicz, „Machina” (1997)
Za kilka lat ta książka będzie pewnie ważnym dokumentem historycznym o czasach, które badacze nazywają okresem transformacji.  Bohaterowie reportaży Mariusza Szczygła są niczym marionetki, których losem pociągają niezrozumiałe wypadki. Te wypadki to nie choroba, śmierć, czy powódź. To: demokracja, rynek, prywatyzacja, popyt i podaż.
Paweł Śpiewak, „Życie” (1997)
Przyszłość już nadeszła, owe kilka lat minęło dawno. (Niedziela, która zdarzyła się w środę wyszła pod koniec 1996 roku). Uznaliśmy, że dziś jest to już książka historyczna. Połączyliśmy więc teksty ze zdjęciami wybitnej fotografki Anny Beaty Bohdziewicz, która od 1981 roku prowadzi swój Fotodziennik.
„Miałem szczęście być świadkiem, kiedy pewnym ludziom w środę przydarzyła się niedziela.To moja pierwsza reporterska książka. Z czasów, kiedy uwielbiałem pisać o Polsce, kiedy nie prowadziłem jeszcze talk-show w telewizji i kiedy nie miałem pojęcia, że pojadę w jakimkolwiek celu do Czech. Są to reportaże o przeciętności, bo sam pochodzę z przeciętnego miasteczka i, jak mówi mój tata Jerzy Szczygieł, to piękne być przeciętnym. Nowa Polska po upadku komuny postawiła przed przeciętnymi nieprzeciętne zadanie. Dlatego proszę potraktować tę książkę jako relację z zawodów w utrzymywaniu się na powierzchni”.
Mariusz Szczygieł (rok 2011)

Ja: Polubiłam Szczygła za reportaże w prasie, po przeczytaniu Zrób sobie raj i Gottlandu lubie go jeszcze bardziej. Podoba mi  się jego styl i dystans przy jednoczesnym cieple i poczucie humoru. To rzadka kombinacja cech, więc do Szczygła mam zamiar przyczepić się na stałe i czytać to, co napisze. Na razie zaczynam od jego bloga, ale już czekam na Niedzielę…

Wydawnictwo Czarne, wydanie planowane na 4 maja. Zapowiedź na stronie wydawcy.

9. „Wielka księga fantastycznego humoru”, tom I

Tytuł oryginalny: „The Mammoth Book of Seriously Comic Fantasy”

Przekład: Dominika Schimscheiner, Marcin Mortka

Wydawca: Uwaga! Przedawkowanie grozi zerwaniem boków. Na wszelki wypadek miej w pobliżu coś nudnego.
W tej antologii znajdziecie tylko dwie poważne strony: przedmowę i stopkę redakcyjną.
Bo w fantastyce chodzi też o to, by czasami po prostu wyszczerzyć się jak stare grabie i zarżeć jak zdrowy wałach na widok koniczyny.
Jakie były prawdziwe konsekwencje wynalezienia sztucznego ognia nie-od-pioruna i dlaczego Sapiensy to nonsensy? A może interesuje was zagadka Kuby Obcinacza i jego rola w budowie drakkara zwanego Naglfarem? Dlaczego Szatan pije margeritę, a zjednoczenie z elfami kończy się konsumpcją? Czy to prawda, że Royal Navy w wojnie z flotą Napoleona korzystała z technologii UFO?
Aha, uważajcie na Obcych, którzy wiedzą absolutnie wszystko! Macie czyste gatki?

Ja: Lubię humorystyczną fantastykę, lubię dobre antologie, a jakoś tak się składa, że te dobre to najczęściej te zachodnie. Mamutowi pod tym względem raczej ufam (czy może daję kredyt zaufania), a nazwiska autorów wydają się kuszące. Może jest najmniej wyczekiwana z wszystkich, ale będę uważnie śledzić recenzje, żeby sprawdzić czy nie warto po nią sięgnąć. Mam nadzieję, że warto. A swoją drogą okładka paskudna, nawet jak na Fabrykę

Wydawnictwo Fabryka Słów, wydanie planowane na marzec. Zapowiedź na stronie wydawcy.

10. I inne…

Wydawnictwo W.A.B. planuje na marzec kolejną książkę Mariusza Czubaja Kołysanka dla mordercy (szczegóły tutaj). Nie czytałam poprzednich jego książek (ani wspólnych z Krajewskim, ani samodzielnej), ale do 21:37 przymierzam się od jakiegoś czasu. Kołysanka to kolejna powieść z Rudolfem Heinzem — profilerem. Na maj to samo wydawnictwo planuje nowego Mankella. Powrót nauczyciela tańca to książka bez komisarza Wallandera, co pewnie zagorzałych zwolenników stetryczałego policjanta zniechęci, mnie za to mocno zachęca do przeczytania. Podobno są tacy, którzy twierdzą, że ta powieść jest lepsza niż te z cyklu wallanderowskiego (szczegóły tutaj).

Z innej beczki z kolei, Wydawnictwo Literackie nadal zajmuje segment powieści-o-pięknych miejscach-na-świecie-do-których-warto-pojechać-żeby-zacząć-od-nowa-(z-silnymi-akcentami-kulinarnymi). Peter Pezzelli (ten od Kuchni Franceski) ciekawi mnie od jakiegoś czasu, a w marcu ma wyjść jego Villa Mirabella (szczegóły). Rhode Island jako miejsce nowego startu w życiu to chyba nowość w tego typu literaturze, ale jeśli nie sięgnę po Franceskę, to chętnie sprawdzę jak się w tej roli sprawdza. Z kolei Marlena de Blasi (ta od Tysiąca dni w…) po Smakach południowej Italii zaskakuje swoich miłośników Smakami północnej Italii (nikt się nie spodziewał…) — planowane wydanie w kwietniu. O poprzedniej słyszałam dobre opinie, a jakoś po toskańskich wakacjach coś mnie w tamtą stronę ciągnie (chociaż żarcie było paskudne), więc na północną Italię chętnie się skuszę (więcej o książce tutaj). Obie książki mam nadzieję przeczytać dając je wcześniej komuś w prezencie, a potem pożyczając. W przypadku de Blasi zacznę chyba od podarowania cyklu tysiącdniowego, mam nadzieję, że się spodoba (uważaj, moja ulubiona Matko).

Muza planuje na marzec Opowieść o Darwinie Irwinga Stone’a (szczegóły). Darwin jest ostatnio na topie ale niezależnie od tego zawsze mnie interesował, a Pasja życia tego autora zrobiła na mnie kiedyś duże wrażenie, mam więc nadzieję, że i Darwin kiedyś do mnie trafi. Z innego gatunku Muza proponuje drugi tom z serii o Drużynie A — Złą krew Arne Dahla. I mimo, że to nie ta Drużyna A, to miłe skojarzenia mnie do tych książek ciągną (szczegóły tutaj)

Prószyński i S-ka zaciekawił mnie dwoma zupełnie różnymi książkami i przy obu nie mam zielonego pojęcia czemu mam ochotę je przeczytać. Pierwsza to Podróż Turila Michaela Marcusa Thurnera (szczegóły) — science fiction z tej ich nowej serii Nowa Fantastyka. Dokładnie nic o niej nie wiem, ale blurb mnie zainteresował. Druga z kolei to Między nami nowojorczykami Cathleen Schine (więcej tutaj) z psami i Manhattanem w roli głównej. Tę na pewno kupię w prezencie znajomej miłośniczce psów i przeczytam potem.

Runa planuje wreszcie wydać czwarty tom Kronik Drugiego Kręgu Ewy Białołęckiej pt. Czas złych baśni (szczegóły). Lubię tę serię, a na kolejny tom trochęśmy się naczekali, więc bardzo jestem ciekawa czy plany się ziszczą. Przy okazji, miłośników Kuby Ćwieka informuję, że w planach jest też druga część Ofensywy Szulerów. Z kolei miłośnicy kryminałów i thrillerów powinni ucieszyć się z drugiej części trylogii Leifa GW Perssona pt. W innym czasie w innym życiu (wyd. Czarna Owca) i z nowej książki Tess Gerrritsen — Ciało (wyd. Albatros, informacja za Lubimy Czytać).

 

Reklamy

Stosik majowy

Minął już pierwszy tydzień czerwca, a ja ciągle nie znalazłam czasu (i weny, oczywiście), żeby zaprezentować mój uzbierany w maju stosik. Troszkę ten początek miesiąca był u nas nerwowy (trzeba pozbyć się wilgoci z mieszkania, na szczęście wilgoć nie jest po powodzi, ale i tak niemiło) i jakoś mi czas przelatuje ostatnio przez palce.

Jak się okazało stare przysłowia miewają jednak rację i w tym przypadku sprawdziło mi się „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Bowiem dzięki odsunięciu w czasie prezentacji majowych stosów mogłam dorzucić do nich kilka drobiazgów dokupionych już w czerwcu. Oto zatem przed wami stosik (chociaż dzisiaj w zmodyfikowanej postaci, bo na stojąco, a nie na leżąco) majowy (z lekką domieszką czerwca):

Książki podzieliłam na moje (po lewej) i wyniesione (no dobra, pożyczone) od rodziców (po prawej). Jak więc widać, wzbogaciłam się w maju książkowo całkiem nieźle, głównie dzięki obchodzonym w tym miesiącu imieninom.

Pierwszy od lewej stoi zbiór Jane Austen zawierający jedno opowiadanie w formie listów (Lady Susan) i dwa niedokończone szkice (Watsonowie, Sanditon). Brakowało mi tej książki w mojej kolekcji i chociaż nie lubię czytać powieści niedokończonych, to jednak zwyciężyła moja miłość do pisarki i tomik wylądował w biblioteczce. Nie żałuję, ale też nie zachęcam do lektury nikogo poza miłośnikami pisarstwa Jane Austen. Już przeczytane.

Dzban ciotki Becky Lucy Maud Montgomery czytałam już kilka razy w innym tłumaczeniu (pt. W pajęczynie życia) i ogromnie lubiłam. Nie wiem nawet, czy to nie moja ulubiona książka tej pisarki. Tę wersję kupiłam, bo akurat „rzuciła się na mnie” w antykwariacie, a poprzedni egzemplarz jest gdzieś po ludziach i nie jesteśmy z Mamą pewne gdzie. Sama książka jak najbardziej warta przeczytania, dość wyjątkowa jak na twórczość L. M. Montgomery, bo nie o jednej dorastającej dziewczynce, a o całym klanie rodzinnym. Przeczytałam z przyjemnością, chociaż połowa mózgu była zajęta przypominaniem sobie jak to było w tamtym innym tłumaczeniu… A było lepiej, więc jeśli macie wybór, to sięgnijcie po W pajęczynie życia. Za to jeśli takiego wyboru nie macie, to i Dzban ciotki Becky warto przeczytać. Bardzo warto. Również przeczytane.

To kolorowe coś stojące obok, to książka pod tytułem Dwa końce świata, science fiction autorstwa… Antoniego Słonimskiego. Ustrzelona w antykwariacie za śmieszną sumę (jak dwie poprzednie) i po przeczytaniu opisu z okładki nie mogłam się powstrzymać… Jeszcze przede mną, bardzo jestem ciekawa.

Zabić posłańca zakupione w zasadzie tylko ze względu na niezłą serię (przyzwoite kryminały w niej wychodziły) i niezbyt wysoką cenę (oczywiście, też antykwariat). Miałam ostatnio niedosyt czytadłowych kryminałów i postarałam sobie zapewnić dużą dostawę. To już zakup z czerwca, więc jeszcze nie czytałam.

Kłania się PRL Stefanii Grodzieńskiej to wybór felietonów i skeczy, których głównym bohaterem jest tytułowy PRL. Podzielony tematycznie, zawiera co prawda moje ulubione „kawałki” pani Stefanii, ale jednak nieznającym jej twórczości polecam raczej Kawałki męskie, żeńskie i nijakie. Zbiór jest za to prześlicznie wydany i okraszony uroczymi rysunkami. Jak każda twórczość tej autorki świetnie poprawia humor. Upolowany w antykwariacie już jakiś czas temu, niedługo po śmierci pani Grodzieńskiej. Już przeczytany.

Dom nad Zatoką dostałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mira i zdążyłam już nie tylko zrecenzować, ale nawet przeczytać… Jest w sumie jedyną książką w tym „stosie”, która nie została nabyta w antykwariacie.

Na prawo od niego Daria Doncowa i Zjawa w adidasach. Kilka dni wcześniej koleżanka polecała mi tę autorkę, więc jak zobaczyłam ją na mojej ulubionej półce w moim ulubionym antykwariacie, nie miałam innego wyjścia. Wzięłam oczywiście. Podobno jest to humorystyczny kryminał. Zobaczymy.

Dwa kolejne tomy to Villette Charlotty Bronte, której Jane Eire bardzo lubię. Poza tym znowu zbiegło mi się wypatrzenie książki w antykwariacie z przeczytaniem kilku pozytywnych wzmianek w różnych miejscach, a takich znaków nie ignoruję. Jeszcze nieprzeczytana.

Joanna Gromek-Illg i książka Skarby, to był strzał w ciemno z, wspominanej już tutaj, ulubionej półki w antykwariacie. Trochę kryminał, trochę książka obyczajowa, trochę książka dla młodzieży. Miejscami zabawna, miejscami całkowicie nieprawdopodobna, ogółem dość przyjemna jako czytadło. Króciutka. Przeczytałam.

Dwie Donny Leon: Perfidna gra i Zgubne środki są efektem dwóch wizyt w antykwariacie. Ponieważ nigdy jeszcze Donny Leon nie czytałam, to wzięłam jedną jej powieść, żeby zobaczyć czy mi się spodoba. Ale za następnym razem jakoś ciężko mi było zostawić tę drugą… no bo co będzie, jeżeli mi się spodoba, a ktoś ją kupi przede mną…? Mam więc dwie Donny i nadzieję na miłą lekturę. Zwłaszcza, że format mają wybitnie tramwajowy. Ciągle nieprzeczytane.

Po przerwie, tak jak mówiłam pożyczone od rodziców, najbardziej po lewej dwie Siesickie: Beethoven i dżinsy i Między pierwszą a kwietniem. Miałam ochotę powtórzyć jakąś Siesicką i wybrałam moją ulubioną i podsuniętą przez Mamę. Beethovena… jeszcze nie przeczytałam, za mną za to lektura mojej od dawna ulubionej Siesickiej, czyli Między pierwszą a kwietniem. Pierwszy raz przeczytałam ją, kiedy jeszcze prawie nic z niej nie rozumiałam, teraz rozumiem dużo więcej i ciągle mogę z czystym sumieniem polecić nie tylko nastolatkom. A nawet może bardziej mamom nastolatek i jeszcze starszych dzieci. Bo to raczej niemłodzieżowa Siesicka…

Na Byczki w pomidorach, czyli najnowszą Chmielewską, musiałam poczekać, aż lekturę skończy moja Matka (nie trwało to długo), ale ani chwili dłużej czekać nie miałam zamiaru. Przeczytałam z przyjemnością, chociaż bez czytelniczego orgazmu. Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że to powrót starej Chmielewskiej, podobało mi się raczej średnio. Choć, oczywiście, kilka zabawnych momentów było. Miłośnicy Chmielewskiej przeczytają i tak, a pozostałym nie polecam.

Polecane wcześniej Kawałki męskie, żeńskie i nijakie Stefanii Grodzieńskiej pożyczyłam od rodziców, bo byłam akurat w środku słuchania wersji audio i zdecydowanie wolałam resztę doczytać niż dosłuchać. Jakoś mnie czytający nie porwali, a książka porywa zdecydowanie. Zwłaszcza nieziemskie dialogi małżeńskie. Z czystym sumieniem polecam naprawdę każdemu. Czytam sobie co jakiś czas kawałek i już mi się (mimo ostrożnego dawkowania) kończy. A szkoda, bo na poprawę humoru trudno o coś lepszego.

Duśka to biografia Darii Trafankowskiej i miałam na nią ochotę już od dawna. Sama nie wiem dlaczego do tej pory jej nie przeczytałam, ale na pewno nadrobię to niedopatrzenie.

Przedostatnia stoi Patty Jean Webster, którą od zawsze niemal kocham za Tajemniczego opiekuna, a ostatnio również za Kochany Wrogu. Miła powieść dla młodych panienek (tak koło 14 lat pewnie), dla mnie trochę powrót do lektur dzieciństwa. Przyjemne, ale nie tak dobre jak dwie wymienione tej  samej autorki.

Na samym końcu, jak widać, Joanna Chmielewska i, jak nie widać, Tajemnica. Pochłonięta w ramach „odtrutki” po Byczkach w pomidorach, bo strasznie dawno jej nie czytałam. Znowu pokochałam Gucia i jego sposób wysławiania się i ucieszyłam się, ze to ten tom, w którym pojawia się Janusz, a ostatecznie znika Marek (w postaci Bożydara tym razem). Zresztą porównanie stosunku jaki ma narratorka do Marka w tych dwóch powieściach pomogło mi odpowiedzieć sobie na pytanie co zmieniło się w książkach Chmielewskiej…

Sporo tego, prawda? Zdecydowanie dominuje lektura lekka, łatwa i przyjemna, ale jakoś na taką ostatnio mam ochotę. Może dla oderwania się myślami od suszenia ściany. Mój ukochany Mąż natomiast, prawdopodobnie dla równowagi (bilans musi wyjść na zero…) zajmuje się ostatnio lekturą zdecydowanie bardziej wymagającą. I dobrze, bo ja już nie muszę (polecam odwiedzenie bloga Męża i obejrzenie sobie uważnie tego teledysku, jest naprawdę świetny).

W zasadzie to nie wszystko, bo udało mi się ostatnio wygrać dwie blogowe rozdawajki i zostać wybraną do jednej blogowej akcji, dzięki czemu wzbogaciłam się o trzy kolejne książki, ale o tym może już kiedy indziej.