Gra w skojarzenia

Pamiętacie dowcip o tym facecie, co mu się wszystko kojarzyło?

Wiecie, ten, w którym psychiatra bada poczytalność faceta pokazując mu różne kształty.

— Z czym się to panu kojarzy?
— Z gołą babą.
— A to?
— Z gołą babą.
— A to?
— Z gołą babą.
— A to?
— Z gołą babą.
— Panie, pan nie jest żadnym wariatem, tylko po prostu zboczeńcem.
— Ja? A kto mi te wszystkie gołe baby pokazywał?

 Pomijając kwestię profesjonalizmu rzeczonego fachowca, ten (dość marny zresztą) kawał przypomina mi się ostatnio coraz częściej. Nie dlatego żeby mi się wszystko kojarzyło z gołymi babami (albo choćby i facetami). Gorzej: wszystko kojarzy mi się ze wszystkim. Czego bym nie przeczytała, czy posłuchała, od razu mam to irytujące wrażenie, że gdzieś niedawno czytałam/słyszałam/itd coś na ten sam temat.

W zasadzie nawet lubię ten stan, z którym schodzą mi się książkowe (czy dowolne inne) historie czy tematy (tak jak ostatnio w przypadku Čapka na przykład). I nie mam tu na myśli takich sytuacji, w których autor świadomie nawiązuje do innego dzieła (mój ulubiony przykład takiego nawiązania, to dialog z krukiem z Amerykańskich bogów Gaimana, ten zaczynający się Kruku, powiedz „Nevermore”), ale takie, w których dwie czytane książki splatają się mniej lub bardziej wątkami cz poruszanymi problemami.

Przykład I

Czytałam (w czwartek to było) wracając do domu tramwajem Sklep Potrzeb Kulturalnych Kroha, a w nim trafiłam na taki fragment:

Chłopskie narzekanie to rytuał, pomost między człowiekiem a człowiekiem, przyjazne wyciągnięcie ręki. Ma swoje umowne, ściśle przestrzegane prawidła, uświęcone tradycją (…). Ciekawe co będzie, gdy wejdziemy w ściślejszy kontakt z kulturą zachodnią i keep smiling zderzy się z prasłowiańsko-socjalistycznym biadoleniem. [1]

Wysiadłam z tramwaju, zamiast książki włączyłam sobie odtwarzacz mp3, a tam Andrzej Brzeski śpiewa:

Wróciłam do domu i naturalnym odruchem uzależnionego od Internetu dziecięcia wieku włączyłam komputer i zajrzałam do raczej znanego serwisu społecznościowego facebook, a tam Raczkowski:

rysunek z tablicy uzytkownika Raczkowski na dziś

Po czym, już na sam koniec, przeglądając nowe wpisy na blogach dotarłam do Kawy z cynamonem, gdzie Szyszka bardzo ciekawie (polecam) napisała o lekturach szkolnych, między innymi to:

Ja się czepiam, moi kochani tego, że zestaw jest wybitnie dołujący i pod niebiosa wynosi tragizm jednostki, która przegrywa swoje życie. I pal sześć czy przez własną głupotę, czy przez okrutny świat, który jej nie pozwala rozwinąć skrzydełek – nieszczęście i zraniona duma pełzają przez spis lektur. Ja rozumiem, polski romantyzm i pozytywizm w ciężkich czasach się turlał, literatura wojenna i powojnia też w niesprzyjających warunkach, ale do jasnej ciasnej, skoro Baczyński mógł pisać o rzeczach pięknych, to co szkodziło choć jednej, JEDNEJ osobie napisać coś pozytywnego? Nie, wszyscy albo umierają, albo gapią się na rozdartą sosnę.

Przykład II

Również w Sklepie Potrzeb Kulturalnych pisze Kroh o sprawie Józka Łojasa, bukowianina, który zabił po pijanemu turystę:

A żeby było jeszcze obrzydliwiej, prawie równocześnie z procesem Józka odbywał się w Warszawie głośny proces poszlakowy profesora medycyny, oskarżonego o otrucie żony — podobno truł ją powolutku, miesiącami, wykorzystując wiedzę fachową, podbierając służbowe proszki z Akademii Medycznej. Józkowi dożywocie, a tamtemu piętnaście lat. Zawirowało mi w rozumie, gdy o tym przeczytałem. Jeśli był winien — próbowałem przywołać na pomoc zdrowy rozsądek (…) — jeśli był winien, należał mu się wyrok śmierci; a jeśli nie udowodnili mu winy, powinni go zwolnić, myślałem. [2]

Kilka dni wcześniej czytałam natomiast w Moim Cohenie Zembatego:

Nie wierzę w ludzką sprawiedliwość, bo nigdy nie wierzył w nią mój Ojciec, który był wybitnym prawnikiem i sędzią.
Jako Przewodniczący Trybunału Narodowego podpisał tysiące wyroków śmierci — w tym także dla Franka i Hessa. Przy tym wszystkim był zdecydowanym przeciwnikiem kary śmierci, a w procesach poszlakowych interpretował zawsze wątpliwości na korzyść domniemanych morderców. Prywatnie był pewien, że na przykład dr Tarwid otruł swoją małżonkę. Jako sędzia Sądu Najwyższego uniewinnił sławetnego doktora, gdyż nie znalazł jednak niezbitych dowodów jego winy.* [3]

Kilka słów o sprawie Tarwida było też w Pitawalu PRL-u Podemskiego, który czytałam jeszcze chwilę wcześniej.

* Profesor Tarwid w pierwszej instancji dostał 15 lat, Sąd Najwyższy go uniewinnił; nie mogę być pewna, że to jego ma na myśli Kroh, ale zakładając zbieżność dat i faktów, raczej tak.

Przykład III, najmniej oczywisty

We wspomnianej już książeczce Mój Cohen, Maciek Zembaty pisał tak:

Jak by nie było, w obecnym parlamencie 30 procent posłów i senatorów to moi koledzy spod celi*. Reszta współwięźniów z tamtych lat aktualnie znowu odsiaduje wyroki, lecz tym razem już nie za politykę, ale korupcję i nadużycia. [4]

Dla odmiany w tomiku Andrzeja Garczarka z serii Biblioteka Bardów (który podczytuję sobie na zmianę ze Sklepem Potrzeb Kulturalnych) tak pisze autor o piosence Czeskie kino:

W kraju był to czas Wielkiej Konspiry. Tajne drukarnie. Kolportaż nielegalnych pism, ulotek, biuletynów. Zakazane spotkania. Zakazane piosenki. Śpiewanie po chałupach „ku pokrzepieniu serc”.
Zauważyłem wówczas, że w odróżnieniu od innych piosenek, których nastrój i przesłanie nie najgorzej rymowały się z klimatem i potrzebą społeczną — ta najwyraźniej mąciła pogodę konspiracyjnej wspólnoty i komunię skołatanych serc. Sprawiała kłopot, z którym nie bardzo mógł sobie poradzić słuchacz, w końcu i sam wieszcz. Dość, że po dwóch, trzech wykonaniach zrezygnowałem z niej zupełnie i schowałem głęboko na dnie szuflady. [5]

Ta piosenka zaczyna się tak:

na Wygwizdowie czeskie kino
adoratorów ma niewielu
gdybyś ty wszystko o mnie wiedział
nie mówiłbyś mi — przyjacielu…

ale nie przejmuj się ja również
powodów nie mam nazbyt wielu
i w rzeczy samej też nie więcej
wiem, choć ci mówię — przyjacielu… (…) [6]

A tutaj jej wersja z najnowszej płyty artysty (z tekstem lekko zmienionym względem tego ze zbioru):

* Zembaty był internowany w Białołęce

Wniosek i pytanie

Wniosek z powyższych jest prosty i już o nim pisałam: wszystko mi się kojarzy ze wszystkim. Nawet w ostatnim, najbardziej nieoczywistym trzecim przykładzie, od razu narzuca mi się skojarzenie, ze trudno się dziwić, że ci współwięźniowie Zembatego, którzy teraz odsiadują wyroki za korupcję kiedyś niechętnie słuchali garczarkowego Czeskiego kina.

A pytanie też nieskomplikowane: też tak macie?

Ja zauważyłam to u siebie dopiero niedawno, kiedyś książki były (dla mnie) od siebie dużo bardziej oderwane niż teraz. Nawiązania musiałby być dużo bardziej oczywiste, żebym je wyłapała… więc zastanawiam się, jak to jest u innych czytelników.

PS. Gdyby ktoś po tym wpisie chciał posłuchać więcej Garczarka albo Brzeskiego, to bardzo polecam i zapraszam choćby na mój drugi blog.

[1] Antoni Kroh  „Sklep Potrzeb Kulturalnych”, Prószyński i S-ka, Warszawa, (c) 1999, s. 117;

[2] Antoni Kroh  „Sklep Potrzeb Kulturalnych”, Prószyński i S-ka, Warszawa, (c) 1999, s. 90;

[3] Maciej Zembaty „Mój Cohen”, Agencja Artystyczna MTJ, Warszawa, 2002, s. 146;

[4] Maciej Zembaty „Mój Cohen”, Agencja Artystyczna MTJ, Warszawa, 2002, s. 196-197;

[5] Andrzej Garczarek „Andrzej Garczarek”, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa, 1999, s. 52-53;

[6] Andrzej Garczarek „Andrzej Garczarek”, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa, 1999, s. 55;

Reklamy

10 myśli na temat “Gra w skojarzenia”

  1. ja bardzo przyziemnie i prymitywnie, ale dodam od siebie, że tęsknię za dobrym kryminałem, bo nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. A jeśli zaskakuje, to tylko dlatego, że jest bez sensu. Wszystko gdzieś już kiedyś było, koszmar. Mam nadzieję, ze to chwilowa faza, bo cza co nie chwytam, mam wrażenie, że już o tej postaci/sprawie czytałam.
    A do dzikich przypadków nieustannego natykania się na praktycznie identyczne fragmenty/nazwiska/sytuacje jestem przyzwyczajona. Zazwyczaj uznaję, że wszechświat ma mi coś przez to do powiedzenia i idę umyć naczynia.

  2. Szyszko, to pewnie zależy czego się po tych kryminałach oczekuje. Ja tam zaskoczeń nie wymagam, byle by było dobrze napisane (i raczej wolę te kryminały, w których mogę sama znaleźć mordercę od tych, w których w ostatniej scenie nastąpi nagły zwrot akcji), ale fakt, że powielanie dokładnie tych samych postaci i motywów bywa koszmarnie męczący (zresztą nie tylko w przypadku kryminałów). Ale w sumie ja nawet lubię czytać o tym, co już znam, więc mogę spokojnie taką Christie czy Peters czytać wielokrotnie z równą radością.
    W sumie system ze zmywaniem ciekawy: chociaż naczynia byłyby zawsze umyte. Ale naprawdę myślisz, że wszechświat sugeruje mycie naczyń podtykając mi ciągle pod nos sprawę prof. Tarwida (dziś znowu montgomerry wspomniała o niej z swojej recenzji)? 🙂

    Agnes, albo to ja jestem nienormalna, przecież tak też może być, prawda? 😀

  3. Ysabell, jestem pewna, że to właśnie Ci sugeruje ;P Albo wytarcie kurzów. Mnie to zawsze pomaga na zbiegi okoliczności (po lekturze „Kataru” i „Śledztwa” Lema nie wierzę w fatum :)).

    Co do kryminałów – widzisz, Christie to ja mogę czytać, ile wlezie, ale wymiękam przy dziesiątej pisarce, która próbuje pisać tak samo. Denerwuje mnie kalkowanie postaci detektywa na modłę Marlowe’a, Marple, Holmesa czy Monka, dostaję spazmów przy opisie „detektyw borykający się ze sprawami z przeszłości”. Niestety wydawnictwa ostatnimi czasy wolą zainwestować w serie kryminalne, które sprzedały się na Zachodzie, bo są głupiutkie i niewymagające, ale mają jakże tragiczną tudzież seksownie męską/twardo kobiecą postać głównego bohatera/ki.
    Chociaż cofam, że nic mnie nie zaskoczy, bo „Podwójne życie” było naprawdę rewelacyjnie napisane.

    Ja kupię każdą historię, która wniesie coś ciekawego do mojego życia 🙂 dlatego marudzę, bo co czytam, to wtórne i muszę się ratować sięganiem do sprawdzonych tytułów.

  4. I stało się, Szyszka mi „Śledztwo” Lema przypomniała, natychmiast i teraz muszę przeczytać ponownie, a nie mam pojęcia gdzież tę książkę przed laty odłożyłam i gdzie na mnie czeka… Zamęczy mnie to, już to wiem.

    Co do skojarzeń, moje są częste, ciągłe wręcz, aczkolwiek jakoś mniej wyrafinowane, niż Twoje wspomniane wyżej 🙂 trudno się mówi, wyrafinowana nie będę, więc może nauczę się w końcu gotować. Non stop kojarzy mi się wszystko z wszystkim, aczkolwiek mało linearnie, raczej dziko i nawet dla mnie niezrozumiale. Coś strasznego, jak myśli lecą za własnym ogonem, nie przestają, aż głowa dudni. Ale przynajmniej nie nudzę się w tramwajach. Najwyraźniej jednak świat się powtarza, a pewnie przy aktualnej szybkości przepływu jakiejkolwiek informacji (również ilości wydawanych książek) coraz bardziej. Natłok wszystkiego i tak to się kończy, że codziennie coś innego może Ci perfidnie przypomnieć profesora Tarwida.

  5. Szyszko, a czy on by mi nie mógł sugerować czegoś przyjemniejszego? Bo ja wiem, może położenie się w łóżeczku z książką też by pomogło…? 🙂
    Faktem jest, ze jak znowu czytam o policjancie po przejściach, pracoholiku, którego zostawiła żona/dziewczyna, bo zajmował się za dużo pracą, to robi mi się niedobrze. Albo o kolejnym genialnym psychopacie, który zawsze jest kilka ruchów przed policją i genialnie przewiduje jej dalsze poczynania… Dlatego z kryminałów ograniczyłam się ostatnio do Donny Leon i C. J. Sansoma. A, i jeszcze Simona R. Greena, ale to kryminały fantastyczne. A od nowości kryminalnych staram się trzymać z daleka.

    Lirito, moje skojarzenia też są na ogół bardziej chaotyczne, ale o takich nie idzie napisać na blogu, więc wybrałam takie dość prostackie, żeby chociaż trochę zilustrować co mam na myśli. A najgorzej już jest, jak wiem, ze z czymś mi się to kojarzy, ale nie mam pojęcia z czym. Potrafi mnie takie coś męczyć całymi dniami: gdzie to było i gdzie to było…
    A ostatnim zdaniem niesamowicie poprawiłaś mi humor. Dzięki. 🙂

  6. @ Szyszka

    Sympatycznego bohatera i rozsądną intrygę mają książki Konatkowskiego. Możesz też rzucić okiem na Stulecie detektywów Thorwalda (niby popularnonaukowa, ale tematyka bliska). Donna Leon i Sansom są fajni, właśnie dlatego, że bohater nie jest zapijaczonym rozwodnikiem molestowanym w dzieciństwie.

    @ Żona
    Trzeba w końcu napisać dwuwpis o kryminałach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s