Hanka Lemańska „Chichot losu”

Tytuł: Chichot losu
Autor: Hanka Lemańska
Język oryginału: polski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 268

Wyczytałam tę książkę Ciotce. Jako rodzinny dostarczyciel literatury miałam za zadanie tylko ją kupić i oddać nowej właścicielce, ale jak tu się powstrzymać, kiedy książka jeszcze ciepła wzdycha smutnie okładkami… No i wyczytałam.

Fabuła nie jest zbyt skomplikowana: Joanna, niezależna, robiąca karierę i goniąca za sukcesem zgadza się popilnować dzieci koleżanki. Koleżanka ginie, a nasza bohaterka zostaje sama z informacją, że dzieci nie mają nikogo bliskiego, kto by je przygarnął i swoim sumieniem. Po przeczytaniu tego streszczenia na pewno już wiecie jak się to wszystko skończy. I macie rację, bo historia w niczym nie zaskakuje. Kiedy pojawił się aktualny amant wiedziałam jakie przeszkody spotkają ten związek i jakie będzie rozwiązanie tego wątku. Po pierwszym wspomnieniu o amancie przyszłym wiedziałam doskonale, że to właśnie ten.Historia z lodami? Przewidziany. Wątek Agaty? Jak najbardziej… I to naprawdę nie dlatego, że jestem wyjątkowo genialna, tylko wszystko to jest proste jak drut i schematyczne.

Całe szczęście, że są to schematy z epoki jeszcze przedkalicińskiej (Chichot losu i Dom nad rozlewiskiem wyszły w tym samym roku) — Joanna nie wyjeżdża na prowincję ułożyć sobie tam od nowa życia z nową rodziną i nowymi problemami. Zamiast tego bierze los we własne ręce i próbuje sobie radzić. Na szczęście znajdą się tacy, co jej pomogą. Wspominałam już, że pojawiają się w powieści niezbędne w prozie tego typu „psiapsiółki”? Nie? No to wspominam. Czy naprawdę każda kobieta w Warszawie ma grono trzech czy czterech koleżanek, z którymi co tydzień spotyka się na wino i ploty…?

Ale z całego tego marudzenia mogłoby wynikać, że mi się nie podobało, podczas kiedy wcale tak nie jest. Chichot losu napisany jest z humorem, lekko i sprawnie. Czyta się go z przyjemnością, zwłaszcza, że w większości opowiada o ludziach sympatycznych. Przez całą lekturę towarzyszyły mi dwa skojarzenia. Z jednej strony stare książki Szwai (lubię) — bo i humor, i w roli głównej kobieta z charakterem, i drobniutki wątek sensacyjny, i te przyjaciółki nieszczęsne, i równie schematyczny scenariusz. Z drugiej za to strony po głowie chodził mi Brulion Bebe B. Musierowiczowej (też lubię i to bardzo) i inne jej książki — bo i sytuacja wyjściowa podobna (młoda kobieta opiekuje się dwójką cudzych dzieci dłużej niż zamierzała), i dzieciaki podobne (młodszy chłopczyk i starsza dziewczyna), i kilka rozwiązań fabularnych (problemy w „upragnionym” związku Anieli i Joanny), a do tego Ci pozytywni bohaterowie…

Nie wątpię, że serial nakręcony na podstawie tej książki może być ciekawy, bo sama powieść sprawia w wielu miejscach wrażenie szkicu — niektóre sytuacje są tylko wspomniane, ważne rozmowy dzieją się na boku, a przytaczane są tylko ich rezultaty, sporo wątków zostało ledwo zarysowanych. Na pewno sprawny scenarzysta na tej kanwie jest w stanie stworzyć naprawdę przyzwoity serial, za to przy czytaniu miałam czasem wrażenie, że autorce strasznie spieszyło się, żeby książkę skończyć i niektóre ważne dla fabuły elementy potraktowała trochę po macoszemu.

Ale nie ma co marudzić: książkę czytało mi się miło i szybko, była dość wciągająca, żeby wyciągać ją z torebki w tramwaju na trzy przystanki (na stojąco), więc oceniam ją zdecydowanie pozytywnie. Jeśli nie będziecie miały wygórowanych wymagań, powinna się spodobać.

Polecam nawet tym, którzy na widok kolejnego Rozlewiska otrząsają się ze wstrętem.

Moja ocena: 6,5/10

Reklamy

8 thoughts on “Hanka Lemańska „Chichot losu””

  1. mnie też się podobała i też mnie to zdziwiło, bo nie ma w niej nic rewolucyjnego, a jednak przypomina czytadła w starym stylu. Skojarzenia z Musierowiczową nie miałam, ale trafne. Teraz mam.

  2. „Rozlewisko” wspominam fatalnie, choć heroicznie przebrnęłam przez część pierwszą do końca. 🙂 Powieści Lemańaskiej nie czytałam. Wiem, że jest wersja serialowa „Chichotu losu”, ale nie oglądam, bo od kilku lat mam serialową awersję, a poza tym umiejętności aktorskie odtwórczyni głównej roli budzą moje wątpliwości, przy całym szacunku dla niezaprzeczalnych walorów wizualnych.
    Z dużą przyjemnością przeczytałam natomiast Twoją dowcipną recenzję.

  3. A ja się załapałem przypadkiem na pierwszy odcinek serialu i obrzydziłem sobie książkę, którą chciałem przeczytać, gdybym ją przypadkiem znalazł w tramwaju/na taniej książce/na półce w bibliotece. Skoro jednak kojarzy się i staroszwajowsko, i musierowiczowsko, to nie wyrzucę z pamięci („Precz z mej pamięci!… Nie! Tego rozkazu” itd.:D)

  4. Mam nadzieję, że książka jest lepsza niż serial, bo TVP jak zwykle sie nie popisała i zamiast dobrej adaptacji, zrobiła jakiś teledysk przeładowany dziwnymi spojrzeniami Trzebiatowskiej, zakręconą muzyką zwiastującą przerażające wydarzenia i głupszymi niż ustawa przewiduje „psiapsiółkami” głównej bohaterki.
    A cała historia wydaje sie miec potencjał, także nie skreślam książki przez serial bo wiem, że TVP potrafi sp***rzyć, nawet najlepszą rzecz.
    Ciekawe skojarzenie z Musierowicz. Nie wpadałabym:) A tak czuję się bardziej zachęcona do przeczytania.
    Pozdrawiam:)

  5. „Chchot losu” jest strasznie przewidywalny, ale to taka ciepła i miła książka, że czyta się naprawdę przyjemnie 🙂 Serial TVP jako adaptacja jest tragiczny, jedyne co mi się w nim podobało to dzieciaki a reszta sztywna i dziwna jak miny Trzebiatowskiej. Kurczę … Marta jest taką ładną kobietą, ale aktorstwo to jej wybitnie nie idzie.

  6. „Rozlewisk” żadnych nie czytałam, więc nie wiem, natomiast „Chichotu losu” dobrze nie wspominam. Może trochę dlatego, że czytałam tę książkę w momencie, kiedy dla ukojenia nerwów czytałam najgorsze chłamy i w tym wszystkim mogło zadziałać zmęczenie materiału…
    A może jednak jest to dość kiepska książka, sporo wątków pojawia się znikąd i również tak kończy, główna bohaterka jest mocno niespójna, amant epizodyczny mocno i w ogóle jakoś tak… Słabo wspominam lekturę, wszystko działo się albo za szybko, albo właśnie zbyt wolno.
    Zamarudziłam za kilka osób 🙂
    A w sumie prawdą jest, że książka przynajmniej pozytywnie nastawia do świata.

  7. Ach, przeczytałam recenzję Twą czarującą po raz drugi i znak zapytania wpadł mi w oko 🙂 Śpieszę donieść, że nie wiem czy każda, ale np. ja faktycznie mam trzy koleżanki z którymi spotykam się średnio raz na tydzień na ploty przy różnych dodatkach, nie tylko alkoholowych 🙂 i kurczę, poczułam się do bólu schematyczna…

  8. Kasiu.eire, rzeczywiście nic rewolucyjnego, ale ja chyba po prostu lubię nierewolucyjne czytadła. 🙂

    Lirael, ja pierwsze Rozlewisko też przeczytałam i też bez specjalnej przyjemności. Serialu na oczy nie widziałam, bo co prawda uwielbiam polskie seriale, ale te z lat 1960-80, a nie te nowe. A za komplement serdecznie dziękuję.

    Zacofany.w.lekturze, nie wyrzucaj z pamięci, bo nie warto. Ale nie warto też specjalnie na nią polować.

    Bigosowa, skoro ten serial taki zły, to pewnie książka lepsza, ale szkoda potencjału, bo czuję, że to był materiał na całkiem przyjemny serial… A skojarzenia z Musierowicz może trochę na wyrost, ale takie miałam. 🙂

    Arsenko, prawda, że przyjemna książka? A serialu po waszych komentarzach, to już na pewno nie będę próbować oglądać…

    Liritio, mnie się tam wszystko wydawało jakieś takie mało umotywowane (np. ten amant znienacka wyskoczył jak z grządki szczypiorku i już od razu taki zaangażowany, że hej…), ale w sumie w czytaniu mi to nie przeszkadzało. Potrzebowałam lekkiej przyjemnej lektury i Lemańska mi przypasowała.
    A w kwestii koleżanek i do-bólu-schematyczności, to może Ty źle myślisz. Może nie jesteś schematyczna, tylko Twoje życie jest idealnym materiałem na krzepiącą książkę dla kobiet? 😉
    I dziękuję serdecznie za komplement. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s