„Książki i ludzie” rozmowy Barbary N. Łopieńskiej — wypisy osobiste

Tytuł: Ksiażki i ludzie
Autor: Barbara N. Łopieńska
Język oryginału: polski
Wydawnictwo: Twój Styl
Rok wydania: 1998
Ilość stron: 258

Książki i ludzie Barbary N. Łopieńskiej to dla mnie nie jest książka, którą można zrecenzować. To znaczy, oczywiście, wszystko jest możliwe, problem polega na tym, że w moim przypadku recenzja brzmiałaby z grubsza: „Rozmowy z ludźmi kultury o ich bibliotekach i stosunku do książek, bardzo ciekawe, polecam”. Może wymieniłabym jeszcze tych ludzi i wypisała skrajności w traktowaniu książek. I tyle. Nuda.

A ponieważ Książki i ludzie to naprawdę fascynująca lektura, w której pewnie każdy czytelnik znajdzie jakieś odbicie siebie, należy jej się ode mnie coś więcej. A ponieważ wypisałam z niej mnóstwo cytatów, oto przed Wami zestawienie poglądów różnych czytelników z moimi komentarzami. Może nie są to najciekawsze czy najzabawniejsze fragmenty książki, ale wybrałam te, które mówią coś także o moim stosunku do książek, czytania i własnej biblioteczki. Zapraszam do lektury i polemiki.

O książkach i czytaniu

Często czytam Klub Pickwicka, Lalkę, ale bez zakończenia, bo nie lubię, kiedy moim bohaterom dzieje się coś złego. [Janusz Tazbir, str. 29]

Mam tak samo. Nie lubię zakończenia Pana Wołodyjowskiego, chociaż książka bardzo mi się podoba. Mgły Avalonu czytam zazwyczaj tak do połowy, zanim zaczną się problemy. Lalkę w sumie oswoiłam, wmawiając sobie, że nic nie jest do końca przesądzone, ale mam sporo książek, do których wracam chętnie, ale zakończenie omijam albo tylko kartkuję.

Czytałem, z przejęciem naturalnie, bo to jest obsesyjne doświadczenie, Zbrodnię i karę, ale uważam, że po prostu powinna być dobra służba psychiatryczna, dobra policja i Marmieładowem powinna zająć się policja. Że to nie jest do pisania powieści. Że wiele problemów Dostojewskiego powinno się rozwiązać medycznie. Medycznie i policyjnie. Taki jest mój pogląd. [Zygmunt Kubiak, str. 109]

Nareszcie (po jakichś dziesięciu latach szukania) trafiłam na kogoś, kto myśli podobnie jak ja. Nie lubię czytać (ani oglądać filmów) o chorych psychicznie (i nieprzystosowanych społecznie) sportretowanych tak, jakby ich problemy i zachowanie było normalne. Nie podobała mi się Zbrodnia i kara, irytuje mnie Dr House. Jestem za rozwiązaniami medycznymi i policyjnymi.

Jestem najeżony na współczesną literaturę dramatyczną, zwłaszcza anglosaską, za peryferyjność oglądu świata, za taką, powiedziałbym , chmurę dewiacji. A ja mam lęk przed dewiacją. Boję się wariatów, boję się wynaturzeń, zboczeń, jestem prostacko przywiązany do normalnego rozmnażania się ludzi. Dziecko o trzech głowach nie budzi mojego szczególnego zainteresowania. A dramaturgia współczesna od dłuższego czasu penetruje peryferie rzeczy — studium alkoholika albo homoseksualisty zaczyna dokuczać. Wolałbym, żeby to się odbywało w szpitalu niż na scenie. [Gustaw Holoubek, str. 131]

Ja dla odmiany nie boję się wariatów i nie jestem prostacko przywiązana do normalnego rozmnażania. Ale za to dość wariatów i ludzi z dziwacznymi problemami mam w pracy i w literaturze fachowej i naprawdę wolałabym już o tym nie czytać (ani nie oglądać na scenie, jeśli o tym mowa). Też sądzę, że literatura współczesna (nie tylko dramatyczna) za bardzo eksploruje peryferia, a za mało mówi o zwykłych, przeciętnych ludziach. Ja nie twierdzę, że wszystko to się nie zdarza, ale „znaj proporcją, Mocium Panie”.

Najbardziej męczą mnie książki w stylu Marka Krajewskiego (albo niektórych skandynawskich kryminałów) gdzie dokładnie wszyscy są mordercami, gwałcicielami, złodziejami, zboczeńcami albo ofiarami przestępstw (teraz lub w dzieciństwie, wtedy mają traumę). Za każdymi drzwiami czai się przemoc domowa (jeśli nie coś dużo gorszego), a wszystkie dzieci są skutkami gwałtów… No, błagam, ile można? W pewnym momencie to wszystko staje się nie tylko schematyczne, ale i śmieszne. Czy naprawdę mało problemów mają ludzie zdrowi na umyśle i z grubsza uczciwi? Kiedy ostatnio czytaliście współczesny kryminał, w którym motywem był zwykły majątek albo zabicie szantażysty, a nie trauma z dzieciństwa (lub późniejsza)?

A najgorsze jest to, że po przeczytaniu tych kilku książek specjalistycznych te wszystkie (no, większość) „głębokie analizy” i „studia psychologiczne” są dla mnie zwyczajnie nieprawdopodobne…

Czuję u niego jakąś nadgorliwość ponurości, jakąś nienaturalność i to mnie razi. Nie lubię Kafki. [Magdalena Tulli, str. 142]

I znowu: jak to miło, że ktoś jeszcze ma podobne co ja zdanie o twórczości autora, tym razem Kafki. Nie przepadam za nim, Proces wymęczyłam ze sporą niechęcią i nie bardzo zastanawiałam się nad swoim stosunkiem do autora dopóki nie przeczytałam tej rozmowy. Właśnie tak, „nadgorliwość ponurości”, o to mi chodziło.

Tak naprawdę zawsze miałem tendencję, która się z wiekiem nasiliła, do czytywania w kółko tych samych książek. Do dziś czytam w kółko te same książki. A pewnych, które wszyscy kulturalni ludzie przeczytali, nie znam. Nie lubię i nie czytam. Prawie nie znam Dostojewskiego. Nie lubię osoby. [Erwin Axer, str. 227]

Znowu ten Dostojewski, dostało mu się dzisiaj. Ale bardziej od tego, że też go nie lubię chciałam napisać o tym, że też czytam czasem na okrągło te same książki. Mam sporo takich, które przeczytałam koło dziesięciu razy, kilka czytanych ponad dwudziestokrotnie, tych poniżej dziesięciu nawet nie ma co liczyć, tak samo tych, do których wracam co jakiś czas, żeby przeczytać konkretny fragment albo losowo wybrany urywek.

I rzeczywiście pomijam wiele książek, które wszyscy inni czytają. Dajmy już spokój Dostojewskiemu, ale taki Cichy Don jest ulubionym tematem moich dyskusji z moim Ulubionym Ojcem — bo nie przeczytałam, a powinnam. Mam takich mnóstwo, również tych młodszych: nie czytam (i raczej nie mam zamiaru próbować) Lessing, Murakamiego, Irvinga, Allende. Nie ciągnie mnie do Llosy i w ogóle żadnych pisarzy iberoamerykańskich. Nie czytuję literatury azjatyckiej (może poza Izraelem) ani afrykańskiej. I póki co dobrze mi z tym.

— Pamiętniki i wspomnienia to ulubiona lektura Pana żony. Pan ich nie lubi?
— Teoretycznie bym lubił, ale jakoś nie czytam. [Jerzy Turowicz, str. 243]

U mnei nie tylko pamiętniki i wspomnienia, ale również reportaże i ogólnie literatura faktu, biografie i ksiażki historyczne, sporo fantastyki, może też książki podróżnicze. Teoretycznie bym lubiła, ale (prawie) nie czytam. Nawet praktycznie lubię, ale nadal raczej po nie nie sięgam. Chyba po prostu dlatego, że nie da rady czytać wszystkiego. Coś czasem trzeba odpuścić.

O biblioteczkach, kupowaniu i pożyczaniu

Kupuję [książki] już chyba ukradkiem sama przed sobą. [Julia Hartwig, str. 45]

Ja też! Wracam z księgarni czy antykwariatu i mam ochotę natychmiast schować przyniesione książki gdzieś na półkę i udawać, że stały tutaj od zawsze. Kiedyś dostanę rozdwojenia jaźni i Dr Jeckyll nie będzie wiedziała nic o książkach, które kupiła Mrs Hyde.

Najchętniej wklejałbym [do pożyczanej książki] kartkę „skradziono u Andrzeja Osęki”, jak było napisane na żarówkach w tramwajach — „skradziono w MZK”. [Andrzej Osęka, str. 83]

Lubię pożyczać książki, ale zawsze straszliwie martwię się, że do mnie nie wrócą. Niby zapisuję co komu pożyczam, ale i tak niepokój pozostaje. Jesteśmy coraz bliżsi zamówienia sobie pieczątki z ex librisem, choć z drugiej strony musiałby być bardzo estetyczny, żeby nie szpecił książek i to nas na razie powstrzymuje.

W którymś z podręczników Kotarbińskiego  jest rozdział o podziałach logicznych i nielogicznych i przykład, jak ktoś ustawiał książki na półkach. Na jednej ustawiał przyrodnicze, na drugiej francuskie, a na trzeciej w zielonych okładkach. I dokładnie tak właśnie ustawia się książki w bibliotece. [Jerzy Jedlicki, str. 34]

Układ biblioteki jest sumą ciągłych kompromisów. [Jerzy Jedlicki, str. 34]

Pozbywanie się książek jest dużo bardziej pracochłonne niż kupowanie. [Jerzy Jedlicki, str. 35]

Trzy prawdy spokojnie mogące odnosić się do naszej biblioteczki. Staramy się zachować pewien ład w ustawieniu, ale w paradę wchodzą nam nie tylko formaty książek, ale też bardzo płynny podział na „moje” i „mężowskie” i brak miejsca na kolejne nabytki. Bo pozbywanie książek zupełnie nam nie idzie… chociaż pierwszy krok już wykonany, wyselekcjonowaliśmy książki „do wymiany”. Na razie leżą na osobnej półce.

Kupowałam czasem książki, które już wcześniej przeczytałam. Żeby mieć. Posiadanie ma w sobie coś kojącego. [Magdalena Tulli, str. 140]

Nadal kompletuję książki, które muszę mieć w domowej biblioteczce, a od czasów wyprowadzenia się od rodziców ich nie mam. Lubię do książek wracać, lubię wiedzieć, że stoją na półce i czekają. Nie korzystam już z bibliotek, a od znajomych pożyczam książki niezwykle rzadko. Mimo tego ilość książek do przeczytania rośnie w tempie zastraszającym. Bo lubię mieć.

Troszkę są poukładane, ale, jak pani wie, książki mają tendencję do przemieszczania się po całym mieszkaniu [Krystyna Zachwatowicz, str. 156]

Moje książki jakoś też nie chcą spokojnie stać w miejscu, w którym je postawiłam. Przenoszą się z półki na półkę, zbierają w stosy i zawalają miejsca, gdzie nie powinno ich być, czasem po prostu gdzieś uciekają i strasznie trudno je znaleźć… W zasadzie orientuję się w moim książkowym bałaganie, ale trochę mnie on męczy.

***

O tym, między innymi, można przeczytać w Książkach i ludziach Barbary N. Łopieńskiej. Wywiady przeprowadzone zostały z tak różnymi ludźmi, że na każdy z przytoczonych poglądów znajdą się w książce przynajmniej dwie kontry. Miłośnicy Dostojewskiego też znajdą w niej sporo dla siebie. Albo ci, którzy mają nienaganny porządek w biblioteczce. A nawet ci, którzy książki traktują wyłącznie jako narzędzie pracy i specjalnie za nimi nie przepadają.

Bardzo polecam.

Moja ocena: 8,5/10

Advertisements

15 myśli na temat “„Książki i ludzie” rozmowy Barbary N. Łopieńskiej — wypisy osobiste”

  1. Bardzo bym chciała przeczytać tę książkę jeszcze raz, bo nie wiedzieć czemu z poprzedniej lektury pamiętam tylko rozmowę z Marią Janion…
    Jakże mi się podoba twój komentarz o Dr Jekyll i Mrs Hyde! Podpisuję się obiema rękami pod tym tekstem!

  2. Brawo! Bardzo miła lektura i zajmująca konwencja wpisu. Czytając o tym, co kto lubi i czego nie lubi, można czasem spojrzeć na pewne rzeczy inaczej – i to chyba cecha i Twojego postu, i „zrecenzowanej” książki.

  3. Muszę ja mieć, postawić na półce „o książkach” i potem patrzeć, jak się przemieszcza:)
    Bo ja w zasadzie też się orientuję w moich regałach. W zasadzie. Mniej więcej:)

  4. Z tymi kryminałami to strzał w dziesiątkę. Dlatego tak mi Wroński podszedł, bo pisze o normalnych ludziach:)

    Kupowanie książek przeczytanych – ot, żeby mieć… strzał w dziesiątkę:) Za to pożyczam coraz niechętniej:( Ludzie niestety nie szanują książek… a „Droga” McCarthyego chyba już nigdy do mnie nie wróci:(

    Jeszcze kilka słów o wędrowaniu książek:) Czasami w sobotę, pod pretekstem sprzątania, reorganizuję moje półeczki:) Tym milsze zadanie, że mocno odchudzone po przeprowadzce:) Cudowne to jest zajęcie… i żona nie marudzi, że nic nie robie:)

  5. Cudny wpis! Ciesze sie, ze jest jeszcze ktos kogo denerwuje Dr. House, komu chowaja sie ksiazki, kto nie przepada za literatura z drugiej polkuli, kto lubi miec ksiazki wlasne a nie pozyczone, komu trudno sie z ksiazkami rozstac itd…itp…
    Choc co do bohaterow kryminalow to jakos nie widze mozliwosci zeby porzadny przestepca mial za soba szczesliwe dziecinstwo, udane zycie i byl krysztalowego charakteru ;D

  6. @Bookfa

    Jeśli chodzi o przestępców, to „kryształowy charakter” zapewne nie, ale dwa poprzednie kryteria może spełnić niejeden rasowy psychopata. 🙂

  7. Z wielką przyjemnością przeczytałam wypowiedzi wszystkich moli książkowych (łącznie z Tobą 🙂 ) . To pocieszające, że inni „też tak mają” .
    A „Książki i ludzie” bardzo chciałabym przeczytać, muszę w końcu zapytać się o nią w bibliotece.

  8. Ja chciałam przeprosić, że tak strasznie nie na temat, ale informuję, że z dniem dzisiejszym mój blog naitoxtaixdei.blogspot.com zmienił nazwę na niebojesieukulturalnienia.blogspot.com . Dziękuję za uwagę 😉

  9. Dabarai, moja Mrs Hyde nie zna zmiłowania i ostatnio boję się ją wypuszczać z domu. 🙂

    Staszku, dziękuję Ci serdecznie.

    Lirael, przyznam Ci w sekrecie, że jakimś cudem trafiłam na nią w antykwariacie za 15 złotych. Przypadkiem zauważyłam ją na wystawie i wiedziałam, ze bez niej już nie wyjdę.

    Kalio, zawsze sądziłam, że z tym przemieszczaniem się książek to trochę jak z filmami animowanymi: każdy kadr oddzielnie jest bez ruchu, a w całości się rusza. I książki tak samo — cały czas leży, tylko ciągle na innym miejscu… 🙂

    Pablo, do Wrońskiego też mnie ciągnie z tego powodu. No i bardzo lubię robić porządki w książkach, ale ostatnio coraz bardziej frustruje mnie to, że już zupełnie na nie nie mam miejsca…

    Zacofany w lekturze, zakładamy jakiś klub? 🙂

    Bookfo, Staszku, Bookfo, może nie kryształowy charakter ale resztę mógłby mieć. A poza tym nie chodzi mi nawet o „szczęśliwe dzieciństwo, udane życie i kryształowy charakter” tylko raczej o „normalne dzieciństwo, zwykłe życie i brak chorób psychicznych”… 🙂
    Psychopaci psychopatami, ale podejrzewam, że dużo więcej morderstw popełnia się dla pieniędzy albo żeby na przykład pozbyć się szantażysty niż z powodu nieprzepracowanej traumy z dzieciństwa. A w kryminałach (zwłaszcza tych skandynawskich) proporcje są zdecydowanie odwrotne.

    Elino, dziękuję i polecam, mam nadzieję, że w Twojej bibliotece będzie.

    Maya (Mayo? Mayu?), dobrze, że nie tylko ja jestem dziwna. Książkę polecam. 🙂

    Procello, koniecznie!

    Nyx, dzięki za informację, już zmieniłam w czytniku RSS. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s