Podsumowanie 2010

Tak sobie podsumowujecie i podsumowujecie książkowo 2010 rok na blogach, że i ja nabrałam na to ochoty. Miłe są takie podsumowania, stwarzają pretekst do zastanowienia się, spojrzenia ponownie na zeszłoroczne lektury, przypomnienia sobie, które były lepsze, a które gorsze. Jaki więc był mój czytelniczy rok?

Zanotowałam 102 przeczytane książki. Nie dam głowy, czy to wszystkie przeczytane i odsłuchane w tym roku, ale spokojnie mogę stwierdzić, że przeczytałam około stu książek. Tego się zresztą spodziewałam i ani nie jestem dumna, ani smutna z tego powodu. Można powiedzieć, że to taka moja średnia. Tych, którzy sądzą, że to dużo pocieszam, że pośród tej setki było około czterdziestu książek, które sobie powtarzałam. Wszystkie zanotowane przeze mnie zeszłoroczne lektury można podejrzeć na tej stronie.

Najczęściej sięgałam w tym roku po literaturę polską (34 książki), potem anglosaską (USA: 26, Kanada: 15, Wielka Brytania: 14), przeczytałam też kilku Skandynawów (Norwegia:4, Szwecja: 3), poza tym mam na koncie książki izraelskie (2), czeską, włoską, francuską i niemiecką. Przewaga Kanady nad Anglią wynika z przeczytania w tym roku prawie całej twórczości L. M. Montgomery, Skandynawowie, to moje próby brania sią za bary z kryminałami z tego regionu, Wielką Brytanię ratują głównie Terry Pratchett i Agatha Christie.

Czytałam głównie powieści (co uparcie wytyka mi mój Ulubiony Mąż). Zanotowałam zaledwie pięć książek popularnonaukowych (choć tutaj nie dopisywałam tych, które czytałam we fragmentach ani tych „zawodowych”), sześć zbiorów opowiadań, siedem zbiorów felietonów, jeden zbiór esejów, jedną autobiografię i dwie książki, które ciężko mi zakwalifikować gdziekolwiek: Listy na wyczerpanym papierze i Sekretne zapiski Agathy Christie.

Kilka książek podczytuję regularnie w przerwach pomiędzy innymi lekturami, głównie wiersze (w tym roku przede wszystkim Barańczak i Tuwim) i książki złożone z wielu małych cząstek (Intymne życie niegdysiejszej Warszawy, Cicer cum caule, 200 uczonych w anegdocie, Niepiosenki itd) i zbiory opowiadań (Opowieści o czarodziejach). Sporo książek w tym roku odłożyłam nie doczytawszy ich do końca. Zazwyczaj z myślą, że wrócę do nich, kiedy będę miała odpowiedni nastrój. Były to między innym: Źródło Mamerkusa, Emancypacja Mary Bennet, Arthur & George, Marianna i róże, Nie oglądaj się, Czerń kruka.

Największe zachwyty tamtego roku to Księga apokryfów Karela Čapka (nieodmiennie uważam tę malutką książeczkę za jedną z lepszych i mądrzejszych jakie kiedykolwiek czytałam, szkoda, że nowe wydanie jest totalnie beznadziejne), Ex libris Anne Fadiman (dobrze jest poczytać o kimś, kto jest na punkcie książek zwariowany bardziej — czy może inaczej — ode mnie) i Listy na wyczerpanym papierze Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory (ze względu na moje uwielbienie dla Przybory i ładunek emocji, jaki zawiera ta książka).

Odkrycia roku to Sandra Dallas (świetne powieści o amerykańskiej prowincji), Antonina Kozłowska (równie dobre powieści o kobietach i ich problemach) i Donna Leon (doskonałe kryminały we współczesnej Wenecji). Ogromną radość dało mi przeczytanie Oka centaura Jerzego Broszkiewicza (kontynuacja Tych z dziesiątego tysiąca) i przesłuchanie Kochany wrogu Jean Webster (kontynuacja Tajemniczego opiekuna), bo obie te książki bardzo chciałam zdobyć od kiedy dowiedziałam się, ze istnieją. Notabene, Oko centaura okazało się być marne, za to Kochany wrogu przeurocze (poluję teraz na wersję papierową).

Rozczarowania zeszłego roku to na pewno Samotność liczb pierwszych, z której czytaniem męczyłam się kilka miesięcy, a z pisaniem recenzji męczę się do dzisiaj (ale napiszę, obiecałam, że napiszę, to napiszę i przekażę książkę dalej) — niesamowicie pretensjonalna historia o chorych ludziach (nie lubię książek o ludziach chorych psychicznie, to może zawodowa, ale traktuję to  chyba jako żerowanie na cudzym nieszczęściu). Poza nią, zupełnie nie podobał mi się zbiorek Woodego Allena Bez piór — Allen chyba jednak tylko w wersji filmowej. Rozczarowaniem nieco innego rodzaju były skandynawskie kryminały. Poznałam je w tym roku. Podchodziłam do nich z pewnym kredytem zaufania — serialowy Wallander zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Niestety, to co przeczytałam mnie rozczarowało: Larsson zdenerwował mnie Lisbeth, Mankell — ystadzką policją składającą się z pięciu osób pracujących non stop, Lackberg — policją, która nie tylko nie myśli, ale również nie bada śladów. Nie oglądaj się Fossum czeka na lepsze czasy i lepszy nastrój, może mnie przekona. Problem w tym, że nie kręcą mnie wymęczeni marudzący policjanci z nieudanym życiem. Moim ideałem detektywa są Barnaby Caroline Graham i Brunetti Donny Leone — owszem, nieco zmęczeni życiem i pracą, ale nie będący własną karykaturą. Ze Skandynawów na pewno wrócę do Martina Becka (z książek duetu Maj Sjowall i Per Wahlöö), którego dwie przygody już czytałam i bardzo mi się podobały, a najlepsze podobno jeszcze przede mną.

I w ten sposób doszłam do życzeń. Tym razem życzeń noworocznych ode mnie dla mnie. Stwierdziłam, że skoro z dotrzymywaniem postanowień noworocznych bywa u mnie różnie, to może lepszy skutek odniosą życzenia. Życzę więc sobie na ten nowy rok, żeby więcej przeczytanych przeze mnie książek znajdowało sobie miejsce na blogu i żebym w ogóle więcej na nim pisała. Życzę sobie, żebym sięgnęła ponownie po książki odłożone w zeszłym roku. Życzę sobie, żeby w tym roku przewaga powieści w moim czytaniu nie była tak znaczna. No i życzę sobie dobrych książek.

A tego ostatniego życzę również Wam, drodzy czytelnicy, w podzięce za to, że (jak twierdzi WordPress) wypełnilibyście w tym roku około 26 Boeingów 747-400.

PS. Obrazki do dzisiejszego wpisu pożyczyłam od Andrzeja Mleczki.

Reklamy

10 myśli na temat “Podsumowanie 2010”

  1. Bardzo ciekawe podsumowanie. Lubię podsumowania właśnie dlatego, że pozwalają nam przystanąć i spojrzeć jakby trochę z boku na cały rok, uświadomić sobie to i owo.

    A „Marianna i róże” to jest cel moich polowań na Allegro od dłuższego już czasu! Ciekawe, kiedy się uda? 😉

  2. Życzę więc sobie na ten nowy rok, żeby więcej przeczytanych przeze mnie książek znajdowało sobie miejsce na blogu i żebym w ogóle więcej na nim pisała i pod tym ja się podpisuję obuma łapkami 🙂

  3. A ja obiecuję sobie dokładniej przejrzeć Twojego bloga:). Bo ostatnio sporo obserwuję na bieżąco a mniej czytam blogi wstecz. A to z reguły ciekawsze.

  4. Profesjonalne podsumowanie, czyli to, co Gumisie lubią najbardziej 🙂 Ciekawe podejście, podpinam się do Twoich życzeń i w ogóle życzę sukcesów (i mniej powieści :P).

  5. Jestem pelna podziwu dla Twojego podsumowania i rocznych podsumowan w ogole:) Przeczytalam szczegolowo lite i jako skandynawska patriotka lokalna zycze Ci zebys w tym roku dopadla Theorina. Poprawisz swoje skandynawskie statystyki i przezyjesz cos, mam nadzieje, niezwyklego.
    Duzo noworocznych usciskow od bookfy

  6. Agnieszko, dlaczego na Allegro? Polujesz na to stare wydanie, czy po prostu chcesz kupić taniej?

    Seremity, Izo, Arsenko, Grześku oraz Pablo — dziękuję. 🙂

    Bookfo, do Theorina nie mogę się przekonać przez te paskudne okładki. Może kiedyś…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s