Debbie Macomber „Skrawki życia”

Tytuł: Skrawki życia
Autor: Debbie Macomber
Tytuł oryginalny: Good Yarn
Język oryginału: angielski
Tłumacz: Monika Łesyszak
Wydawnictwo: Arlekin
Rok wydania: 2007
Seria wydawnicza: New York Times Bestselling Authors — Powieść obyczajowa
Ilość stron: 383
Cykl: Blossom Street (2 część)

Wakacje skończyły się nieodwołalnie. W tym roku udało mi się je mieć wyjątkowo długie, bo prawie trzytygodniowe (z trzydniową przerwą w środku), a do tego przepiękne i bardzo intensywne. Intensywne do tego stopnia, że przez cały sierpień (w trakcie którego przypadły moje trzy tygodnie) przeczytałam tylko trzy książki (i mnóstwo przewodników, ale ich nie liczę).

Z czterech książek wziętych na dwa tygodnie toskańskich wywczasów (pobudka o 7, powrót o 21, kolacja, planowanie kolejnego dnia, lulu) udało mi się przeczytać dwie i pół. Drugie pół tej trzeciej skończyłam w domu przed wyjazdem na konwent do Cieszyna. Pierwszą z nich (wybraną na zasadzie najmniej wymagające na początek, bo trzeba maksymalnie odpocząć) były Skrawki życia Debbie Macomber. Pisząc o Domu nad zatoką odgrażałam się, że będę na tę książkę polować i rzeczywiście, upolowałam. A czy było warto?

Skrawki to książka typu miłe czytadło na wakacje, ale nie takie zwykłe czytadło, bo ważny jest w niej wątek robótek ręcznych (a dokładniej robienia na drutach). Powolutku zbieram sobie książki i filmy, w których występuje dzierganie, najlepiej jako element ważny, ale może też być po prostu tłem. W Skrawkach życia robienie skarpet na drutach (przypis dla osób zainteresowanych: w tym wypadku na dwóch parach drutów z żyłką) jest dla bohaterek rodzajem terapii i pomocy w codziennym życiu. Bardzo sympatyczny motyw, szczerze wierzę w terapię rzemiosłem, ale w tym wypadku wykonanie gorsze niż pomysł.

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co mi w tej książce nie do końca zagrało. Wydawało mi się, że skoro podobał mi się Dom nad zatoką który był typową obyczajówką z wątkiem (wątkami) romansowym, a robótki ręczne występowały w nim gdzieś daleko w tle, to ta powieść przypadnie mi do gustu tym bardziej. Bo niby wszystko jest podobnie: kilka zupełnie różnych osób (tutaj: kobieta, której grożą nawroty choroby i której chłopak wraca do byłej żony, gruba nastolatka, kobieta, która nie może się podnieść po rozwodzie i emerytka, która straciła wszystkie swoje oszczędności, a wraz z nimi nadzieję na własny domek), które w jakiś sposób się z sobą stykają (tutaj kurs robienia na drutach skarpet, prowadzony przez jedną z nich), a czytelnik obserwuje ich dalsze losy i to jak i czy poradzą sobie ze swoimi problemami.

I nie chodzi o to, że spodziewałam się po tej książce wielkiego dzieła. Nie, ja wiedziałam, że wszystkie one prędzej czy później wyjdą na prostą i wszystko skończy się mniej lub bardziej dobrze. I przecież o to mi chodziło, kiedy zabierałam ze sobą tę powieść na wakacje. Tylko, o ile w Domu nad zatoką bohaterowie radzili sobie (lepiej lub gorzej) sami,  owszem, pomagali im i wspierali ich znajomi, ale problemy pokonywali o własnych siłach, to w Skrawkach życia autorce nie starczyło pomysłu na to, w jaki sposób rozwiązać ciężkie problemy bohaterów bez uciekania się do ordynarnego deus ex machina. Taki sam niesmak miałam po obejrzeniu ostatnio filmu Kelnerka. Czy to naprawdę happy end, jeżeli jedynym ratunkiem w ciężkiej sytuacji jest cud? Dla mnie to raczej przygnębiające… Językowo ta książka też podobała mi się mniej niż Dom nad zatoką. Tutaj raczej zwalam winę na tłumacza, ale nie zmienia to faktu, że i pod tym względem Skrawki życia nie zachwycają.

Możliwe, że lepiej odebrałabym tę powieść, gdybym najpierw przeczytała pierwszą część cyklu, Sklep na Blossom Street i przywiązała się do głównej bohaterki. Możliwe. Jednak Sklepu nie przeczytałam i Skrawki zrobiły na mnie wrażenie mocno średniego czytadła z marnie przeprowadzoną fabułą. Czyta się toto gładko i szybko, ale trudno nawet powiedzieć czy fajne. No niby fajne, ale…

Mimo tego „ale” mam zamiar sięgnąć jeszcze zarówno po Sklep na Blossom Street, jak i po inne książki tej autorki (może z cyklu Cedar Cove?). Mam nadzieję, że ta fabuła to jednorazowa wpadka i kolejne spotkania z panią Macomber będą przyjemniejsze. Czy polecam komuś lekturę Skrawków? Tak — zapalonym dziewiarkom, które lubią czytać o swoim hobby. A inni spragnieni dobrego czytadła niech sięgną po Dom nad zatoką, albo lepiej po kolejną z książek, które przeczytałam w Toskanii — Kawiarenkę Bustera Sandry Dallas — o której napiszę (mam nadzieję) niedługo.

Moja ocena: 3,5/10