Stosik urodzinowy

Jakoś nie udaje mi się ostatnio skończyć żadnego z pozaczynanych już wpisów. Na sumieniu mam choć skrótowe recenzje książek przeczytanych na wakacjach, osobnej recenzji domaga się ode mnie „Krwawa setka” (zwłaszcza, że zdecydowanie nie we wszystkim się z autorami zgadzam), na swój opis czekają wrażenia z Toskanii (tak, byłam w tym roku na wakacjach w Toskanii) i z Triconu w Cieszynie i w ogóle mnóstwo się tematów namnożyło. Nie wątpię, że nie wszystkie z nich uda mi się na blogach poruszyć, ale mimo tego piszę o czym innym. No bo skoro już mąż zrobił mi zdjęcie stosiku urodzinowego, to sami rozumiecie…

Urodziny, jak co roku, miałam szóstego września, ale jakoś tak się porobiło, że prezenty na nie zaczęłam dostawać jeszcze w sierpniu, a skończyłam (a może nie?) w tę środę. Uzbierał się z tego spory stosik, który można sobie dokładnie obejrzeć klikając w obrazek. Tradycyjnie już po kilka słów o każdej z książek, zaczynając od podstawy stosu:

Maureen Waller i Królowe Anglii, to książka, którą dostałam na urodziny jeszcze w sierpniu. Jako jedyna z zestawu przywiezionego przez Męża z Trójmiasta nadawała się choćby trochę na prezent dla mnie, więc skoro już trzeba było mieć jakieś wytłumaczenie kupienia kolejnych książek, to Królowe Anglii zostały takim wytłumaczeniem. Kwestię dokładnego sprawdzania jakości prezentów dla żony Mój Ulubiony Mąż porusza w ostatnim stosikowym wpisie na swoim blogu. A Królowe i tak przeczytam chętnie, bo historię Wysp Brytyjskich bardzo lubię.

Intymne życie niegdysiejszej Warszawy Stanisława Milewskiego (i w ogóle cały cykl o niegdysiejszej Warszawie tego autora) miałam na swojej liście życzeń już dawno. Odstraszała mnie przede wszystkim paskudna maniera formatowania tekstu do lewej, której szczerze w książkach nie znoszę. Postanowiłam się jednak przełamać. Zawsze bardzo lubiłam międzywojnie i międzywojenną Warszawę, a od czasów przeczytania Ostatniej Cyganerii Wittlina (Tadeusza), poszerzam wiedzę o tym okresie na wszelkie możliwe sposoby. Dodatkowo czytałam sporo pochlebnych recenzji tej książki. Ale ponieważ pewnie ręka odpadłaby mi i tak, gdybym miała sama takie coś kupić, to jest to tym milszy prezent.

Emancypację Mary Bennet Colleen McCullough wypatrzyłam jeszcze wśród zapowiedzi i od razu wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. Co prawda nigdy nie darzyłam specjalnym uczuciem koloru różowego (patrz okładka), nie lubię też jeśli ktoś postanawia dopisywać kolejną część do jakiejś klasycznej książki, bo zazwyczaj kończy się to smętną wpadką, ale…  właściwie, to sama nie wiem co. Jakoś tylko mam wrażenie, że autorka nie potraktowała kwestii kontynuacji jakoś piekielnie poważnie i wcale nie ma ambicji zostać nową Jane Austen (książka opowiada o dalszych losach pań z rodziny Bennetów z „Dumy i uprzedzenia”), za to miała pomysł na napisanie czegoś ciekawego na kanwie tamtych postaci i wydarzeń. Daję tej książce kredyt zaufania i chętnie przekonam się, czy warto było.

Z Podejrzeniami pana Whichera. Morderstwo w domu na Road Hill Kate Summerscale było tak jak z Emancypacją Mary Bennet, tyle że dłużej zbierałam się do kupienia jej. Zawsze okazywało się, że co innego jest ciekawsze, a już na pewno tańsze (bo książka ta wydana jest prześlicznie, z ilustracjami, w twardej oprawie i z obwolutą, ale też swoje przez to kosztuje). Podejrzenia pana Whichera nie dość, że opisują zbrodnię, nie dość, że zbrodnia ta mam miejsce w XIX wieku, to jeszcze wydarzyła się naprawdę. Mnie, jako maniaczce Thorwalda i jego książek z detektywami w tytule (a także filmów i seriali kryminalnych spod znaku Sherlocka Holmesa i detektywa Murdocha), nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Mężowi chyba też nie, bo zakładka, którą można w książce wypatrzyć jest jego (a w momencie, w którym piszę te słowa oboje — książka i Ezi — siedzą razem w wannie, czy powinnam być zazdrosna?).

Dla odmiany Morze Trolli Nancy Farmer trafiło do moich rąk zupełnie znienacka. W ogóle nie słyszałam o tej książce do momentu, w którym Ezi nie wypatrzył jej dla mnie pośród nagród dla gżdaczy na tegorocznym Triconie (wszystkim, którzy nie wiedzą kim jest gżdacz polecam lekturę Wojtyszki i jakiejś relacji z konwentu fantastyki). Tutaj podziękowania należą się Lori, która dzielnie koordynowała w tym roku w Cieszynie blok gier i dzięki której zajęłam się współorganizacją Gamesroomu, a co za tym idzie miałam szansę przeczytać tę książkę. Bo Morze Trolli jest już za mną i z czystym sumieniem mogę tę książkę polecić każdemu. Co prawda jest to powieść fantastyczna skierowana wyraźnie do dzieci, ale sądzę, że naprawdę każdy dorosły, który nie zapomniał do końca co pięknego było w lekturach dzieciństwa znajdzie tu coś dla siebie. Książka kojarzy mi się najbardziej z Nacją Pratchetta, bo choć zarówno fabuła, jak i świat są diametralnie różne, to obie te opowieści są pięknie napisanymi historiami, niezbyt dydaktyzującymi ale z morałem, kończącymi się dobrze, ale nie słodko. Czaję się na kolejną część cyklu.

Muzykofilia to kolejna książka do mojej kolekcji Olivera Sacksa. Na razie, razem z tą, mam ich dopiero trzy, ale mam zamiar zebrać wszystkie dostępne po polsku. Sacks pisze o mózgu tak dobrze jak Borhardt o morzu, a Jane Austen o prowincjonalnej Anglii. Pisze nie dość, że zajmująco, to jeszcze z ogromnym szacunkiem do człowieka, nigdy nie dając się ponieść pokusie „analizowania przypadku”, a zawsze widząc w pacjencie osobę. Dziś, w dobie doktora Hause’a i jemu podobnych to podejście bardzo u niego doceniam. W Muzykofilii, jak sama nazwa wskazuje, Sacks bierze na warsztat muzykę. I jeżeli będzie pisał o niej tak ciekawie jak zwykle, to książka ta ma dużą szansę zostać moją ulubioną.

Krwawa setka (o której wspominałam już we wstępie) znalazła się tu trochę na wyrost, bo kupowana była bardziej dla Męża niż dla mnie. Ale zabrałam mu ją i wetknęłam w ten stosik zarówno ze względu na to, że kupowana była  kiedy kupowaliśmy książki na moje urodziny, jak i dlatego, że jest na tyle interesująca, że warto o niej napisać choć parę słów. Mariusz Czubaj i Wojciech J. Burszta postanowili stworzyć spis, jak mówi podtytuł, stu najważniejszych powieści kryminalnych i o każdej z nich napisać kilka akapitów. Z jednej strony rzecz przeciekawa, bo można znaleźć w niej wskazówki, co warto przeczytać (wszystkie omawiane książki zostały wydane w języku polskim), z drugiej do pasji doprowadzało mnie traktowanie takiego na przykład „Maratończyka” jako kryminału… Jednak wszystkim, którzy zastanawiają się po jaki kryminał sięgnąć szczerze polecam.

O Służących Kathryn Stockett pewnie większość czytających coś już słyszała, bo książka bije ostatnio rekordy popularności i zbiera w zasadzie same pozytywne recenzje. Kwestia segregacji rasowej w USA nigdy nie była moją pasją i nie wybierałam książek specjalnie z myślą o tym problemie, ale za to wszystkie do tej pory przeczytane przeze mnie książki, które o ten temat zahaczały (z Witaj na świecie, Maleńka na czele) były naprawdę ciekawe. Po Służących spodziewam się dużo, co może sprawić, że książka mnie rozczaruje, ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że klimat amerykańskiej prowincji w latach sześćdziesiątych to dokładnie to, czego mi trzeba w długie jesienne wieczory. Dostałam ją od mojego stryjostwa, którym, gdyby tu kiedyś zajrzeli, serdecznie dziękuję.

Książka leżąca wyżej, a pokazująca tylko nazwiska autorów z jednej strony jest Fachowcami, a z drugiej Dialogami na cztery nogi. Mój ukochany Jonasz Kofta ze Stefanem Friedmanem zapisali się złotymi zgłoskami w historii radia. Do tej pory na zły humor puszczam sobie któryś z odcinków Fachowców. W tej książeczce można przeczytać sześć odcinków Fachowców i siedem Dialogów. Absurdalny humor tych tekstów to jedno, drugie to wciąż dźwięczące mi w uszach głosy Majstra i Docenta. Niezastąpiona lektura na chandrę, więc ogromnie się cieszę, że mam wreszcie swój egzemplarz.

Sąd Ostateczny Anny Klejzerowicz został kupiony razem z wymienianą wcześniej Krwawą setką i miał byś moim prezentem urodzinowym od Męża. Mąż co prawda, prawdopodobnie w imię idei sprawdzania prezentów dla żony (wspominanej już przy okazji Angielskich królowych), zdołał książkę przeczytać i stwierdzić, że podobała mu się średnio, bo (cytuję) „Gdańsk wart jest lepszego psychola”. Ja za to jestem nadal nastawiona pozytywnie, zwłaszcza, że ostatnio polskie autorki (nie tylko) kryminałów robią mi miłe niespodzianki (że z kryminałów wspomnę panią Joannę Jodełkę i jej Polichromię, która notabene też czeka na recenzję…). Mam nadzieję, że Sąd ostateczny też nie zawiedzie. W końcu dobry kryminał na jesień to podstawa.

No i na samym szczycie stosu Sue Monk Kidd i Sekretne życie pszczół. Książka, której recenzje przewijały się po książkowych blogach z okazji blogowego wyzwania czytelniczego „amerykańskie południe”. Jak w wielu książkach z tego wyzwania istotna jest tutaj kwestia segregacji rasowej (tak jak we, wspominanych wcześniej, Służących), ale też życie na amerykańskiej prowincji. Zauważyłam, że w naprawdę wielu książkach tego typu główne role grają kobiety. Tak jest też w Sekretnym życiu pszczół co, razem z kilkoma pozytywnymi blogowymi recenzjami, sprawia, że mam spory apetyt na tę powieść. Lubię książki o kobietach.

Większość (bo aż sześć) książek z tego stosu (wszystkie, których rodowód nie jest wystarczająco jasno określony we wpisie) jest prezentem od moich ukochanych rodziców, którym chciałam tutaj serdecznie podziękować. I w ten sposób wszyscy wiedzą po kim odziedziczyłam miłość do książek (za co dziękuję oddzielnie).

Jak widzicie, moja czytelnicza jesień zapowiada się smakowicie. A co Wy zamierzacie czytać tej jesieni?

Advertisements

19 myśli na temat “Stosik urodzinowy”

  1. Niedługo zabieram się za ‚Sekretne życie pszczół’, bo zauważyłam, że film leci niemal codziennie na C+, a nie chcę oglądać go przed przeczytaniem książki. Czekam na wrażenia 🙂

    Piękny stosik!

  2. A ja jestem ósmowrześnowa Panna 🙂 Książek tym razem nie dostałam, bo nikt już nie wie, co mi kupować. Za to mąż mi przywiózł stos prezentów książkowych od znajomych z Polski, tez poniekąd na moje urodziny, bo na krótko przed. Twoj stosik smakowity.

  3. Futbolowa, dziękuję. Tak właśnie się domyślałam, że masz Canal+ po Twojej recenzji „Wrogów publicznych” (akurat w gazecie zauważyłam wcześniej, że będą lecieli na C+). Ja tej stacji nie mam, więc nie muszę się spieszyć z „Sekretnym…”. Ale coś czuję, że i tak mój wybór padnie teraz na tę książkę. 🙂

    Kasia.eire, no popatrz, a ja w podstawówce miałam koleżankę, która była z siódmego września — razem byśmy dopiero tworzyły trio (o rok urodzenia Cię nie pytam, bo podobno nie wypada. Zresztą: co to za różnica? 🙂 ). Mnie też nikt by nie wiedział co kupować, więc najczęściej jestem o to pytana i składam wyraźne zamówienie. A moim Ulubionym Rodzicom posłałam link do swojej listy życzeń na serwisie lubimy czytać — jak to się jednak przydają te nowe technologie… A Twoje stosy już podziwiałam, kurczę, masz całych Forsythe’ów.

    Isabelle, dziękuję.

  4. Ysabell – do podpowiadania tytułow przydaja sie wish list na Amazon, czy lista życzeń na Merlinie, ale mój mąż już dawno dał za wygraną, za to córka czasem sie wstrzeli w tytuł, bo jak ma zamiar mi kupić tak prezent to węszy i mnie podpytuje. Ja mam kilka koleżanek urodzonych w okolicach, jedne dzień po, jeden przed. Smiesznie jest obserwować u nas wszystkich takie same cechy, chociaż rok urodzenia inny i środowiska inne, pewnie rzeczy te same

  5. „Sekretne życie pszczół” mam za sobą, ale nie powaliło mnie na kolana.

    Bardzo chętnie przeczytałabym „Królowe Anglii”, „Krwawą serwatkę”, „Sąd ostateczny” oraz „Służące”.

    Gratuluję stosiku i z niecierpliwością czekam na recenzje!

    Pozdrawiam 🙂

  6. Brawo, posttoskańska czytelniczko!

    Z Twojej listy najbardziej zaciekawiły mnie „Krwawa setka” (bo przecież Wojciech Burszta jest nie tylko zaangażowanym użytkownikiem kultury popularnej, ale i znanym profesorem antropologii kulturowej) oraz „Muzykofilia” (bo choć nie miałem jeszcze okazji czytać książek Sacksa, to i tak bardzo je cenię i od dawna ostrzę sobie na którąś zęby).

    A co sam będę czytał? Zapewne w końcu to i owo z literatury staropolskiej (ostatni rok studiów), przypuszczam, że w październiku skuszę się w końcu na „Iliadę” lub „Odyseję”. Gniew, bogini, opiewaj Achilla! Potem zobaczymy. Tymczasem powoli kończę „Powstanie ’44” Daviesa, lektura zabiera mi dużo czasu, ale zdecydowanie warto.

  7. Urodzinowe prezenty to dobry wynalazek 😉
    „Intymne życie niegdysiejszej Warszawy” brzmi ciekawie, więc czekam na recenzję – może też się skuszę na ten tytuł?
    I „Królowe Anglii” również bym z chęcią wzięła do ręki, zwłaszcza, że odkryłam wielkie braki wiedzy na temat okresu panowania Elżbiety I.

    PS. Pytanie zupełnie z innej beczki, jeśli można – jak/gdzie w wordpressie ustawić, by na stronie głównej wyświetlał się tylko początek notki a nie całość? Nie mogę tego znaleźć nigdzie, a tutaj widzę, że ta funkcja działa w najlepsze :))

  8. kasia.eire, ja mężowi mówię wprost co chcę, albo z nim idę do księgarni i razem kupujemy prezent dla mnie (choć zazwyczaj nie kończy się na jednym…).

    Schizmo, nie wiem, czy znajdę czas, ale jeśli tak, to chciałabym choć na chwilę wpaść w sobotę. A Ty będziesz?

    Claudette, „Sekretne…” już zaczęłam czytać i jak na razie wydaje mi się, że to bardzo ładna książka dla nastolatek, ale jeszcze zobaczymy co będzie dalej. Hmm… „Krwawą serwatkę”?! 😉

    Staszku, obaj autorzy setki są antropologami kultury, chociaż bardziej z tej strony traktuje kryminały chyba „Antropolog w Mieście Grzechu” Czubaja. Sacksa, oczywiście, bardzo Ci polecam. Mnie „Odyseja” zdecydowanie bardziej podobała się zdecydowanie bardziej niż „Iliada”, ale obie wspominam z przyjemnością. Natomiast do „Powstania ’44” zdecydowanie mnie nie ciągnie, chociaż książki Davisa lubię (czytałam „Europę” i niecałe „Boże Igrzysko”, a ostrzę sobie zęby na „Wyspy”), jakoś czytałam o tej książce trochę mocno średnich opinii.

    Maioofko, do „Intymnego życia…” bardzo mnie ciągnie (jak to brzmi!), ale pewnie będę sobie je podczytywać po trochu pomiędzy innymi lekturami. No, chyba, że będzie na tyle pasjonujące, żebym nie dała rady go odłożyć, czego zresztą sobie życzę.

    Co do PSa: trzeba przy pisaniu wpisu wstawić do niego taką linię podziału, która w edytorze nazywa się „Więcej” i jest na pasku edytora na prawo od hiperłącza, a na lewo od sprawdzania pisowni. Wszystko co będzie pisane po tej linii pojawi się dopiero po kliknięciu w tytuł wpisu, a na stronie głównej będzie widoczne tylko to co wcześniej.

  9. Ysabell, dziękuję bardzo za wskazówki. Zastanawiałam się z początku co to za guziczek, ale na wszelki wypadek nie ruszałam 😉

    „Intymne życie…” chyba sobie sprawię, tak patrzę na okładkę, czytam o treści i dochodzę do wniosku, że mnie ‚zaraziłaś’ tym tytułem. Albo na listę gwiazdkową dopiszę ;))

  10. Ja z całego stosu czytałam tylko „Służące” i myślę, że się nie zawiedziesz. Bardzo chcę przeczytać „Sekretne życie pszczół” i „Sąd Ostateczny”. W ogóle stos wygląda bardzo ładnie i ciekawie się zapowiada. Czekam na recenzję 🙂

  11. Ysabell, chciałabym wpaść (też w sobotę), ale nie wiem czy dam radę, bo po południu do pracy. Wszystko zależy od tego, o której wstaniemy i co wymyśli q 😉

  12. Mam w domu „Podejrzeniami pana Whichera. Morderstwo w domu na Road Hill” i niedługo mam zamiar się zabrać do czytania. Mnie też skusił wiek XIX, Anglia i prawdziwe morderstwo, a do tego wydanie jest rewelacyjne, z tymi mapkami i opisami ludzi występujących. Jestem ciekawa Twojej opinii. Pozdrawiam.

  13. Maiooffko, cieszę się, że pomogłam. A widziałaś inne tytuły z tej serii? Też są przeciekawe…

    Tucho, 1. Dziękuję serdecznie :), 2. Sama widzisz, że Mąż lampy strzeże jak wolności… Kup sobie, kup.

    Ezi, no znalazłeś, znalazłeś. Przyrzekam, że nie oddam. Jak bym sobie wtedy mogła stosiki fotografować…?

    Edith, mam nadzieję, że zdołam to wszystko prędzej czy później zrecenzować. Na „Służące” mam dużą nadzieję, a „Sekretne życie pszczół” już kończę i uważam za bardzo sympatyczną książką, choć raczej dla młodzieży.

    Schizmo, ja już wiem, że nie dam dziś rady odwiedzić MFK. Jeśli Ty będziesz, to podziel się wrażeniami. 🙂

    Tusieńko „Pan Witcher” jest naprawdę przepięknie wydany. Jestem go bardzo ciekawa, zwłaszcza, że Mąż już przeczytał i mu się podobało.

  14. Jest jeszcze „Codzienność niegdysiejszej Warszawy” i „Ciemne sprawy dawnych warszawiaków”. Wszystkie cztery ( plus „Podróże bliższe i dalsze czyli urok komunikacyjnych staroci” tego samego autora”) chciałabym kiedyś przeczytać… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s