Po Dniu Książki

Oczywiście i ja nie zdołałam się powstrzymać od książkowych zakupów z okazji Dnia Książki. Owszem, rozumiem opinie, że dla prawdziwego miłośnika książek Dzień Książki jest codziennie, ale bądźmy szczerzy — promocje kuszą. A poza tym po prostu lubię to książkowe święto, pozwalające oddać się błogiemu lenistwu z prostym wytłumaczeniem: przecież świętuję.

W tym roku skusiliśmy się na promocję w Matrasie (wszystkie książki 30% taniej). Ograniczyłam się do trzech książek, bo już wcześniej skorzystaliśmy z promocji w Znaku (dzięki, Tato!), też z okazji Dnia Książki. Kropkę nad „i” książkowych zakupów w tym miesiącu stanowił dzień wczorajszy i poszukiwanie prezentu dla znajomych, do których szliśmy z wizytą — zdecydowaliśmy się na książki. A wiadomo jak się kończy wpadanie do księgarni z mężem (efekt: ja-1, Marcin-1, więc książkowo remis). Mówiąc tak całkowicie szczerze, to mam nadzieję, że to był koniec kwietniowych zakupów, chociaż pani w Matrasie zrobiła wyłom w naszej silnej woli przypominając nam, że promocja (sporo książek 25% taniej) trwa u nich tylko do piątku… Po kliknięciu na zdjęcie można zobaczyć powiększenie. A poniżej tradycyjnie już (w końcu po raz drugi) kilka zdań o książkach w stosiku (zaczynając od góry).

Karin Fossum i jej Nie oglądaj się, to efekt Znakowej promocji, a dokładniej mojej słabej woli, bo zupełnie jej nie planowałam i wpadła do koszyka (w sensie szerszym, bo zamówienie zbiorcze składał mój Ojciec, a ja tylko napisałam mu w mailu co my chcemy…)  w całkiem ostatniej chwili. Sporo o Fossum czytałam na Waszych blogach, głównie opinii pozytywnych. Co prawda wcale nie jestem pewna, czy i mnie się spodobają jej książki, ale uznałam, że warto spróbować.
Wydawnictwo Znak.

Zupa z ryby fugu z kolei, to zupełnie odwrotna sytuacja. Wiedziałam, że chcę ją mieć, bo chcę mieć wszystkie książki Szwai, która nieodmiennie mnie bawi i podnosi na duchu, a przede wszystkim świetnie się czyta. Pierwszy i najłatwiejszy do wybrania zakup z okazji Dnia Książki. Zupa jest już przeze mnie przeczytana, teraz czyta Ukochany Małżonek, a w kolejce czeka jeszcze moja Ulubiona Matka. Szwaję lubimy (jak widać) rodzinnie. Postaram się na dniach wrzucić jej recenzję na blog, a na razie mogę powiedzieć, że to raczej książka w typie Gosposi prawie do wszystkiego niż wcześniejszych książek autorki. Zdecydowanie wolałam kiedy Szwaja nie poruszała ważnych i żywotnych tematów i nie zaludniała swoich książek ludźmi niesympatycznymi. U tych miłych i porządnych też było dużo perypetii do opisania… Aha, dodatkowa mała pretensja do wydawnictwa SOL: napis na grzbiecie znowu jest w złą stronę. No jak tak można…?
Wydawnictwo SOL.

Dwie książki Mary Roach są  kolei efektem zamiłowania mojego Drogiego Ojca do oszczędności. Poprosiłam go w mailu o jedną tylko książkę pani Roach, a dwie w pakiecie tylko wtedy, kiedy zabraknie nam trochę do kwoty przy której nie płaci się za przesyłkę. Albo zabrakło, albo po prostu mam bardzo dobrego Tatusia. W sumie trochę żałuję, że nie podrzuciłam mu też linka do kompletu trzech książek autorki… Ale wtedy jeszcze nie byłam pewna, czy mi się spodobają. Teraz już jestem po lekturze Bzyka i w połowie Sztywniaka i wiem to doskonale. Szczerze polecam wszystkim, a recenzję Bzyka też postaram się dodać niedługo.
Wydawnictwo Znak.

Niżej na stosiku książka, którą znam bardzo dobrze, czyli Pan raczy żartować, panie Feynman! Richarda P. Feynmana (tego od kwantów i kwarków). Znowu łup z promocji Znaku, a jednocześnie książka, którą bardzo chcieliśmy mieć na własność (a nowe wydanie nam to umożliwiło). To naprawdę niesamowita książka, spokojnie mogę powiedzieć, że jedna z moich ulubionych w ogóle. Autobiografia (powiedzmy, bo tak naprawdę wspomnienia zostały wysłuchane i spisane przez kogo innego) niesamowitego człowieka, dzięki której trochę inaczej spojrzałam na świat. Naprawdę. A drugą część (A co ciebie obchodzi co myślą inni?) też sobie kiedyś kupimy.

Kolejna pozycja, to następny matrasowy łup z okazji Dnia Książki: Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy. Kupiona w zasadzie w ciemno (chociaż od napisania notki z kwietniowymi zapowiedziami dowiedziałam się o autorce nieco i przeczytałam jedną pozytywną recenzję tej książki), bo tak naprawdę do zakupu przekonał mnie fakt, że autorka była scenarzystką serialu Tata, a Marcin powiedział… A poza tym książka wygląda bardzo apetycznie i od swojej rywalki (Podejrzenia pana Whichera) była sporo tańsza.
Wydawnictwo Nasza Księgarnia.

Niżej Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek Mary Ann Shaffer i Anne Barrows. Również łup zakupów z okazji Dnia Książki, również już przeczytany (jak Szwaja). Czytałam wcześniej sporo entuzjastycznych recenzji na blogach i spokojnie mogę się z większością zgodzić. Nie jest to może bardzo głęboka książka, ale czytało mi się ją z niesamowitą przyjemnością. Mam nadzieję, że jej recenzja też niedługo zawiśnie na blogu (tak te recenzje publicznie zapowiadam, żeby się trochę zmobilizować do pisania…). Szczerze polecam.
Wydawnictwo Świat Książki.

Na samym spodzie efekt nierozważnego wstąpienia do księgarni wczoraj. Marcin wypatrzył mi drugi (po Śmierci na Nilu) zbiór opowiadań Connie Willis: Niebieski księżyc. Szczerze lubię tę autorkę, poprzedni tom opowiadań był naprawdę dobry, a cała ta seria to naprawdę „The Best of” biorąc pod uwagę ilość nagród i nominacji, jakie Connie Willis zebrała ze te opowiadania. Co prawda jeszcze nie czytałam, ale jeżeli ktoś lubi fantastykę, to polecam w ciemno.
Wydawnictwo Solaris.

PS. W ramach bonusu i udowodnienia, że nie tylko ja nałogowo kupuję książki prezentuję też mężowski kwietniowy stosik wojenny (ma też cywilny, ale się nie przyznaje). Do obejrzenia po lewej (a szczegóły u niego na blogu). Jakoś tak się składa, że raczej nie podbieram mu książek tego typu, chociaż pewnie prędzej czy później przekonam się do O’Briana.

PPS. Z zaprezentowanych wcześniej kwietniowych zapowiedzi mam już (razem z Niewidocznymi akademikami kupionymi wcześniej) pięć pozycji z dziewięciu. Czaję się jeszcze na chociaż jedną, ale i tak jest chyba dobrze?

PPPS. Po blogach zaczyna krążyć nowe wyzwanie czytelnicze: kraje nordyckie (tutaj). Śledzę blog wyzwania z mieszanymi uczuciami — czy tylko się przyglądać, czy może wziąć udział. Zdecydowanie nie jest to mój ulubiony „region czytelniczy”, ale i bez wyzwania sporo ostatnio nordyckich książek wpada mi w ręce… Co bym nie zdecydowała i tak dzięki dla organizatorki wyzwania.

Reklamy

10 thoughts on “Po Dniu Książki”

  1. Kradnę wszystko, oprócz „Stowarzyszenia…” razem z tą cudowną lampką! 🙂
    I czekam na recenzję Bzyka:D Jak tylko jestem w empiku zawsze mam tę książkę w ręce:P

    1. Dlaczego oprócz „Stowarzyszenia…”?
      A lampki nie oddam, mowy nie ma. Nie miałabym tła dla kolejnych stosików. 😀

  2. Mówisz, że Pan raczy żartować, panie Feynman! jest taka dobra… kiedyś się zastanawiałam na tą książką, ale jakoś nie wyszło… no cóż… może spróbuje… kiedyś 😉
    Ciekawa jestem tej Cukiernia pod Amorem, bo też uwielbiałam Tata, a Marcin powiedział… 🙂 tak więc czekam na recenzję 🙂

  3. Feynman jest lepszy niż się wydaje. Ale ja nie jestem obiektywny, bo uwielbiam całą paczkę z Los Alamos (od Ulama, przez Neumana po Feynmana) jeszcze od czasów wykładów z elektrodynamiki.

  4. Bo „Stowarzyszenie…” już mam 🙂
    I nie pytam czy oddasz, tylko kradnę 🙂 Hi,hi
    Muszę też sobie kupić podobną, bo na dzień dzisiejszy nie mam żadnej 😦

  5. Czemuż dopiero teraz tutaj trafiłem?

    Ha, Feynmana wypadnie w końcu dołączyć do listy autorów jeżeli nie czytanych, to choć planowanych… Dzięki za zachętę – jeżeli mówisz, że coś zmieniło Twój pogląd na świat, to jest to może najlepsza rekomendacja.

  6. Seremity, ja Feynmana szczerze uwielbiam i polecam w ciemno każdemu. Druga część jest trochę poważniejsza i mniej „jajcarska”, ale Pan raczy żartować… to jedna z zabawniejszych książek, jakie zdarzyło mi się czytać.

    Mężu kochany, wobec Feynmana jesteś w takim razie zdecydowanie nieobiektywny.

    Tucho, będę w takim razie pilnować lampki. Wytawię warty i w razie czego osłonię własną piersią… 🙂

    Staszku, naprawdę szczerze polecam.

    Marigold, ciekawa jestem Twoich wrażeń. A co udało Ci się znaleźć?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s