Terry Pratchett „Dysk”

Tytuł: Dysk (Warstwy wszechświata)
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginalny: Strata
Język oryginału: angielski
Tłumacz: Jarosław Kotarski
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 1999
Wydanie: pierwsze (w nowym tłumaczeniu)
Ilość stron: 217

Przyrzekałam recenzję pratchettowego Dysku już dawno, ale tak to już jest, że jak się coś napisze, to później same kłody się pod nogi walą i z dotrzymywania przyrzeczeń wychodzą nici. Ale minęło już trochę czasu, we środę byłam w antykwariacie i zupełnie przy okazji dokupiłam sobie dwie części Świata Dysku, pożyczone komuś na wieczne nieoddanie. A wracając do domu tak sobie zajrzałam do jednej z nich… I wiecie jak jest, jestem już po lekturze obu, a przy okazji mam świetną okazję do napisania recenzji Dysku, który co prawda teoretycznie nie ma nic wspólnego z serią Świat Dysku, ale jednak…

Mamy wysoko rozwiniętą technologię, świat (a raczej wszechświat) w którym Kompania buduje od podstaw nowe planety (rozpoczynając od jądra i kładąc od razu wszystkie warstwy skał, wraz ze skamieniałościami), żeby ludzie mieli szansę przetrwać w kosmosie, bo mają z tym problem nawet pomimo tego, że technologia pozwala im przedłużać życie niemal w nieskończoność. Zresztą we wszechświecie są nie tylko ludzie, poznamy kungów (cztery ręce, nieco żabia uroda i temperament podejrzliwego berserkera), shandów (koło trzech metrów wysokości, wdzięk niedźwiedzia i dwa morsie kły, a do tego specyficzne zwyczaje żywieniowe), a nawet zobaczymy ehfta (duży kudłaty dzwon podskakujący na jednej nodze).

Główna bohaterka, Kin Arad (człowiek), jest specjalistką od budowy planet. Przez 210 lat życia miała dość czasu, żeby dowiedzieć się o nich wszystkiego. Kiedy więc dowiaduje się, że istnieje gdzieś we wszechświecie płaska planeta w kształcie płaskiego dysku, zupełnie w to nie wierzy. Ale wie dobrze, jak będzie żałować, jeśli nie poleci sprawdzić.

Taki jest punkt wyjścia tej książeczki (trochę ponad 200 stron, a czyta się jakby było jeszcze mniej), w której z wielką radością dostrzegałam wszystkie znane (i kochane) cechy pisarstwa Terry’ego Pratchetta i z jeszcze większą radością znajdowałam nawiązania do serii Świat Dysku (są tam, są. Nawet bar, w którym spotyka się dwoje bohaterów nazywa się „Pod Rozbitym Bębnem”. To że znajduje się na stacji orbitalnej jest tylko szczegółem), którą szczerze uwielbiam. W książce czeka nas jeszcze zwiedzanie obcych planet (w tym jednej świeżo wybudowanej i jednej całkowicie nieprawdopodobnej), eksploracja „dysku” i poznanie największej tajemnicy wszechświata — tak w skrócie można przedstawić fabułę. Poza nią jest też sporo humoru, mnóstwo nawiązań do naszej historii i dawnych wierzeń, podań i legend i kilka rzeczy skłaniających do zadumy.

Dysk podobał mi się bardziej niż Ciemna strona słońca (chociaż nie ma tak twardzielskiego tytułu…). A właśnie, a propos tytułu, poprzednie tłumaczenie tej książki (Almpress, 1992) nosiło tytuł Warstwy wszechświata, a oryginał nazywa się Strata. To takie przypomnienie w celu uniknięcia tytułowego zamieszania. Nie wiem czy tamto tłumaczenie było lepsze czy gorsze. Pan Jarosław Kotarski poradził sobie nieźle, ale (oczywiście) nie tak genialnie jak Piotr W. Cholewa w dyskowej serii.

Warto przeczytać, chociaż nie polecam raczej tej książki komuś, kto chciałby przekonać się z czego wynika fenomen Pratchetta. Chyba, że ktoś ma ciężki uraz do fantasy, a science fiction mu nie przeszkadza (wtedy warto spróbować Dysku, żeby wiedzieć czy opłaca się przełamywać i czytać Świat Dysku). Choć, tak jak to pisałam przy Ciemnej stronie słońca, w żadnym wypadku nie można zaliczyć tej książki do ciężkiego, twardego SF. W najlepszym wypadku jest ona space operą…  Można się za to z niej dowiedzieć dlaczego należy uważać na kruki i jaki napęd mają smoki. Zachęcam Was do tego serdecznie, nawet jeśli nie jesteście młodzieżą.

Moja ocena: 6,5/10

PS. Jak oceniam Dysk w porównaniu z serią Świata Dysku? Inaczej. Jak dla mnie książka ta jest słabsza od większości tamtej serii, ale miałam wrażenie, że jest w niej zdecydowanie więcej „tamtego” Pratchetta niż w Ciemnej stronie słońca. No i można w Dysku szukać motywów (i nazw) wykorzystanych potem w serii.

Advertisements

2 myśli na temat “Terry Pratchett „Dysk””

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s