Wydawajcie dramaturgów! (Międzynarodowy Dzień Teatru 2010)

Na swoim blogu powszednim z okazji tegorocznego Międzynarodowego Dnia Teatru wymieniłam 5 spektakli teatralnych, które chciałabym zobaczyć ponownie. Ponieważ skupiłam się na spektaklach Teatru Telewizji, to jest szansa, że będę miała taką okazję (zwłaszcza, że część tych spektakli była nadawana już w okresie popularności video, więc nie trzeba liczyć na TVP…). Dzisiaj chcę się natomiast skupić na innych marzeniach, które mają (niestety) małą szansę spełnienia.

Chciałabym  poczytać sobie dramaty. Bardzo to lubię. Swego czasu, kiedy chorowałam na teatr (a było to gdzieś koło roku 2000), czytałam ich mnóstwo. W domu mieliśmy całkiem sporo antologii i zbiorów utworów dramatycznych, a do tego kupowałam Dialog i miałam mnóstwo radości.  Pamiętam, że czytałam Durrenmatta, Strindberga, Havla, Ibsena, Mrożka, Zapolską, Czechowa i oczywiście Fredrę, Szekspira i Moliera. Czytałam antologie dramatu polskiego, amerykańskiego, rosyjskiego, niemieckiego (znaczy się NRD, oczywiście) i chyba węgierskiego.

Nie piszę tego, żeby się pochwalić jaką mam mądrą rodzinę, że miała takie książki, ani nawet po to, żeby się pochwalić, jaka to ja jestem mądra, że je czytałam. Chodzi mi o to, że skoro czytałam takie rzeczy, to znaczy, że one realnie istniały — wydawali je. Dzisiaj w księgarniach raczej posucha. Można sobie kupić lektury szkolne: na pewno znajdzie się Hamlet, Makbet i Romeo i Julia, będą tragedie Sofoklesa (najpewniej Król Edyp i Antygona), powinien się znaleźć jakiś Molier (stawiam na Skąpca i Świętoszka) no i Zemsta Fredry (czasem trafią się i Śluby panieńskie). Do tego Niemcy, Moralność pni Dulskiej, Odprawa posłów greckich i pewno jakiś Kordian, Dziady czy inna Balladyna. Ale żeby coś więcej? Może w lepszej księgarni trafi się Różewicz, Mrożek, Witkacy albo coś Czechowa. I tyle.

Myślałam nawet, że może przesadzam i nie umiem szukać, albo po prostu chodzę do księgarni, które zrezygnowały z rozprowadzania dramatów. Zajrzałam więc na Merlina, żeby zobaczyć ile można dostać dramatów w najbardziej znanym polskim internetowym sklepie z książkami. Kategoria dramat: 149 tytułów, dramat polski: 61 tytułów (w tym trzy wydania Pana Tadeusza i Chłopi), dramat obcy: 75 tytułów (w tym na przykład Odyseja). Biorąc pod uwagę, że zdecydowana większość wydań lektur szkolnych nie zakwalifikowała się do kategorii dramat, to możnaby spokojnie tę liczbę powiększyć, ale po co, skoro w znakomitej części są to kolejne wydania Hamleta i Zemsty z opracowaniem lub bez…?

Oj, nie lubimy w Polsce wydawać dramatów. Nawet Fredro ostatnie wydanie dzieł zebranych miał w latach 50. i 60. (Pisma wszystkie). Niby powinniśmy byś z niego dumni i wydawać go tak, jak Anglicy Szekspira a Francuzi Moliera, ale nic z tego… A skoro nie lubimy wydawać nawet „naszych” dramatopisarzy, to co dopiero mówić o obcych…

Mimo to z okazji MDT zaproponuję listę pięciu dramatopisarzy (w większości obcych właśnie), których sztuki chętnie bym przeczytała po polsku. Wiem, wiem — gruszki na wierzbie. Ale pomarzyć można, prawda?

1. sir Tom Stoppard

Znany głównie jako reżyser filmu Rosenkranz i Guildenstern nie żyją, nakręconego na podstawie własnego dramatu zresztą. I film, i dramat bardzo zresztą lubię. Uwielbiam przy czytaniu (nie tylko dramatów) zastanawiać się jakie były losy postaci trzecio- i czwartoplanowych, co się z nimi działo kiedy nie występują w książce, a Stoppard pokazał mi jak on widzi wydarzenia za kulisami Hamleta. A poza tym, po tej sztuce rzucanie monetą nigdy już nie było takie samo…

Jednak bardziej niż Rosenkrantza i Guildensterna kocham inną jego sztukę: Arkadię. Teatr Telewizji był kiedyś łaskaw przenieść tę sztukę  na ekran z Teatru Wybrzeże w Gdańsku i dzięki mu za to, bo sztuka jest naprawdę przednia. Akcja dzieje się w dwóch równoległych planach: na początku XIX i w końcówce XX wieku w angielskim dworze Sidley Park. We współczesności badacze starają się zgłębić przeszłość: dowiedzieć kim był tajemniczy pustelnik żyjący niegdyś na terenie posiadłości i odkryć nieznany dotąd fragment życiorysu lorda Byrona. W przeszłości lord Byron odwiedza dwór Sidley, gdzie młodą (i genialną) Thomasinę uczy guwerner Septimus Hodge, przyjaciel Byrona. Piękna sztuka, jeśli kiedyś będziecie mieli szansę, obejrzyjcie ją.

Sam Tom Stoppard, Brytyjczyk z wychowania, a Czech z pochodzenia (może dlatego tak kocham jego poczucie humoru?) jest w krajach anglojęzycznych uznawany za jednego z najgenialniejszych współczesnych dramaturgów. Pisze również scenariusze filmów (jest współautorem scenariuszów do Brazil i Zakochanego Szekspira), jest laureatem Oskara i czterech nagród Tony. Jest autorem wielu dramatów spośród których znam jeszcze tylko Panią Hapgood, którą niedawno (2000) wystawił Teatr Telewizji. A chciałabym poznać więcej jego sztuk, bo już lista jego dokonań teatralnych na Wikipedii wygląda imponująco i bardzo ciekawie. Wiecie, że adaptował Tango Mrożka na brytyjską scenę? Albo, że napisał sztukę telewizyjną o Polsce u progu stanu wojennego? Alb, że stworzył piętnastominutową wersję Hamleta? Naprawdę warto byłoby go wydać.

2. sir Alan Ayckbourn

Znów Anglik, tym razem autor głównie fars (przynajmniej z nich go znam) pełnych typowego brytyjskiego humoru. Ja pamiętam jego  świetne Świąteczne życzenia, Wesołych świąt i Od czasu do czasu, a bardzo chętnie poznałabym więcej. Zwłaszcza, że według Wikipedii Ayckbourn jest autorem 72 sztuk.

Ale dlaczego go czytać, a nie oglądać? Bardzo chętnie bym oglądała, ale mam przykre wrażenie, że polscy aktorzy jakoś niespecjalnie czują sztuki Ayckbourna. Wesołych świąt i Od czasu do czasu widziałam w naprawdę doskonałej obsadzie (Zawadzka, Fronczewski, Ślesińska, Dymna, Jan Kociniak w tym pierwszym i Janda, Jungowska, Jan Machulski, Jan Englert i Malajkat w tym drugim), ale jakoś nie wszytko iskrzyło. Niby dialogi były zabawne i dobrze zagrane, ale gdybym tylko na podstawie tych inscenizacji miała sobie wyrobić zdanie o Alanie Ayckbournie, to nie uznałabym go za świetnego dramaturga. Nie wiem, może naszym aktorom brakuje dystansu, który niezbędny jest, żeby ten angielski humor zabłysnął? Bo może zabłysnąć, tego jestem pewna — widziałam angielski teatr telewizyjny Świąteczne życzenia. I było dokładnie tak, jak być powinno: nieodparcie śmiesznie i szalenie smutno zarazem.

Dlatego chciałabym Ayckbourna poczytać, skoro nie sądzę żebym się doczekała czasów, kiedy TVP puści ponownie te brytyjskie inscenizacje w reżyserii Michaela Simpsona (a było ich sporo).

3. sir Peter Shaffer

W notce, o której wspominałam na początku, pisałam o sztuce Detektyw Anthony’ego Shaffera. Otóż ów Anthony miał brata bliźniaka imieniem Peter. A brat ten dla odmiany pisał dramaty. Bardzo dobre dramaty zresztą, bo jest on autorem m.in. świetnego Amadeusza (sfilmowanego potem przez Milosa Formana według scenariusza samego Shaffera).  Już z powodu samego Amadeusza wartobyłoby się z Peterem Shafferem zapoznać bliżej, zwłaszcza, że sama sztuka (którą dane mi było obejrzeć niegdyś w Teatrze Jaracza w Łodzi) podobała mi się chyba bardziej niż film.

Ja jednak mam jeszcze jeden powód, dla którego chętnie poczytałabym P. Shaffera: Tajnego detektywa, którego widziałam w Teatrze Telewizji jakiś już czas temu ze świetnymi Trzepiecińską i Kowalskim oraz Pazurą, za którym co prawda nie przepadam, ale nie sposób nie oddać mu przy okazji tej roli sprawiedliwości. Ten dramat to może nie dzieło sztuki, ale razem z Amadeuszem zachęciły mnie do poznania innych sztuk Shaffera. A raczej zachęciłyby, gdyby w ogóle istniała możliwość przeczytania ich…

4. Conor McPherson

Tym razem ktoś z młodszego pokolenia i bez „sira” przed nazwiskiem, więc jego szanse publikacji są jeszcze niższe niż w przypadku poprzednich panów. Irlandczyk, dramatopisarz i reżyser, o którym w zasadzie praktycznie nic nie wiem.

Mam natomiast jedno wspomnienie związane z jego sztuką, dokładniej z monodramem Święty Mikołaj. Monodram ten grał swego czasu Jan Englert (a jest to aktor, który straszliwie mi się podobał — w zasadzie podoba mi się nadal, ale kiedyś bardziej — z wyglądu), a zdarzyło się kiedyś, że grał go w Łodzi w ŁDKu, a ja jakimś cudem dowiedziałam się o tym (reklama takich wydarzeń kuleje do tej pory, a co dopiero te dobrych kilka lat temu…) i udało mi się pójść. Właściwie prawie nic nie pamiętam, poza wrażenim, że bardzo mi się podobało nie tylko aktorstwo, ale również zafascynował mnie tekst monodramu. Tekst, którego, oczywiście, nigdzie nie da się przeczytać…

Wtedy nie dało się nawet znaleźć żadnych informacji o autorze w polskim Internecie (tak, tak, były kiedyś takie czasy…), teraz jest troszkę lepiej, a poza tym ja lepiej niż dawniej znam angielski. Wiem więc, że McPherson urodził się w Dublinie, że przynajmniej cztery jego sztuki były grane w Polsce, że ma prawie 40 lat, że dostał nagrodę Laurence’a Oliviera itd itp… Ale w dalszym ciągu nie mogę przeczytać żadnej jego sztuki.

5. Bogusław Schaeffer

Wbrew nazwisku nie jest to kolejny krewny Anthony’ego i Petera Shafferów i nie zważając na nazwisko to jedyny Polak w tej piątce. Polak, o którym nawet polska Wikipedia mówi niewiele. A jest przecież zarówno dramaturgiem, jak i kompozytorem (przy okazji też muzykologiem, krytykiem muzycznym i pedagogiem). Z początku pisał sztuki mocno związane z muzyką (o fascynujących tytułach, takich jak Scenariusz dla nie istniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego), późniejsze nie są tak mocno w muzyce osadzone.

Ja pamiętam, że widziałam na pewno w Teatrze Telewizji jego Tutam i albo Kwartet dla czterech aktorów, albo Scenariusz dla trzech aktorów, albo oba. Ale pamiętam najlepiej Tutam, które było sympatyczną komedią z aspiracjami do bycia komediodramatem. A poza tym występował w nim mój ukochany Gajos i bardzo dobra Joanna Żółkowska.

Nie powiem, żebym była tą sztuką zachwycona, ale miała w sobie coś. A poza tym to przecież paranoja, żeby nie dało rady przeczytać sztuki człowieka, który należy do grona najpopularniejszych współczesnych polskich dramatopisarzy (już nie wspominając o tym, że również do  grona wybitnych muzyków współczesnych)… Człowieka, o którym c jakieś dziesięć lat powstaje nowy film dokumentalny (ostatnio nawet częściej, bo po kolei w latach 1984, 1997, 2007 i 2008). To co musi się stać, żeby go ktoś wydał? Musi (tfu! tfu! tfu! i odpukuję w niemalowane: puk! puk! puk!) umrzeć? Trochę więcej o Schaefferze tutaj.

A na zakąskę fragment Kwartetu:

Coda

Stopparda nawet pewnie da radę kupić (może w antykwariatach?), bo wydali mu Rosenkrantza i Guildensterna oraz  Arkadię i Wynalazek miłości w jednym tomie. Poza tym Rosenkrantz i Guildenstern nie żyją oraz Arkadia „wyszły” również w Dialogu (odpowiednio 1/1969 i 2/1994). Ayckbourna Od czasu do czasu można przeczytać w Dialogu 12/1996, Petera Shaffera Equus jest w Dialogu 8/1978, a McPhersona Tama w Dialogu 11/1999. Bogusława Schaeffera nie znalazłam…

Reklamy

2 thoughts on “Wydawajcie dramaturgów! (Międzynarodowy Dzień Teatru 2010)”

  1. Witam,
    Znakomita notka, bardzo mi się podobała :). Podpisuję się pod Stoppardem, którego sama wyjątkowo lubię – w Polsce chyba 9?/) nigdy nie ukazała się „The Invention of Love” tegoż, a szkoda, bo to jest wyjątkowo inteligentna sztuka.
    Pozdrawiam i będę wracać 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s