Terry Pratchett „Ciemna strona słońca”

Tytuł: Ciemna strona słońca
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginalny: The Dark Side of the Sun
Język oryginału: angielski
Tłumacz: Jarosław Kotarski
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2001
Wydanie: pierwsze (dodruk)
Ilość stron: 187

Jazda pociągiem zazwyczaj sprzyja czytaniu. Przynajmniej w moim przypadku. Uwielbiam zaszyć się w przedziale ze stertą książek i jechać, jechać, jechać. Niestety tym razem wszystko sprzysięgło się przeciw mnie. Jechałam niedaleko (Łódź-Warszawa, trochę ponad półtorej godziny), w jedną stronę byłam zdenerwowana (pięć egzaminów w dwa dni), a w drugą jakieś panienki cały czas gadały (przy czym jedna z nich nie znalazła miejsca, więc stała na korytarzu, co logicznie pociąga za sobą konieczność trzymania otwartych drzwi do przedziału, które wpuszczają cały hałas z wagonu, grrrr…), więc nadzieje na przeczytanie chociaż części Źródła Mamerkusa Leszka Białego z bólem skreśliłam za oboma razami.

Ostatecznie musiałam sięgnąć po coś rozrywkowego, przyjemnego i, oczywiście, niezbyt denerwującego. Na szczęście przewidziałam taką możliwość już w domu i piątkowy wieczór upłynął pod znakiem doboru lektury. A ponieważ od kilku dni gnębił mnie apetyt na książki dla młodzieży (Broszkiewicz koniecznie… i cały cykl o Ani, to na początek najchętniej), a akurat prawie niczego tego typu nie miałam w domu, to poważnie się zastanowiłam i z drugiego rzędu wyciągnęłam rzadziej (niż Świat Dysku) czytane Pratchetty: Ciemną stronę słońca i Dysk. W drodze „tam” przeczytałam pół tej pierwszej, resztę w sobotę wieczorem wypoczywając po trzech z pięciu egzaminów…

Dom (skrót od uroczego imienia Dominikdaniel) Sabalos ma zostać Przewodniczącym i rządzić (nominalnie) całą planetą. Wszystko jednak wskazuje na to, że zostanie zabity tuż po uroczystości mianowania. Jest tylko jedna szansa na milion, żeby tak się nie stało, a Ci którzy czytają Pratchetta wiedzą, że jedna szansa na milion sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Ale raz oszukany rachunek prawdopodobieństwa (który w tym świecie nie jest dokładnie tym samym co u nas), drugi raz nie da się wykiwać i Dom będzie musiał odnaleźć planetę Jokerów (prastarej rasy, stwórców wszystkich rozumnych ras), leżącą po „ciemnej stronie słońca”. Okazuje się jednak, że mało kto chce, żeby we wszechświecie nagle pojawiła się rasa bogów — a jedyną szansą, żeby do tego nie dopuścić jest likwidacja Doma Sabalosa. A przy okazji zapewne również towarzyszącego mu robota (klasy piątej) Isaaca i phnoba Hrsh-Hgna.

Z jednej strony kolejność czytania wybrałam niesłuszną — Ciemna strona słońca została napisana sporo po Dysku i niektórzy dopatrują się w niej kontynuacji poprzedniej powieści SF Pratchetta, albo chociaż tego, że dzieją się w tym samym świecie. Na moje oko wszystko to, to tylko pobożne życzenia, a jeżeli nawet są między powieściowymi światami jakieś zbieżności, to zupełnie nie wpływa to na kolejność lektury. Za to z drugiej strony kolejność dobrałam dobrze — najpierw przeczytałam książkę słabszą, dopiero potem lepszą.

Ciemna strona słońca nie jest dziełem sztuki. To przyzwoita powieść przygodowa z motywami filozoficznymi i socjologicznymi z jednej strony, ale i przyjemną akcją i zagadkami z przeszłości (i teraźniejszości) z drugiej. Powiedziałabym: książka dla młodzieży, ale cholera wie, czy dzisiejsza młodzież ma taki sam gust jak ja w okolicach liceum (czy może nawet podstawówki — tej ośmioklasowej). Mnie się wtedy na pewno spodobało, chociaż nawiązania do Asimova („Jedenaste Prawo Robotyki, klauzula C z poprawką”) wyłapuję dopiero teraz. I też mi się podoba, może nieco mniej niż za poprzednim czytaniem (rozwiązanie problemu jest na tyle ciekawe, że pierwszy raz musi przynieść więcej radości niż kolejne…), ale nadal. Zwłaszcza, że poczucie humoru się Pratchettowi nie zmienia razem z realiami, o których pisze.

I jeszcze kilka ostrzeżeń: to nie jest twarde SF, już bardziej space opera, taki fantaziak w kosmosie, w którym co prawda statki kosmiczne nie robią w próżni „wziuuu!”, ale prawie. To nie jest powieść na poważnie, jest lekka nawet jak na standardy Pratchetta (raczej początki Świata Dysku niż końcówka). To książka, w której występuje inteligentna planeta (Pierwszy Bank Syriański, prawnie uznany za człowieka), będąca ojcem chrzestnym głównego bohatera…

Polecam przede wszystkim miłośnikom Pratchetta, którym skończyły się książki o Świecie Dysku. Także miłośnikom humorystycznej ale nie głupiej SF dla młodzieży. No i generalnie miłośnikom książek zabawnych, którzy nie plują na sam dźwięk słowa „fantastyka”.

Moja ocena: 6/10

PS. Dla dociekliwych do porównania przy czytaniu: The Annotated Pratchett File o Ciemnej stronie słońca: tutaj.

PS 2. A w następnym odcinku recenzja Dysku tegoż autora.

Reklamy

2 thoughts on “Terry Pratchett „Ciemna strona słońca””

  1. Jednym słowem – polecasz? ;-)) Co chwila ocieram się o tę książkę i o to nazwisko. A nie znam, wstyd przyznać, tej twórczości. Ale nie jestem amatorką fantastyki. Pociesza mnie Twoja uwaga, że to nie jest „twarde SF”. Czekam na następną recenzję. 🙂 Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s