Henning Mankell „Piąta kobieta”

Tytuł: Piąta kobieta
Autor: Henning Mankell
Tytuł oryginalny: Femte kivnnan
Język oryginału: szwedzki
Tłumacz: Halina Thylwe
Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2007
Wydanie: pierwsze
Seria wydawnicza: Mroczna seria
Ilość stron: 482
Cykl: komisarz Wallander (6 część)

Zbierałam się do przeczytania którejś z książek Mankella już nie wiem od jak dawna. Zachęt do jego przeczytania było kilka: lubię kryminały (to raz), lubię czytać o Skandynawii i Skandynawów (to dwa), oba seriale o Wallanderze były całkiem interesujące (to trzy). Poza tym był moment, kiedy na Mankella była zwyczajna moda i nie dało się wejść do księgarni, żeby się na człowieka nie rzucił… To akurat niekoniecznie zaleta, więc „cztery” będzie raczej to, że naczytałam się pozytywnych recenzji na blogach książkowych.

Zanim się wzięłam do którejś z powieści Mankella minęło jednak sporo czasu. Przede wszystkim dlatego, że recenzja mojego Męża była dużo mniej zachęcająca niż większość entuzjastycznych głosów. A że zazwyczaj mamy gusta podobne, wzięłam jego zdane pod uwagę. Jednak po jakimś roku, kiedy skończyły nam się już oba wallanderowe seriale (można było sobie ostatnio obejrzeć komisarza na Ale kino! w obu wersjach — szwedzkiej i angielskiej) zaczęłam się łamać. Ostatecznie morale złamało mi przeczytanie super-duper-hiper-bestselleru Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet Stiega Larssona. No bo jak tu recenzować szwedzki kryminał bez znajomości prozy Mankella? Znalazł się więc w końcu wystarczający powód, do tego trochę czasu i już wkrótce wygrzebałam z regału Piątą kobietę — szóstą powieść Henninga Mankella, której bohaterem jest komisarz Kurt Wallander.

Mimo, że książka w cyklu szósta, nie ma wiele problemów z czytaniem jej jako pierwszej. Tyle, że co jakiś czas bohater wspomina „śledztwo z lata”, które widocznie było w powieści poprzedniej. Z drugiej strony, możliwe, że nie miałam problemów z czytaniem bo Kurta Wallandera znam już dobrze z serialu. Jak by nie było, komisarz wraca do Skanii z Rzymu (gdzie wybrał się z ojcem) w dobrym humorze, który wkrótce mu się kończy, bo w okolicznych miastach zaczynają ginąć (i w sensie „zniknąć” i w sensie „umrzeć”) mężczyźni. Brutalne zbrodnie zdają się nie mieć ze sobą powiązania, aż do czasu, oczywiście.

Muszę przyznać, że nie jestem Piątą kobietą zachwycona. Nie tylko zresztą ze względu na samo pisarstwo Hennnga Mankella. Ogromny minus już na samym starcie książka zbiera za to, że tłumaczka odmienia nazwę miasta Ystad. Zatem ktoś myśli o „Ystadzie” albo wraca do „Ystadu”. Aż zajrzałam do słownika, bo może ja jestem jakaś niedouczona, albo mam złe wyczucie, ale nie: „Ystad ndm”. Wnerwiała mnie ta bezsensowna odmiana przez całą książkę z równą siłą — nie dałam rady się przestawić. Ciekawam skąd ten pomysł językowy…?

Ale książka to nie samo przecież tłumaczenie. Poza „Ystadem” (i „wypożyczalnią wideokaset” gdzieś koło początku) zgrzytów nie było. Powieść czyta się bardzo szybko. Mankell pisze ładnymi, prostymi zdaniami i w ogóle bardzo wprost, bez zbędnych opisów. Niestety, na tym tle bardzo dużo miejsca w powieści zajmują przemyślenia i rozterki moralne (i inne) bohaterów. Nawet nie chodzi o to, że oni strasznie dużo tych rozterek mają. Raczej o to, że można łatwo i krótko opisać, że ktoś wyszedł z domu, pojechał do pracy, zrobił sobie kawy itd, ale już dużo trudniej w takim skrócie przedstawić to co przez ten czas myślał czy czuł. Więc to myślenie i czucie zajmuje — jak dla mnie — zdecydowanie za dużo książki. Rozumiem, że Wallander ma się jawić jako człowiek wrażliwy, a przez to sympatyczny, ale ja jakoś tego nie kupiłam.

Tak samo nie kupiłam tego, że autor opisy działań policji przeplata opisami działań mordercy. Pewnie jestem staroświecka, ale w powieści detektywistycznej czy innym kryminale lubię sobie pozgadywać kto jest winien, pokibicować detektywom i poczuć sie zaskoczona przy kolejnych zwrotach akcji. Tutaj zostało mi to brutalnie odebrane — mogłam tylko obserwować jak policjanci zbliżają się do prawdy, co jest zdecydowanie mniej emocjonujące. Zresztą same w sobie opisy działań mordercy nie za bardzo mi się podobały, pewnie głównie przez to, że mnóstwo tam było myśli, a mało czynów. A opisu pokręconego umysłu sprawcy też nie kupuję w całości — w kilku miejscach się ta koncepcja trochę rozjeżdżała. Już bym wolała sama się domyślać co w tym umyśle siedzi niż dostawać to kawa na ławę…

Tak sobie trochę marudzę, ale generalnie to nie jest zła książka. Owszem, mam wrażenie, że jakby część jej wyciąć to czytałoby się lepiej, ale generalnie sama intryga jest w porządku. Co prawda ostatecznie musi się niestety kończyć pościgami i bijatyką czy strzelaniną, ale ten typ powieści po prostu tak ma. Nie ma co walczyć z wiatrakami i liczyć na spokojne zakończenia.

Chwali się Mankella (i w ogóle literaturę skandynawską) za refleksje na tematy społeczne. Słusznie się chwali, ale do pewnego tylko stopnia. Rzeczywiście dużo w Piątej kobiecie obserwacji społecznych, dużo patologii i w ogóle mroczny nastrój schyłku cywilizacji. No właśnie… ten nastrój troszeczkę zbyt mroczny. Nawet rozumiem powód dla którego kiedyś zaczęto pisać w ten sposób — trzeba było zadowolone z siebie i spokojne społeczeństwo wyrwać z tego stanu szokowo: pokazując wszystkie brudy i mocno zwielokrotnioną „prawdę” ulicy. Ale teraz, kiedy już ci straszni mieszczanie (a z nimi cały świat) wiedzą, że Szwecja to nie raj na ziemi, to nie widzę najmniejszego powodu, żeby ciągle tę prawdę o rzeczywistości wykrzywiać w stronę mroku. Gdyby wierzyć książkom o Wallanderze (a tym bardziej serialowi), to Skania byłaby niemal tak niebezpieczna jak hrabstwo Midsomer (to od inspektora Barnaby’ego Caroline Graham), a do tego mniej sympatyczna. To „przemracznianie” realiów jest zresztą ostatnio bardzo modne — z tego powodu nie byłam na przykład w stanie czytać serii Breslau Krajewskiego. Z czego wynika, że Mankella „refleksji o patologiach nękających szwedzkie społeczeństwo” (cytat z okładki) też nie kupuję w stu procentach. Owszem — obserwacje procesów są trafne, ale podane zupełnie niestrawnie.

I znowu wyszło, że o pozytywach jest maciupki akapicik, a o wadach cały wielki akapit. To jeszcze trochę o pozytywach: naprawdę świetnie się Mankella czyta, jeśli skupia się on na działaniu bohaterów a nie na myśleniu. Dawno nie czytałam niczego napisanego tak krystalicznie czysto (to strasznie ciężko wyjaśnić, starałam się wcześniej, chodzi mi o prostotę środków użytych do opisów) jak te fragmenty. Bardo podoba mi się też maniera powtarzania po wielekroć daty. Prawie każda „cząstka” powieści kończy się albo zaczyna (albo i to, i to) podaniem daty, dnia tygodnia i godziny. Co zaskakujące, wcale to nie irytuje, a za to pozwala łatwiej połapać się w czasie. No i czyta się to naprawdę szybko, nawet jeśli trudno się emocjonować zagadką kryminalną.

Ogólnie polecam Piątą kobietę wszystkim, którzy lubią skandynawskie kryminały, a reszcie tylko wtedy, jeśli chce sprawdzić „z czym się je” Mankella. Nie wiem czy to jego najlepsza czy najgorsza książka, bo nie mam porównania z innymi, ale na pewno to bardzo przyzwoity kryminał, nawet jeżeli z rodzaju, za którym nie przepadam. Ale to ja — inni mogą go uwielbiać.

Moja ocena: 6/10

Reklamy

5 thoughts on “Henning Mankell „Piąta kobieta””

  1. Ja akurat należę do osobników zachwycających się Mankellem [i coraz bardziej podziwiających skandynawskie kryminały].
    Mimo wszystkich Twoich zastrzeżeń do „Piątej kobiety” – może warto jeszcze zaryzykować spotkanie z komisarzem z miasta Ystadt?
    Pozdrawiam

    1. Jak mi wpadnie w ręce, to uciekać nie będę, ale czynnie szukać też nie zamierzam. Ale szansa wpadnięcia w ręce jakaś jest, bo gdzieś w domu powinny jakieś mężowe Mankelle jeszcze leżeć.

  2. Mankell i jego Wallander to instytucja ;D Gralo go juz tez kilu aktorow. Ty masz na fotce Laasgårda czyli tego dla mnie najprawdziwszego Wallandera. W ogole to jakos to bardzo szwedzko u Ciebie, wiec jakos poczulam sie tu jak w domu od razu ;D
    Odgrazam sie, ze bede tu zagladac 😉

    1. Dla mnie bardziej prawdziwy jest chyba Krister Henriksson, ale Laasgård grał akurat w Piątej kobiecie, to poszedł do notki.

      Co do odgrażania — będę trzymać za słowo. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s