Książki Ysabell

Lekturnik, czyli blog poczytny

Posty oznaczone jako ‘Terry Pratchett’

Zapowiedzi i inne drobiazgi

Posted by Ysabell w dniu 15 Maj 2011

Nie udało mi się w tym roku dotrzeć na Targi Książki do Warszawy, co więcej, nie kupiłam w ten weekend ani jednej książki. A ponieważ nałogi mają swoje prawa, musiałam zrobić cokolwiek, co wiązałoby się z kupowaniem czy oglądaniem nowych książek. I stąd właśnie post o zapowiedziach wydawniczych. Po Targach i Dniu Książki wydawnictwa jak zwykle biorą głębszy oddech i rynek trochę zwalnia, ale mimo tego udało mi się znaleźć sporo bardzo interesujących pozycji. Mam nadzieję, że zaciekawią one jeszcze kogoś.

1. Oliver Sacks

Zysk i S-ka kontynuuje wydawanie książek Olivera Sacksa w nowej serii. Po Człowieku, który pomylił swoją żonę z kapeluszem, Antropologu na marsie i Muzykofilii w czerwcu  szykuje nam się nowe wydanie Przebudzeń, a we wrześniu Oko umysłu.

“Przebudzenia”

Wydawca: Nowe wydanie książki wybitnego angielskiego neurologa i psychiatry, który w swoich badaniach zajmuje się chorobami psychicznymi czy rekonwalescencją chorych po śpiączkowym zapaleniu mózgu, która jest tematem Przebudzeń.
Sacks z wyjątkową wnikliwością analizuje stan umysłu swoich pacjentów, jak i naturę choroby. Na kanwie książki powstał głośny film z Robertem de Niro i Robinem Williamsem.

Ja: Film filmem, ale Przebudzenia to chyba druga najbardziej znana książka Sacksa, zaraz po  Człowieku, który pomylił swoją żonę z kapeluszem. O leczeniu ludzi pozostających w stanie śpiączki (po epidemii zapalenia opon mózgowych) od kilkudziesięciu lat. Kiedyś czytałam, choć źródła nie pomnę, że to właśnie ta książka (film?) i występujący w terapii lek L-DOPA (L-3,4-dihydroksyfenyloalanina) były inspiracją nazewniczą dla grupy muzycznej El Dupa. Ja miałam okazję czytać tylko fragmenty pierwszego wydania, a na pewno bardzo chciałabym mieć tę książkę na własność.

Wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie planowane na 7 czerwca 2011, informacja ze strony wydawcy.

“Oko umysłu”

Wydawca: W Oku umysłu Oliver Sacks przedstawia historie ludzi, którzy radzą sobie w świecie i komunikują się z innymi, choć częściowo utracili albo pewne umiejętności intelektualne, przez wielu z nas uważane za nieodzowne, albo zdolność postrzegania zmysłowego. Pisze więc o ludziach tracących na przykład mowę, umiejętność rozpoznawania twarzy, zdolność postrzegania trójwymiarowej przestrzeni, umiejętność czytania lub zmysł wzroku. Wszyscy oni stają przed wyzwaniem polegającym na konieczności dostosowania się do zupełnie odmiennego istnienia w świecie.
Oto Lilian, pianistka, która traci umiejętność czytania nut i powoli przestaje rozpoznawać nawet codzienne przedmioty, lub neurobiolog Sue, która nigdy nie widziała w trzech wymiarach, aż nagle — gdy jest już po pięćdziesiątce — zaczyna widzieć stereoskopowo.
I Pat, która po latach izolowania się staje się osobą otwartą i towarzyską, mimo że ma afazję i nie potrafi wypowiedzieć nawet jednego zdania, albo Howard, płodny prozaik, który musi odkryć, jak kontynuować życie pisarza po utracie umiejętności czytania przez udar.
I wreszcie sam Oliver Sacks, który opowiada własną historię niepokojących skutków utraty zdolności widzenia jednym okiem przez nowotwór błony naczyniowej gałki ocznej.
Sacks analizuje niezmiernie dziwne paradoksy, pisze więc o ludziach, którzy doskonale widzą, ale nie rozpoznają własnych dzieci, albo o niewidomych, którzy nagle zaczynają widzieć znacznie lepiej od innych lub dosłownie uczą się czytać za pomocą języka. Rozważa także kwestie bardziej zasadnicze, a więc to, w jaki sposób widzimy i myślimy, na ile istotne są nasze wewnętrzne obrazy i dlaczego dzieje się tak, że choć pismo istnieje tylko pięć tysięcy lat, ludzie wykazują powszechną, jakby wrodzoną, zdolność do nauczenia się czytania.
Oko umysłu to świadectwo złożoności wzroku, mózgu oraz potęgi kreatywności i adaptacji. Książka ta pozwala w całkowicie nowy sposób spojrzeć na kwestie języka i komunikacji, gdy próbujemy sobie wyobrazić, jak można patrzeć czyimiś oczyma, a raczej czyimś umysłem.

Ja: Mam nadzieję, że Zysk ma zamiar wydać po polsku wszystkie książki Sacksa, bo ja mam zamiar je kupić. Nawet mimo faktu, że Muzykofilię przekładał Jerzy Łoziński, do którego (jako tłumacza) nie mam ani grosza zaufania. Zresztą właśnie przez tłumacza nie przeczytałam jej jeszcze od deski do deski. Może Oko przełoży ktoś inny. A jeżeli nie, to najpierw bardzo uważnie wczytam się w Muzykofilię, a potem pewnie i tak kupię Oko umysłu. Bo Sacksa warto czytać.

Wydawnictwo Zysk i S-ka, wydanie planowane na wrzesień 2011, informacja ze strony wydawnictwa.

2. Jonasz Kofta “Co to jest miłość. Wiersze i piosenki zebrane”

Wydawnictwo: Pierwsze pełne wydanie twórczości Jonasza Kofty.
Każdy jego wiersz mógł stać się od razu przebojem. Jonasz Kofta (1942–1988) był, obok Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego, jednym z największych poetów polskiej estrady. Do jego najbardziej znanych wierszy należą: „Jej portret”, „Śpiewać każdy może”, „Pamiętajcie o ogrodach”, „Kwiat jednej nocy”, „Buba”, „Wakacje z blondynką”, „Autobusy zapłakane deszczem” czy „Samba na jedną nutę…”.
Niniejsza książka jest pierwszym z trzech tomów utworów zebranych Jonasza Kofty, którego twórczość literacka do tej pory jeszcze nigdy nie została zebrana i wydana w całości. Otwiera ją wstęp przyjaciela Kofty – Ryszarda Marka Grońskiego. Niektóre z wierszy zostały odnalezione w archiwum Autora i będą publikowane po raz pierwszy.

Ja: Jonasz Kofta już od wielu lat jest jednym z moich ukochanych poetów powojennych, więc informacja o wydaniu jego utworów zebranych wzbudziła u mnie niemal euforię. 488 stron Kofty to niemal spełnienie marzeń, a przecież to tylko pierwszy z trzech tomów… Z informacji na stronie Fundacji Jonasza Kofty wynika, że pierwsze dwa tomy będą zawierały wiersze i teksty piosenek, a trzeci wszystko inne, czyli m.in. sztuki teatralne, musicale i słuchowiska radiowe. Pisałam już, że nie mogę się doczekać?

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, wydanie przewidziane na 24 maja 2011 (według informacji ze strony wydawnictwa), w co nie do końca chce mi się wierzyć (bo nawet okładki jeszcze nie ma), ale pomarzyć można.

3. Terry Pratchett “W północ się odzieję”

Wydawca: Kiedy ludzie zwracają się przeciw czarownicom, cierpią niewinni.
Tiffany Obolała jest czarownicą. Bardzo się stara, pomagając mieszkańcom Kredy. Nawet jeśli jej praca obejmuje głównie bandażowanie nóg i ma niewiele wspólnego z… no… magią. I utrudnia sen.
Ale gdzieś, kiedyś istniał splątany kłąb zła i pogardy, nienawiści i wrogości. Teraz się przebudził. Budzi też dawne opowieści, te o złych, starych czarownicach. I nagle Tiffany nie jest już taka pewna, czy postępuje słusznie. A jej mali sprzymierzeńcy – waleczni Nac Mac Feeglowie – tylko wszystko komplikują. Sytuacja powinna się poprawić, kiedy Tiffany wreszcie porządnie się wyśpi. Ale wcale się nie poprawia.
I wkrótce stanie się o wiele, wiele gorsza…

Ja: Kolejny tom przygód Tiffany (nie Akwili!), w kanonicznym tłumaczeniu Piotra W. Cholewy. I chociaż za tą dziecięcą serią specjalnie nie przepadam, to “niespecjalnie” w przypadku Pratchetta oznacza dla mnie “na pewno kupię i przeczytam”. Mam zresztą w planach dokupienie dwóch pierwszych części cyklu (Wolni Ciut Ludzie i Kapelusz pełen nieba) w porządnym przekładzie, a potem przeczytanie całości raz jeszcze. Niesamowicie się cieszę, że Prószyński zdecydował się na wydanie dziecięcych książek Pratchetta (serii o Tiffany i Maurycego) w tłumaczeniu Cholewy.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, wydanie planowane na 17 maja 2011, informacja ze strony wydawnictwa.

4. Sławomir Mrożek i Stanisław Lem “Listy”

Wydawca: Dwaj wielcy pisarze. Dwie odmienne osobowości, dwa różne temperamenty. Wydawać by się mogło, że Stanisława Lema ze Sławomirem Mrożkiem niewiele łączyło. Okazuje się jednak, że pisarze przez wiele lat byli przyjaciółmi i pisali do siebie arcyciekawe listy. Nie tylko o literaturze, nie tylko o wielkiej polityce, ale i o czymś tak przyziemnym jak… samochody, których byli wielkimi miłośnikami. Mnóstwo w tej korespondencji ironii, słownych gier i żartów.
Opublikowanie listów Stanisława Lema i Sławomira Mrożka to wydarzenie kulturalne najwyższej rangi. Książka, wzbogacona o liczne fotografie, rzuca nowe światło na twórczość pisarzy i czasy, w których przyszło im żyć.

Ja: Uświadomiłam sobie niedawno, że bardzo lubię czytać zbiory listów. Oczywiście jeżeli są to listy osób, które warto czytać, a do takich właśnie osób należą niewątpliwie i Lem, i Mrożek. Biorąc pod uwagę, że twórczość obu chętnie czytuję, obu też cenię za inteligencję i poczucie humoru, spodziewam się uczty literackiej. I muszę uważniej rozejrzeć się po już wydanych listach. Na pewno czeka na mnie wiele perełek.

Wydawnictwo Literackie, wydanie planowane (według strony wydawnictwa) na maj 2011 lub (według księgarni Gandalf) na 20 czerwca 2011. W tym wypadku skłonna jestem wierzyć raczej Gandalfowi.

5. Wznowienia, kolejne wydania

Poza wspomnianym wcześniej Sacksem (Przebudzenia), znalazłam w planach wydawniczych wiele innych ciekawych wznowień. Bardzo się cieszę, że coraz więcej wydawnictw decyduje się na wznowienia ciekawych książek, których już praktycznie nie da się kupić. Dość wspomnieć jak monstrualne ceny osiągał na Allegro Dom Sióstr Charlotte Link zanim został niedawno wznowiony przez wydawnictwo Sonia Draga.

W najbliższym czasie czeka nas wznowienie świetnej fabularyzowanej biografii Michała Anioła autorstwa Irvinga Stone’a. Udrękę i Ekstazę wznawia wydawnictwo Muza. I chociaż bardziej mnie ostatnio ciągnie do Opowieści o Darwinie tego samego autora (i jeżeli coś będę chciała kupić, to pewnie zdecyduję się na Darwina), to pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie kiedyś Udręka i ekstaza. mam nadzieję, ze Muza ma zamiar dalej wydawać książki Stone’a, bo na kilka z nich czekam z ciekawością. Może jest szansa, że doczekam polskich wydań They Also Run i Men to Match My Mountains.

Znak z kolei przygotowuje trzecie już wydanie Białych Zębów Zaddie Smith. Żadnej książki Smith jakoś nie udało mi się jeszcze przeczytać, a bardzo mam ochotę. Chciałam zacząć przygodę z jej książkami właśnie od Białych zębów i mam nadzieję, że to wznowienie mi w tym zbożnym dziele pomoże.

Poza tym Rebis przygotowuje nowe wydanie Dicka (na razie w zapowiedziach Ubik i Czy androidy marzą o elektrycznych owcach) w formie podobnej do pięknego twardookładkowego wydania cyklu Diuny Herberta. Znak z kolei przygotował już drugie wydanie Księdza Rafała Grabskiego, którego może w końcu uda mi się przeczytać, bo podobno dobry. Zresztą chyba dobrze się sprzedawał, skoro już wychodzi drugie wydanie?

6. Inne

Oprócz wznowień znalazłam w planach wydawniczych jeszcze kilka ciekawych książek, którym na pewno przyjrzę się dokładniej. Niekoniecznie od razu je kupię, ale mam kilka potencjalnie ciekawych zapowiedzi na oku.

Na recenzje Końca pieśni Wojciecha Zembatego będę popatrywać głównie ze względu na osobę autora (syn Macieja). Z drugiej strony, jeżeli wydaje to Znak,  zakładam, że książka jest przynajmniej dobra, zwłaszcza ze oni raczej nie wydają polskiej fantastyki, o ile mnie pamięć nie myli. No, zobaczymy…

Wydawnictwo Literackie wydaje już drugą książkę Harry’ego Olivera. Poprzednia jego książka  (Czarne koty i prima aprilis) podobno nie jest zła, ale nie interesowałam się nią specjalnie ze względu na średnio ciekawy dla mnie temat. Na lipiec WL zapowiada za to Kocie furtki i pułapki na myszy. Skąd się wzięły zwyczajne (i niezwykłe!) przedmioty w naszym życiu? i jeżeli recenzje tej pozycji też będą pozytywne, to na pewno się nią zainteresuję. Bardzo lubię czytać o zwykłych rzeczach i ich pochodzeniu (pamiętacie Koty w worku Kopalińskiego?).

Muza z kolei, w serii Spectrum poleca (tej, w której wyszło Tatami kontra krzesła) planuje Belgijską melancholię Orzechowskiego. Tym razem, jak sama nazwa wskazuje, o Belgii, czyli zdecydowanie bliżej moich zainteresowań. Może być bardzo ciekawie.

Co jeszcze ciekawego? Nasza Księgarnia wydaje Muminki w formie audiobooków a czyta Krzysztof Kowalewski. Muminki to jedna z moich ulubionych lektur od dzieciństwa, a w interpretacji Kowalewskiego na pewno warto będzie do nich wrócić.

Jest na co czekać.

A na koniec jeszcze w zapowiedziach WABu znalazłam trzeci tom serii “Rycerze Sycylii” (Przeklęty okręt Viviane Moore), która okazała się być serią kryminałów historycznych osadzonych w XII wieku. Czytał ktoś którąś z powieści o przygodach Hugona z Tarsu i Tankreda z Normandii? Ciekawa jestem tej serii, bo dobry kryminał historyczny jest na wagę złota. Na razie zacznę się rozglądać za recenzjami Ludzi wiatru i Dzikich wojowników.

Drobiazgi niezapowiedziowe

Na Warszawskich Targach Książki ogłoszono nominacje do tegorocznej Nike.  Pełna lista tutaj. Wydawnictwo Czarne zgarnęło w tym roku 7/20 nominacji — bardzo przyzwoity wynik., gratuluję książek. Będę trzymać kciuki za Zrób sobie raj Szczygła, ale chętnie przeczytam kilka nominowanych książek. Na razie mam apetyt na Balladyny i romanse Karpowicza (jakoś sądzę, że on wygra), Chmurlandię Bator (dopiero jak przeczytam poprzednią), Samuela Zborowskiego Rymkiewicza i Dno oka Nowickiego. No i, oczywiście, Dziennik Mrożka.

A Wy? Co typujecie, co chcielibyście przeczytać i co chcielibyście żeby wygrało?

***

Na tych samych WTK ogłoszono nominacje do Nagrody Literackiej Gdynia (pełna lista tutaj). Tym razem nie mam faworytów, a przeczytać mam ochotę głównie (poza wymienionym wcześniej Rymkiewiczem) Piątą stronę świata Kutza.

***

Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego dla najlepszego reportażu literackiego dostali w tym roku za książkę Wojna nie ma w sobie nic z kobiety autorka Swietłana Aleksijewicz, oraz tłumacz  Jerzy Czech. Komunikat jury znajduje się tutaj. Książki-laureatki nie czytałam, ale zasłyszane opinie były różne, zdecydowanie nei tylko pozytywne. A Wam jak się podobała?

***

Czytelniczo mój maj dopiero teraz się “prostuje”, wcześniej albo nie miałam weny, a kiedy ją odzyskałam trafiłam na ksiażkę, którą czytałam smakując każde słowo (Pokój z widokiem, szczerze polecam), więc przyjemnie ale powoli. Lubię i takie lektury, ale tylko co jakiś czas. Teraz znowu mam napęd do czytania i z niego korzystam.

A wy wolicie czytać szybko i dużo, czy powoli i uważnie?

***

Miałam jeszcze napisać kilka słów o Zbrodni w błękicie, moim czytaniu serii “Koliber” i wspomnieć ostatnie nabytki książkowe  ale to już chyba kiedy indziej. Co za dużo to nie zdrowo.

Opublikowany w Inne | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 34 »

Terry Pratchett “Niewidoczni akademicy”

Posted by Ysabell w dniu 16 Kwiecień 2010

Tytuł: Niewidoczni akademicy
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginalny: Unseen Academicals
Język oryginału: angielski
Tłumacz: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2010
Wydanie: pierwsze
Seria wydawnicza: Świat Dysku
Ilość stron: 398
Cykl: Świat Dysku (33 część)

Wiedziałam, że kupię tę książkę jeszcze zanim autor wiedział, że ją napisze. To proste — bez najmniejszego wahania kupuję wszystkie powieści Terry’ego Pratchetta, które tylko pojawią się po polsku. Kupuję zbiory opowiadań, w których jest jego opowiadanie. Kupuję mapy, kompendia, terminarze i w ogóle wszystko, co powiązane jest z serią Świat Dysku. Wiem, że na tym autorze się nie zawiodę i że kolejną powieść pochłonę z taką samą radością jak wszystkie poprzednie. Zwłaszcza jeżeli tłumaczy ją Piotr W. Cholewa, którego nieustannie podziwiam za tłumaczenie Pratchetta właśnie. I właśnie to wszystko powoduje, że recenzja będzie bardzo nieobiektywna. Ale czego innego się spodziewać? Kto obiektywny dotarłby powyżej trzydziestego tomu jakiegokolwiek cyklu?

Tym razem Pratchett wziął na warsztat football. Myślak Stibbons zostaje uniwersyteckim Mistrzem Tradycji. Skrupulatny jak zawsze, odkrywa, że jeżeli Niewidoczny Uniwersytet nie wystawi własnej drużyny do gry w “kopnij piłkę” zwaną też “Rozrywką Chłopców Ubogich” magowie będą musieli ograniczyć się do trzech posiłków dziennie… Trudno znaleźć lepszy bodziec do czynu dla tego akurat towarzystwa. Zwłaszcza, że i lord Vetinari ma swoje plany odnośnie tej “nieszczęsnej gry w kopanie piłki”.

Nie powiem, że znam się na sportach drużynowych. Wszystko to, co wlatuje jednym uchem, jeszcze szybciej wylatuje mi drugim, chociaż nawet ja zdążyłam zauważyć, że to, co u nas czasem nazywane jest footballem (czyli piłka nożna), nie jest tym samym co football amerykański. Możliwe, że gdybym na ten temat wiedziała więcej Niewidoczni akademicy sprawiliby mi jeszcze więcej radości. Na pewno umknęło mi mnóstwo żartów, chociaż nawet ja wiem do kogo nawiązaniem może być profesor Bengo Macarona z Genoi (roczna wymiana za profesora Prawicza), który jest zdecydowanie najlepszym graczem Unii Uniwersyteckiej.

Jednak piłka nożna nie jest jedynym, a może nawet nie głównym tematem Niewidocznych akademików, tak samo jak magowie nie są głównymi bohaterami książki. Tym razem dowiemy się kto rządzi uniwersytecką nocną kuchnią, poznamy pracę uniwersyteckich ściekaczy (dobrze ścieknięte świece to podstawa w zawodzie maga), zobaczymy jak rozwija się dyskowy odpowiednik mody (to cóż, że dla krasnoludów?), przeczytamy trochę o nowych technologiach (mikrokolczuga) i dowiemy się czegoś więcej o przynajmniej jednej dyskowej rasie, o której nie było wiele wiadomo.

Główni bohaterowie to Glenda i Juliet pracujące w nocnej kuchni, oraz Trevor i pan Nutt, pracujący w piwnicach Niewidocznego Uniwersytetu jako (głównie) ściekacze. Glenda jest porządną i odpowiedzialną dziewczyną, która opiekuje się piękną Juliet, Trev jest synem najsłynniejszego gracza w piłkę — Dave’a Likely’ego, a pan Nutt jest goblinem. Prawdopodobnie. Jest też wybitnie inteligentny, wykształcony i niesamowicie silny. Ale stara się nie wyróżniać. Niewidoczni akademicy są więc (poza footballem) o inności, tolerancji, strachu przed nieznanym, dziedziczeniu, wychowaniu, czyli — najkrócej rzecz ujmując — o tym, czy nikt nic nie poradzi na to, jak został stworzony i czy lampart może zmienić swoje cętki.

Dwóch bohaterów trzecio(lub dalej)planowych zasługuje moim zdaniem na wyróżnienie: po pierwsze doktor Hix — szef katedry komunikacji post mortem, który zgodnie ze statutem uczelni jest oficjalnie złym człowiekiem; po drugie niejaki Pepe, który prawdopodobnie jest krasnoludem (przynajmniej teraz), a poza tym pomocnikiem niejakiej madame Sharn, oraz najbardziej wyluzowaną istotą na Dysku.

Jak można zauważyć — podobało mi się. Z pewnością nie jest to najlepsza część cyklu, ale też zdecydowanie nie najgorsza. Przy Niewidocznych akademikach bawiłam się lepiej niż przy (poprzednim) Świecie finansjery. Z pewnością nie jest to dobra książka na rozpoczynanie znajomości z cyklem Świat Dysku. Za dużo tu postaci, które czytelnik powinien choć odrobinę kojarzyć z poprzednich tomów:  Bagaż, lady Margolotta z Uberwaldu, dolny król Rhys, Vimes, Angua, William de Worde — wszyscy oni pojawiają się tylko na chwilę i czytelnik, który nie kojarzy ich z wcześniejszych książek może mieć czasami problemy ze zrozumieniem o co chodzi w takich momentach. Trudno mi więc tę książkę komuś konkretnemu polecać — ci, którzy wiernie czytają serię na pewno po nią sięgną, a ci, którzy Świata Dysku nie znają powinni raczej zacząć od wcześniejszych części. Mogę tylko powiedzieć, że mnie się bardzo podobało.

Moja ocena: 8,5/10

Od dłuższego czasu czytam Pratchetta z ołówkiem w ręku i zaznaczam co ładniejsze fragmenty.  Stąd garść cytatów:

W dowolnej organizacji dobrze znany jest fakt, że aby wykonać jakieś zadanie, należy je zlecić komuś, kto już jest bardo zajęty. [26]

— Ależ narobiłeś tego gówna, mały — stwierdził z sympatią.
Nutt znowu się zawahał. A potem odezwał się bardo ostrożnie:
— Mimo odniesienia skatologicznego, z aprobatą wyraża się pan o dużej choć nieokreślonej precyzyjnie liczbie świec, które ścieknąłem dla pana?
— Rany, co ty zasuwasz, Gobbo?
Nutt gorączkowo szukał akceptowalnego tłumaczenia.
— Jest dobrze? — spróbował. [35]

Zadziwiające, myślał, jak ludzie kłócą się z liczbami, mając za podstawę jedynie przekonanie, że “to nie może być poprawne”. [42]

Myślak brnął dalej, bo kiedy człowiek skoczył już z urwiska, jego jedyną nadzieją jest apel o abolicję przyciągania. [45]

— Jako mag muszę przypomnieć, że słowa mają moc.
— Jako polityk muszę zaznaczyć, że już to wiem. [57]

— Skąd wiem, że można panu wierzyć? — zapytał urwis.
— Nie mam pojęcia — wyznał Ridcully. — Subtelne funkcje mózgu dla mnie też są zagadką. Ale cieszę się, że tak uważasz. [61]

Prawda jest kobietą, albowiem prawda to piękno, a nie przystojność. [63]

— Zebrałem kilka egzemplarzy i przetestowałem je na typowych obiektach.
— Na studentach? — upewnił się Ridcully.
— Tak jest. [130]

A teraz, jeśli w ciągu dziesięciu sekund nie opuścicie mojego gabinetu, każę wam płacić czynsz. [187]

Rincewindzie, poinformowałeś mnie kiedyś, ku mojemu nieustającemu zdumieniu, że nie znałeś swojej matki, ponieważ uciekła przed twoim urodzeniem. [190]

Ma doktoraty z Unki, QIS i z Chubbu, łącznie trzynście, jest wizytującym profesorem w Rospyepsh, cytowanym w dwustu trzydziestu sześciu pracach oraz, ehm, jednym wniosku rozwodowym. [191]

— Ja sam? — przeraził się Myślak. — Przecież mam mnóstwo pracy!
— Niech pan to komuś zleci!
— Wie pan, że fatalnie lecę sobie ze zlecaniem.
— To niech pan zleci zlecanie komuś, kto jest w tym dobry! [197]

Policjanci potrafią tak akcentować słowo “sir”, jakby naprawdę mówili “ty fałszywy draniu”. [349]

Opublikowany w Proza | Otagowane: , , , , , | Komentarzy: 11 »

Terry Pratchett “Dysk”

Posted by Ysabell w dniu 11 Kwiecień 2010

Tytuł: Dysk (Warstwy wszechświata)
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginalny: Strata
Język oryginału: angielski
Tłumacz: Jarosław Kotarski
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 1999
Wydanie: pierwsze (w nowym tłumaczeniu)
Ilość stron: 217

Przyrzekałam recenzję pratchettowego Dysku już dawno, ale tak to już jest, że jak się coś napisze, to później same kłody się pod nogi walą i z dotrzymywania przyrzeczeń wychodzą nici. Ale minęło już trochę czasu, we środę byłam w antykwariacie i zupełnie przy okazji dokupiłam sobie dwie części Świata Dysku, pożyczone komuś na wieczne nieoddanie. A wracając do domu tak sobie zajrzałam do jednej z nich… I wiecie jak jest, jestem już po lekturze obu, a przy okazji mam świetną okazję do napisania recenzji Dysku, który co prawda teoretycznie nie ma nic wspólnego z serią Świat Dysku, ale jednak…

Mamy wysoko rozwiniętą technologię, świat (a raczej wszechświat) w którym Kompania buduje od podstaw nowe planety (rozpoczynając od jądra i kładąc od razu wszystkie warstwy skał, wraz ze skamieniałościami), żeby ludzie mieli szansę przetrwać w kosmosie, bo mają z tym problem nawet pomimo tego, że technologia pozwala im przedłużać życie niemal w nieskończoność. Zresztą we wszechświecie są nie tylko ludzie, poznamy kungów (cztery ręce, nieco żabia uroda i temperament podejrzliwego berserkera), shandów (koło trzech metrów wysokości, wdzięk niedźwiedzia i dwa morsie kły, a do tego specyficzne zwyczaje żywieniowe), a nawet zobaczymy ehfta (duży kudłaty dzwon podskakujący na jednej nodze).

Główna bohaterka, Kin Arad (człowiek), jest specjalistką od budowy planet. Przez 210 lat życia miała dość czasu, żeby dowiedzieć się o nich wszystkiego. Kiedy więc dowiaduje się, że istnieje gdzieś we wszechświecie płaska planeta w kształcie płaskiego dysku, zupełnie w to nie wierzy. Ale wie dobrze, jak będzie żałować, jeśli nie poleci sprawdzić.

Taki jest punkt wyjścia tej książeczki (trochę ponad 200 stron, a czyta się jakby było jeszcze mniej), w której z wielką radością dostrzegałam wszystkie znane (i kochane) cechy pisarstwa Terry’ego Pratchetta i z jeszcze większą radością znajdowałam nawiązania do serii Świat Dysku (są tam, są. Nawet bar, w którym spotyka się dwoje bohaterów nazywa się “Pod Rozbitym Bębnem”. To że znajduje się na stacji orbitalnej jest tylko szczegółem), którą szczerze uwielbiam. W książce czeka nas jeszcze zwiedzanie obcych planet (w tym jednej świeżo wybudowanej i jednej całkowicie nieprawdopodobnej), eksploracja “dysku” i poznanie największej tajemnicy wszechświata — tak w skrócie można przedstawić fabułę. Poza nią jest też sporo humoru, mnóstwo nawiązań do naszej historii i dawnych wierzeń, podań i legend i kilka rzeczy skłaniających do zadumy.

Dysk podobał mi się bardziej niż Ciemna strona słońca (chociaż nie ma tak twardzielskiego tytułu…). A właśnie, a propos tytułu, poprzednie tłumaczenie tej książki (Almpress, 1992) nosiło tytuł Warstwy wszechświata, a oryginał nazywa się Strata. To takie przypomnienie w celu uniknięcia tytułowego zamieszania. Nie wiem czy tamto tłumaczenie było lepsze czy gorsze. Pan Jarosław Kotarski poradził sobie nieźle, ale (oczywiście) nie tak genialnie jak Piotr W. Cholewa w dyskowej serii.

Warto przeczytać, chociaż nie polecam raczej tej książki komuś, kto chciałby przekonać się z czego wynika fenomen Pratchetta. Chyba, że ktoś ma ciężki uraz do fantasy, a science fiction mu nie przeszkadza (wtedy warto spróbować Dysku, żeby wiedzieć czy opłaca się przełamywać i czytać Świat Dysku). Choć, tak jak to pisałam przy Ciemnej stronie słońca, w żadnym wypadku nie można zaliczyć tej książki do ciężkiego, twardego SF. W najlepszym wypadku jest ona space operą…  Można się za to z niej dowiedzieć dlaczego należy uważać na kruki i jaki napęd mają smoki. Zachęcam Was do tego serdecznie, nawet jeśli nie jesteście młodzieżą.

Moja ocena: 6,5/10

PS. Jak oceniam Dysk w porównaniu z serią Świata Dysku? Inaczej. Jak dla mnie książka ta jest słabsza od większości tamtej serii, ale miałam wrażenie, że jest w niej zdecydowanie więcej “tamtego” Pratchetta niż w Ciemnej stronie słońca. No i można w Dysku szukać motywów (i nazw) wykorzystanych potem w serii.

Opublikowany w Proza | Otagowane: , , , , , , | 1 komentarz »

Kwietniowe zapowiedzi

Posted by Ysabell w dniu 1 Kwiecień 2010

I znowu zamiast siąść do recenzji Dysku zaczęłam zupełnie nieodpowiedzialnie czytać zapowiedzi wydawnicze na ten miesiąc. Wszystko przez to, że podczas wczorajszej wizyty w księgarni (jestem bogatsza o dwie antykwaryczne Anie i  Deja Dead Kathy Reichs) wzięłam sobie do przejrzenia foldery Bellony i Prószyńskiego. A potem tylko chciałam zajrzeć na kilka innych stron, żeby sprawdzić co u nich… A trochę tego jest, w tym nawet kilka, które mnie zainteresowały. Tym razem wyliczanka ma 9 pozycji. Bardzo jestem ciekawa co z tego sobie kupię…

1. Terry Pratchett “Niewidoczni akademicy”, Prószyński i S-ka

Wydawnictwo: Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy – niezależnie od wieku i statusu społecznego – przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…

Ja: Po prostu dlatego, że Pratchett poniżej pewnego poziomu nie schodzi, a ja go uwielbiam w każdym nieomal przejawie. Podobno fani Pratchetta dzielą się na tych, którzy wolą jego wcześniejsze książki i na tych, którzy wolą późniejsze. Ponieważ zdecydowanie zaliczam się do tych drugich, to z niecierpliwością czekam na możliwość przeczytania, co też autor napisze o footballu? Kino, rock, hipermarkety, pocztę (i wiele innych) już opisał i ogromnie mi się to podobało. Zdecydowane najważniejsza dla mnie nowość tego miesiąca.

2. Monika Szwaja “Zupa z ryby fugu”, Sol

Wydawnictwo: Ryba fugu jest bardzo smaczna, ale jeśli będziemy obchodzić się z nią nieostrożnie – możemy otruć siebie i współbiesiadników. Na śmierć. Podobnie z naszym życiem. Jest ono jak potrawa dla inteligentnych. Trzeba zawsze myśleć o tym, co robimy, jakie decyzje podejmujemy – choćby targały nami szekspirowskie zgoła emocje – inaczej może się tak zdarzyć, że ktoś (my sami?) zapłaci wysoką cenę za nasz brak rozwagi. Kobieta chce mieć dziecko – czy to zbyt wielkie żądanie? Chce być matką – czy jest w tym coś złego? Wykorzystuje możliwości, które daje współczesna nauka – po to jest nauka! W pewnym momencie jednak schodzi z bezpiecznej ścieżki – emocje wzięły górę, rozum zasnął, obudziły się upiory. Kobieta podejmuje decyzje, nie licząc się z nikim. Ważne jest tylko osiągnięcie celu. Młoda dziewczyna, studentka – rozsądna, inteligentna, zrównoważona – chce studiować na mało opłacalnym kierunku, dla własnej satysfakcji teraz i w przyszłości. Jest osamotniona w swoich dążeniach, rodzice widzieliby ją na bardziej praktycznych studiach, a w przyszłości w rodzinnym biznesie. Dziewczyna nie ma wsparcia z ich strony. Przyjaźń kolegów z uczelni nie wystarczy na mieszkanie, jedzenie, życie. Dziewczyna podchwytuje podsunięty jej pomysł na zarobienie pieniędzy i od razu wie, że podejmuje ryzyko. Nie wyobraża sobie jednak rozmiarów tego ryzyka. Obie te młode kobiety przypominają trochę kucharza, który beztrosko bierze rybę fugu za ogon i w całości wrzuca ją do garnka z zupą. Ktoś będzie musiał zapłacić za ten brak refleksji… a cena może być wysoka.

Ja: I znowu ze względu na nazwisko autora. Lubię Szwaję za to, że pisze książki inteligentne. Owszem, są to “czytadła” i w ogóle książki dla rozrywki, ale stokroć bardziej wolę dobrze napisane i kulturalne czytadło niż badziewną książkę z przesłaniem. A czytając Szwaję mam wrażenie, że posługuje się ona podobnym kodem kulturowym, co ja. Po ludzku mówiąc, że czytała podobne książki, słuchała podobnej muzyki, oglądała podobne filmy i śmiała się z podobnych kabaretów co ja. I to wrażenie jest cudowne, więc nawet jeżeli niektóre jej książki podobają mi się bardziej, a inne mniej, to kolejne powieści jej autorstwa nadal będę kupowała w ciemno. Numer dwa na wishliście tego miesiąca.

3. Mary Ann Shaffer, Annie Barrows “Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”, Świat Książki

Wydawnictwo: Jest rok 1946. Juliet Ashton szuka tematu o nowej książki. Niespodziewanie znajduje go w liście od mieszkańca małej angielskiej wyspy Guernsey, Dawseya Adamsa, który przypadkiem kupił w antykwariacie książkę należącą kiedyś do Juliet. Nawiązują ze sobą korespondencję. Pisarkę coraz bardziej wciąga świat Dawseya i jego przyjaciół, członków niezwykłego klubu literackiego, który powstał po to, by uchronić uczestników pewnej koalicji przed aresztowaniem przez Niemców. Zafascynowana losami tych ludzi Juliet przyjeżdża na wyspę i ta wyprawa na zawsze odmieni jej życie. Wspaniała powieść w formie listów, napisana ciepło i z humorem, żywym, zabawnym językiem.

Ja: Tyle się naczytałam o tej książce na Waszych blogach, że mam ogromną ochotę sprawdzić jak mnie będzie się podobała. Bardzo lubię książki o książkach i o miłośnikach książek. Lubię też książki przybliżające realia epoki i terytoriów, których nie znam, a bądźmy szczerzy: dziś książki dziejące się w trakcie drugiej wojny światowej, to książki historyczne… Ostrzę sobie na Stowarzyszenie zęby i mam wielką nadzieję, że mnie nie zawiedzie. Numer trzy tegomiesięcznej listy. Dalej już ciągnie się “peleton” — na wszystkie kolejne pozycje mam ochotę z grubsza tak samo.

4. Remigiusz Grzela “Spełniony. Marian Kociniak”, Trio

Wydawnictwo: Spełniony. Marian Kociniak – to pierwsza w Polsce książka opisująca życie aktora. Ukaże się z okazji jubileuszu 50-lecia pracy artysty, znanego z takich filmów jak: Jak rozpętałem drugą wojnę światową, Ostatnia akcja, Pan Tadeusz, Janosik i O dwóch takich co ukradli księżyc. Od początku swojej bogatej kariery artystycznej, na którą składa się 150 ról teatralnych, 80 ról w Teatrze Telewizji i dziesiątki ról filmowych i kabaretowych, Marian Kociniak nie udzielał wywiadów. Robił to konsekwentnie. Przez pięćdziesiąt lat nie złamał milczenia. Raz tylko, podczas występów w Ameryce, udzielił wywiadu polonijnemu dziennikowi. Kociniak to bez wątpienia… rekordzista świata, który przez całe artystyczne życie związany jest angażem z jednym teatrem – Teatrem Ateneum. W książce mówi to, co czuje. Być może prowokuje do skonfrontowania z opiniami czytelników swojej prawdy o zawodzie, w którym się ukrył i któremu poświęcił całe życie. Ta odważna wypowiedź jednego z najwybitniejszych polskich aktorów nie ma jednak nic wspólnego z nauczaniem, z przekazywaniem mądrości i prawd. To opowieść o człowieku, który jest wspaniałym artystą i wartościowym człowiekiem.

Ja: Lubię Mariana Kociniaka. Lubię wywiady-rzeki. Lubię książki o aktorach. Lubię wspomnienia. Lubię też (a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie znam go najlepiej) Remigiusza Grzelę. Z tego wszystkiego wprost wynika, że jest to książka, która niemal na pewno będzie mi się podobać. Tak jak wywiad z Marianem Kociniakiem opublikowany w Zwierciadle, który był zresztą zapewne częścią tej książki. Trafiłam na nią w zapowiedziach przypadkiem i od razu sobie zanotowałam. Jeszcze kiedyś to przeczytam.

5. Kate Summerscale “Podejrzenia pana Whichera. Morderstwo w domu na Road Hill”, WAB

Wydawnictwo: Morderstwo na Road Hill wydarzyło się naprawdę. Historia ta na długi czas zawładnęła wyobraźnią Brytyjczyków, stając się inspiracją dla wielu ówczesnych autorów powieści detektywistycznych. Podejrzenia pana Whichera są szczegółową relacją z przebiegu dochodzenia, a jednocześnie ciekawym obrazem obyczajowości epoki wiktoriańskiej.
W nocy z 29 na 30 czerwca 1860 roku w rodzinie szanowanego podinspektora sieci fabryk, Samuela Kenta, dochodzi do okrutnej zbrodni – w bestialski sposób zostaje zamordowany jego trzyletni synek Saville. Z dochodzenia wynika, że mordercą był ktoś z domowników, śledztwo jednak utyka w miejscu. Gdy lokalni policjanci okazują się bezradni wobec zagadki, zostaje wezwany Jonathan Wicher, jeden z pierwszych detektywów londyńskich. Błyskotliwy i bezkompromisowy śledczy przełamie niejedno tabu i przekraczając pilnie dotąd strzeżone progi domostwa angielskiej rodziny, ujawni szokującą prawdę. Wzburzy tym opinię publiczną, która obróci się przeciw niemu i uniemożliwi doprowadzenie śledztwa do końca.
Recenzenci i czytelnicy Podejrzeń Pana Whichera doceniają imponującą ilość materiałów źródłowych oraz wierne oddanie realiów – epoki wiktoriańskiej. Fabuła wciąga i intryguje: składa się na nią wiele wersji wydarzeń i dróg mających doprowadzić do rozwikłania zagadki, dzięki czemu czytelnik zostaje wciągnięty w grę z tekstem, prowadzi intelektualną zabawę i niemal angażuje się w losy bohaterów. Recenzenci wspominają także o wierności detalom i o wyjątkowej – rodem z powieści gotyckiej – atmosferze książki Summerscale i cenią Podejrzenia Pana Whichera za ich wielopoziomowość. To jednocześnie proza obyczajowa, ukazująca społeczeństwo brytyjskie około roku 1860, historia kryminalna i reportaż na temat pracy ówczesnych detektywów, który pokazuje początki tego zawodu. Wielu czytelników przyznaje, że Podejrzenia pana Whichera oddziałały silnie na ich wyobraźnię. Najczęściej wymieniane walory prozy Kate Summerscale to: rzetelność, bogactwo zebranego materiału i psychologiczna wiarygodność postaci.

Ja: Mam wrażenie, że o tej książce czytałam już jakiś czas temu. Dzisiaj natknęłam się na nią wśród zapowiedzi WABu i przypomniałam sobie, że już wtedy mnie zainteresowała. Zawsze zazdrościłam anglikom crime nonfiction, tej tradycji opowiadania o słynnych zbrodniach i procesach, spierania się o to, kto tak naprawdę zabił, czy wyrok sądu był sprawiedliwy itd. Doktor Crippen, Marie Lafarge, Lizzie Borden byli na językach ludzi przez wiele lat, na długo po tym, jak zapadł wyrok. Ja otarłam się o te historie przy okazji lektury Thorwalda i bardzo chętnie pogłębię swoją wiedzę, zwłaszcza, że to ponoś dopiero pierwszy tom serii.

6. Małgorzata Gutowska-Adamczyk “Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy”, Nasza Księgarnia

Wydawnictwo: Podczas wykopalisk na rynku w Gu­towie archeolodzy dokonują niezwykłego odkrycia. Wzbudza ono zainteresowanie córki właściciela cukierni Pod Amorem. Czy Iga rozwikła dawną rodzinną tajemnicę? Czy przepowiednia sprzed wieków naprawdę się spełniła? W poszukiwaniu odpowiedzi prześledzimy fascynującą historię rozkwitu i upadku jednego z najświetniejszych mazowieckich rodów.
Zajezierscy to pierwsza część trzytomowej sagi o Gutowie.
Autorka opisuje losy kilku pokoleń kobiet (i ich mężczyzn) w malowniczej scenerii dziewiętnastowiecznych dworków oraz współczesnej prowincji. Znakomicie oddaje koloryt epoki, zarówno jeśli chodzi o realia życia codziennego, jak i przełomowe wydarzenia historyczne. Przeplata przeszłość z teraźniejszością, tworząc niepowtarzalną opowieść o silnych kobietach, ich marzeniach i namiętnościach oraz wytrwałym dążeniu do wyznaczonych celów.

Ja: Nic nie wiem o tej książce. Nie znam żadnej poprzedniej książki tej autorki. Nie mam pojęcia czy by mi się podobała. Ale zapowiedź mnie zainteresowała i będę uważnie się rozglądać za recenzją, a przy okazji wizyty w księgarni chętnie rzucę okiem i przeczytam jakiś urywek, żeby poznać styl autorki i jakość wydania. A może będzie warto? Lubię sobie czasem tak strzelić na ślepo. Czasem nawet trafiam.

7. Glen Cook “Księgi południa”, Rebis

Wydawnictwo: Kiedy umiera nadzieja, pozostaje przetrwanie. I wciąż jest jeszcze Czarna Kompania. Po wyniszczającej bitwie pod Wieżą Uroku, Konował, chcąc odnaleźć zaginione Kroniki, prowadzi resztki towarzyszy na południe. Tu jednak natrafiają na nowego wroga – Władców Cienia – przerażające istoty, nurzające się w mroku i rozpaczy. W starciu z nimi Kompania ponosi straszliwą klęskę. Pani, jedna z nielicznych ocalałych, zdecydowana pomścić braci i pokonać Władców, zbiera nową armię. Tymczasem ci spośród Kompanii, którzy poszli inną drogą – Milczek, Kruk, Puplika – muszą ponownie stawić czoło duchowi Dominatora, którego ktoś próbuje wciąż oswobodzić. Zebrane w jednym tomie kolejne trzy części serii, która zrewolucjonizowała fantasy.

Ja: kolejne trzy tomy kronik Czarnej Kompanii. Przyznaję, ze do pierwszych trzech w ogóle nie zajrzałam, dlatego też nie zamierzam na razie kupować kolejnych. Ale mam ciągle nadzieję, że niedługo przeczytam Kroniki Czarnej Kampanii i jeszcze większą nadzieję, ze mi się spodoba i będę chciała kupić tom drugi. Poza tym okładka jest przepiękna — przynajmniej porównując ją z okładką Kronik Amberu z Zysku…

8. M. Gigi Durham “Efekt Lolity”, Prószyński i S-ka

Wydawnictwo: Popkultura i atakująca zewsząd reklama wpajają młodym dziewczynom i chłopcom pięć fałszywych mitów dotyczących seksu i seksualności:

  • Dziewczyny nie wybierają sobie chłopców, to chłopcy wybierają dziewczyny – ale tylko te, które są sexy;
  • Istnieje tylko jeden obowiązujący model “bycia sexy”;
  • Dziewczyny muszą się starać osiągnąć ten ideał;
  • Im młodsza dziewczyna, tym bardziej seksowna;
  • Przemoc w seksie jest “hot”.
Owe 5 mitów składa się na efekt Lolity. Tak autorka nazywa zespół zjawisk w mediach, który podkopuje u dziewczyn pewność siebie, usprawiedliwia uprzedmiotowienie kobiet i po cichu prowadzi do przestępczych zachowań w sferze seksualnej. W “Efekcie Lolity” dr M. Gigi Durham proponuje nowe podejście i konkretne rady, które dadzą dziewczynom siłę i pewność siebie, potrzebne, by podejmować odpowiedzialne decyzje na polu własnej seksualności.

Ja: Troszkę ze względu na studia, troszkę ze względu na zainteresowania zawodowe, a troszkę na prywatne, koniec końców książka mnie zainteresowała. Bardziej jestem ciekawa przemyśleń teoretycznych niż części poradnikowej, ale mam nadzieję, że i z poradnika coś ciekawego zdołam dla siebie “wyciągnąć”. Na pewno kiedyś w księgarni przejrzę.

9. Mary Roach “Bzyk”, Znak

Wydawnictwo: Mary Roach znów wściubia nos tam, gdzie wszyscy by chcieli zajrzeć, ale się wstydzą. Szeroko otwiera zazwyczaj zamknięte drzwi, za którymi są prowadzone fascynujące badania nad seksem. Gdzie tylko mogła, osobiście pakowała się naukowcom i lekarzom do gabinetów, laboratoriów i na sale operacyjne – raz jako obserwatorka i sprawozdawca, kiedy indziej jako aktywna uczestniczka ich przedsięwzięć. Nie zawahała się odwiedzić fabryki “zabawek dla dorosłych” ani nawet kochać się z mężem podpięta do ultrasonografu. Dzięki jej niepoprawnemu i pełnemu humoru podejściu do tematu poznamy najskrytsze tajemnice naszej seksualności – dowiemy się, czy kobiety mają wytrysk, jaki wpływ na płodność ma orgazm, czy masturbacja może leczyć i do czego służy “penis-kamera”. Bzyk przyniesie wiele rozrywki i ciekawych informacji tym czytelnikom, którzy będą mieli odwagę ściągnąć ją z półki w księgarni. Polecamy do wspólnego czytania w łóżku.

Ja: Co prawda zdaje się, że księgarnia Znaku już to sprzedaje, ale Merlin twierdzi, że w sprzedaży od 6 kwietnia, więc potraktuję to jako nowość. O Mary Roach mnóstwo słyszałam, bardzo chciałabym przeczytać jej Sztywniaka, trochę mniej Ducha, więc i Bzyk mnie zainteresował. Pewnie, że rozsądnie byłoby kupić najpierw jedną i sprawdzić, czy mi się spodba. Jeszcze rozsądniej byłoby ją pożyczyć… Ale kurczę w księgarni Znaku jest promocja na wszystkie trzy Roach i strasznie mnie kusi… Najwyższy czas uzupełnić swoją chcę-listę.

Opublikowany w Inne | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 11 »

Terry Pratchett “Ciemna strona słońca”

Posted by Ysabell w dniu 16 Marzec 2010

Tytuł: Ciemna strona słońca
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginalny: The Dark Side of the Sun
Język oryginału: angielski
Tłumacz: Jarosław Kotarski
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2001
Wydanie: pierwsze (dodruk)
Ilość stron: 187

Jazda pociągiem zazwyczaj sprzyja czytaniu. Przynajmniej w moim przypadku. Uwielbiam zaszyć się w przedziale ze stertą książek i jechać, jechać, jechać. Niestety tym razem wszystko sprzysięgło się przeciw mnie. Jechałam niedaleko (Łódź-Warszawa, trochę ponad półtorej godziny), w jedną stronę byłam zdenerwowana (pięć egzaminów w dwa dni), a w drugą jakieś panienki cały czas gadały (przy czym jedna z nich nie znalazła miejsca, więc stała na korytarzu, co logicznie pociąga za sobą konieczność trzymania otwartych drzwi do przedziału, które wpuszczają cały hałas z wagonu, grrrr…), więc nadzieje na przeczytanie chociaż części Źródła Mamerkusa Leszka Białego z bólem skreśliłam za oboma razami.

Ostatecznie musiałam sięgnąć po coś rozrywkowego, przyjemnego i, oczywiście, niezbyt denerwującego. Na szczęście przewidziałam taką możliwość już w domu i piątkowy wieczór upłynął pod znakiem doboru lektury. A ponieważ od kilku dni gnębił mnie apetyt na książki dla młodzieży (Broszkiewicz koniecznie… i cały cykl o Ani, to na początek najchętniej), a akurat prawie niczego tego typu nie miałam w domu, to poważnie się zastanowiłam i z drugiego rzędu wyciągnęłam rzadziej (niż Świat Dysku) czytane Pratchetty: Ciemną stronę słońca i Dysk. W drodze “tam” przeczytałam pół tej pierwszej, resztę w sobotę wieczorem wypoczywając po trzech z pięciu egzaminów…

Dom (skrót od uroczego imienia Dominikdaniel) Sabalos ma zostać Przewodniczącym i rządzić (nominalnie) całą planetą. Wszystko jednak wskazuje na to, że zostanie zabity tuż po uroczystości mianowania. Jest tylko jedna szansa na milion, żeby tak się nie stało, a Ci którzy czytają Pratchetta wiedzą, że jedna szansa na milion sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Ale raz oszukany rachunek prawdopodobieństwa (który w tym świecie nie jest dokładnie tym samym co u nas), drugi raz nie da się wykiwać i Dom będzie musiał odnaleźć planetę Jokerów (prastarej rasy, stwórców wszystkich rozumnych ras), leżącą po “ciemnej stronie słońca”. Okazuje się jednak, że mało kto chce, żeby we wszechświecie nagle pojawiła się rasa bogów — a jedyną szansą, żeby do tego nie dopuścić jest likwidacja Doma Sabalosa. A przy okazji zapewne również towarzyszącego mu robota (klasy piątej) Isaaca i phnoba Hrsh-Hgna.

Z jednej strony kolejność czytania wybrałam niesłuszną — Ciemna strona słońca została napisana sporo po Dysku i niektórzy dopatrują się w niej kontynuacji poprzedniej powieści SF Pratchetta, albo chociaż tego, że dzieją się w tym samym świecie. Na moje oko wszystko to, to tylko pobożne życzenia, a jeżeli nawet są między powieściowymi światami jakieś zbieżności, to zupełnie nie wpływa to na kolejność lektury. Za to z drugiej strony kolejność dobrałam dobrze — najpierw przeczytałam książkę słabszą, dopiero potem lepszą.

Ciemna strona słońca nie jest dziełem sztuki. To przyzwoita powieść przygodowa z motywami filozoficznymi i socjologicznymi z jednej strony, ale i przyjemną akcją i zagadkami z przeszłości (i teraźniejszości) z drugiej. Powiedziałabym: książka dla młodzieży, ale cholera wie, czy dzisiejsza młodzież ma taki sam gust jak ja w okolicach liceum (czy może nawet podstawówki — tej ośmioklasowej). Mnie się wtedy na pewno spodobało, chociaż nawiązania do Asimova (“Jedenaste Prawo Robotyki, klauzula C z poprawką”) wyłapuję dopiero teraz. I też mi się podoba, może nieco mniej niż za poprzednim czytaniem (rozwiązanie problemu jest na tyle ciekawe, że pierwszy raz musi przynieść więcej radości niż kolejne…), ale nadal. Zwłaszcza, że poczucie humoru się Pratchettowi nie zmienia razem z realiami, o których pisze.

I jeszcze kilka ostrzeżeń: to nie jest twarde SF, już bardziej space opera, taki fantaziak w kosmosie, w którym co prawda statki kosmiczne nie robią w próżni “wziuuu!”, ale prawie. To nie jest powieść na poważnie, jest lekka nawet jak na standardy Pratchetta (raczej początki Świata Dysku niż końcówka). To książka, w której występuje inteligentna planeta (Pierwszy Bank Syriański, prawnie uznany za człowieka), będąca ojcem chrzestnym głównego bohatera…

Polecam przede wszystkim miłośnikom Pratchetta, którym skończyły się książki o Świecie Dysku. Także miłośnikom humorystycznej ale nie głupiej SF dla młodzieży. No i generalnie miłośnikom książek zabawnych, którzy nie plują na sam dźwięk słowa “fantastyka”.

Moja ocena: 6/10

PS. Dla dociekliwych do porównania przy czytaniu: The Annotated Pratchett File o Ciemnej stronie słońca: tutaj.

PS 2. A w następnym odcinku recenzja Dysku tegoż autora.

Opublikowany w Proza | Otagowane: , , , , , , | Komentarzy: 2 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 53 other followers