Książki Ysabell

Lekturnik, czyli blog poczytny

Posty oznaczone jako ‘Karel Capek’

Čapek na dziś, cz. I – Włochy

Posted by Ysabell w dniu 18 Październik 2011

Tytuł: Listy z podróży
Autor: Karel Čapek
Tytuł oryginalny: Cestopisy
Język oryginału: czeski
Tłumacz: Piotr Godlewski
Posłowie: Leszek Engelking
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2011
Seria wydawnicza: Terra Incognita
Ilość stron: 571

Listy z podróży Karela Čapka wołają do mnie od wakacji i domagają się swojej obecności na blogu. Nie mogąc już dłużej ich ignorować, postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma cytatami z tej przepięknej książki. Może kogoś te urywki przekonają do sięgnięcia po tę książkę, a moim zdaniem naprawdę sięgnąć po nią warto. Ale ja kocham Karela Čapka od dawna i mogę nie być obiektywna. Co tam “mogę nie być” — na pewno nie jestem. Stąd cytaty zamiast recenzji. A poza tym, co tu dużo mówić, mam ogromną ochotę znów ruszyć z Čapkiem do obcych krajów. Zwłaszcza, że pogoda za oknem bardzo sprzyja wycieczce do słonecznej Italii chociaż na papierze.

Dlatego dzisiaj podróż do Włoch, czyli cytaty z pierwszej części Listów… Jest rok 1923, Karel Čapek jedzie do Włoch, a tam pisze z podróży listy-felietony do Lidovych Novin. O czym pisze?

O tym co nie podoba mu się w Wenecji:

(…) 3. Nieprzebrane mnóstwo turystów (…)

5. Nowożeńcy (…)

6. Wenecjanki, ponieważ są to Rosjanki. Jedna, czarna jak diabeł, o migdałowych oczach, w tradycyjnej chuście z długimi na łokieć frędzlami i z wbitym w kok grzebieniem, najczystszy typ wenecki, który mnie niemal oszołomił, mówiła do swego kawalera: Da, da, jasnyj moj; i znów byłem o jedno złudzenie uboższy.” [9]

I co mu się podoba:

(…) 4. Jest niezmiernie przyjemnie, że nie ma tu ani jednego samochodu, ani jednego roweru, ani jednej dorożki czy wozu lub lektyki, ale za to jest 5. bardzo wiele kotów, więcej niż gołębi na placu Świętego Marka, kotów wspaniałych, tajemniczych i jasnookich, z korytarzy ironicznie spoglądających na turystów, a w nocy miauczących zadziwiającymi altami. [11]

Jak tu nie lubić człowieka, który tak pisze o kotach? Nie tylko weneckich, zresztą:

Za jedną z osobliwości Rzymu uznałbym koty na forum Trajana; jest to trawniczek poniżej poziomu ulicy, otoczony kratami; pośrodku stoi kolumna Trajana, jeden z najbardziej niedorzecznych pomników na świecie, a dookoła połamane kolumny. Na tych kolumnach naliczyłem niedawno nie mniej niż sześćdziesiąt kotów we wszelkich kolorach. Jest to wspaniały widok. Poszedłem popatrzeć na nie jeszcze w przepiękną księżycową noc; siedziały grzbietami do siebie i wrzeszczały; niewątpliwie był to jakiś obrzęd religijny. [25-26]

Są także świątynne koty, większe i bardziej opryskliwe od innych; żadnego z nich nie udało mi się pogłaskać. [59]

A opisy odwiedzanych krain, czy poetyckie, czy żartobliwe, są niesamowicie plastyczne:

W istocie region toskański jest bardzo podobny do ślicznego pejzażu w Czechach; tyle że zamiast ziemniaków rośnie tutaj winorośl, a każde wzgórze jest przepięknie ukoronowane jakimś pełnym wież miasteczkiem lub starą twierdzą. [21]

Wpływy hiszpańskie są ostatnie; pierwsze były greckie, drugie i trzecie — saraceńskie i normandzkie; renesans otarł się tylko o te tereny. Zalejcie te rozmaite czynniki kulturotwórcze olśniewającym słońcem, afrykańską glebą, mnóstwem kurzu i przepiękną roślinnością, a otrzymacie Sycylię. [31]

Umbryjski Bóg stworzył równinę, żeby rosły na niej winnice i topole, pagórki, żeby rosły na nich kędzierzawe gaje, cyprysy i samotnie, i góry, żeby na nich wyrosły miasta z etruskimi murami, gotyckimi domkami i ogromną rzymsko-romańską twierdzą. Umbryjski Bóg miał przepiękną niebieską farbę dla nieba i farbę jeszcze piękniejszą, którą pomalował dale i góry. Dlatego Umbria jest tak cudownie błękitna, najbłękitniejsza ze wszystkich krain. [47]

Pięknie zgrał mi się list z Florencji z czytanym wcześniej Pokojem z widokiem Forstera. Florencka część tej książki (która mnie podobała się dużo bardziej niż część angielska) wiele miejsca poświęcała turystom z nieodłącznym Bedekerem, a co o Florencji (w podobnych, bądź co bądź, czasach) pisze Čapek?

A we Florencji nie będę wam opowiadać o sztuce. Jest tu jej aż za dużo, w głowie od tego się kręci; w końcu człowiek gotów jest nabrać się na pamiątkę po psie, sądząc, że to fresk. [19]

Drugi rodzaj cudzoziemców trzyma się bedekera niczym tonący deski lub poszukiwacz skarbów czarodziejskiej różdżki. Niosą go oni zawsze przed sobą; a gdy zbliżają się do jakiegoś arcydzieła, bedeker wyraźnie drży w ich rękach, szybko bowiem unoszą wzrok, przelotnie przesuwają go po arcydziele i następnie półgłosem czytają, co bedeker cytuje o nim z Crowe’a i Cavalcaselli (…). Gatunek piąty to kopiści (…). Dzisiaj w Fiesole trzy naraz malowały klasztorny krużganek i cyprysy; parę kroków od nich tarzało się w trawie dziecko ze szczeniakiem, i było to tak piękne, że zapomniałem patrzeć na te marzycielskie krużganki, jak i na “przepiękny ** widok na Florencję i na dolinę Arno” (jak prawi bedeker); ale trzy kopistki z całą powagą nadal pacykowały swoje marzycielskie krużganki i cyprysy, i ani jedna nie zdjęła okularów, by spojrzeć na ** dziecko ze szczenięciem lub przetrzeć sobie oczy. [20-21]

Czy nie podobnie jak u Forstera? Bardzo to miłe uczucie, kiedy się takie podobieństwa zaczyna w lekturach dostrzegać.

Ale przecież pisze też Čapek o sztuce i architekturze (choć nie florenckich). I pisze przepięknie na tematy, o których przecież pisać tak trudno:

W Monreale są prześliczne mozaiki o tematyce stworzenia świata; nawet Michał Anioł w Kaplicy Sykstyńskiej nie ujął głębiej stworzenia światła i wód, i lądu, i ciał niebieskich, a zwłaszcza zapomniał lub nie umiał pokazać, jak Bóg dnia siódmego “widział, że było to bardzo dobre”, i odpoczywał. Bóg w Monreale odpoczywa, śni jak gospodarz po pracy, z opuszczonymi rękami. [33]

Santa Constanza z prześlicznymi mozaikami na białym tle, gdzie aniołki zrywają, odwożą i depczą niebieskie winogrona; tkwi to jeszcze całkowicie w dawnej tradycji rzymskiej, ale jest w jakiś sposób dziecinne, naiwnie surowe, jak te pierwsze rzeźby chrześcijańskie, gdzie także niemal tylko oczy mówią o nowej wierze ludzi. [45]

Największym powodem do chwały i rarytasem Pizy jest jej piękna architektura kolumienkowa, taka szczęśliwa mania wznoszenia lekkich arkad, pokrywających całe ściany swoim przyjemnym rytmem; [50]

Poza tym jest w Pizie Campo Santo, cmentarz ze wszystkich stron pomalowany starymi freskami, które są piękne i pouczające. Na jednym z nich aniołowie i diabli wyciągają dusze z ciał śmiertelników; dusze są dobrze odżywione, prawdziwe tłuścioszki, toteż śmiertelnicy muszą okropnie rozdziawić usta, by dusza mogła przez nie przejść. [51]

Widziałem następnie wieżę Babel, w której mieszały się języki pięciu wieków; jest to mediolańska katedra. Z daleka wygląda ona jak wielki kawał blendy antymonowej, która krystalizuje się w postaci cienkich szpileczek, albo jak ogromny marmurowy karczoch; każda szpilka to wieżyczka albo sterczyna, a gdy się ją rozłupie, ma wewnątrz pełno rzeźb, na górze zaś rzeźbę, którą zobaczycie jedynie wtedy, gdy wdrapiecie się na dach (…). Jest to jedno z największych szaleństw jakie kiedykolwiek widziałem (…); rzeźby są wprawdzie niewiele warte, przypory są nudne, igły i wieżyczki bezsensowne, ale jest tego wszystkiego tyle, że w końcu całkowicie omota cię to swym fantastycznym, zwariowanym, śnieżnobiałym, upiornym brakiem umiaru. [53]

Ja, nędzny grzesznik, nie wspomniałem na przykład o Ostatniej wieczerzy Leonarda w Mediolanie; ale tuż obok niej jest krużganek, a za nim kapitularz czy co to jest, i tam jakiś braciszek na fotelach kanoników namalował biblijne krajobrazy; podobno są prymitywne, i zapewne właśnie dlatego bardzo piękne; [62]

Podsumowując, styl starochrześcijański i romański jest najświętszy; gotyk we Włoszech zanadto rozpycha się w szerokiej i jasnej przestrzeni, z czego wychodzi jakiś trzeźwy i nienasycony; potem stara się maskować to fasadą przyozdobioną tak, że aż się w głowie kręci. Wczesny renesans znowu przynosi czystość, surowość i mądre ograniczenie (…).
Wszystko pozostałe zaś jest barokiem. [60]

Wiele przemyśleń poświęca tutaj, we Włoszech, religii, co z kolei dało mi szansę liźnięcia czeskiej religijności niemal wiek przed Zrób sobie raj Szczygła. I nie sposób mi się z Čapkiem nie zgodzić w tych jego przemyśleniach, bo i ja, kiedy miałam szansę oglądać toskańskie kościoły przedkładałam te romańskie nad późniejsze. Tylko nie umiałam swoich wrażeń tak pięknie ująć w słowa:

I teraz twierdzę, że chrześcijaństwo tu na południu umarło wraz ze stylem romańskim, a na północy wraz z gotykiem; i że od rozwiniętego renesansu, a przede wszystkim baroku rozpoczyna się coś nowego i dość niesympatycznego, mianowicie katolicyzm. Chrześcijaństwo może przemawiać do nas jedynie prymitywnym, surowym, świętym językiem wczesnych stylów; jest poważne, czyste i dosyć proste. Renesans jest przy nim pogański, a barok bałwochwalczy, fetyszystyczny, krótko mówiąc, katolicki; w zestawieniu z wczesną czystością religijną jest w ich kulturze coś uderzająco mniej wartościowego. Cała ta maniakalna pompa, marmurowe intarsje, brokaty, sztukaterie, złoto, pnące się wzwyż ołtarze, cała ta chłodna wspaniałość religijnie nie powie wam nawet najmniejszego ułamka tego, co tak niezmiernie poważnie i czysto przemawia z kaplicy Giotta. [15]

Ściany są oblepione tablicami z katakumb (…). IRENE IN PACE. LAVRITIO CONG BENE MERENTI UXOR. To żona kazała wykuć dla zasłużonego Laurycjusza. Bene merens — to cała pochwała; był dobry i zasłużony; czy trzeba domagać się od człowieka więcej? (…). Tak, koniec starożytnej okazałości; w miejsce cesarzy, a i bogów, przychodzą ci  bene merentes, ci piekarze, przekupnie i rzeźnicy, i przekazują wieczności swe imiona niezgrabnie wyryte na kamiennych tablicach. Laurycjusz nie był ani cesarzem, ani bohaterem, ani konsulem; był jedynie bene merens; tylko chrześcijańska prostota zachowała jego zasłużone i skromne imię na wieki wieków. Widzicie, raczej w tym właśnie upatruję sensu chrześcijaństwa niż w pogańskiej wielkości bazyliki Świętego Piotra. [46]

Ale przecież nie tylko wysokie tematy porusza Čapek w swoich listach. Nie umiem nie uśmiechnąć się, kiedy pisze o kobietach z takim samym zachwytem jak o sztuce:

A kiedy już mówię o dalekich krajach — otóż w Orvieto spotkałem pierwszą podczas mojej podróży kobietę naprawdę olśniewającej urody. Była to młoda Japonka. Nigdy nie myślałem, że Japonki mogą być tak piękne. Patrzyła na Signorellego, a ja na Signorellego i na nią. Potem odeszła, a Signorelli został. To malarz oszałamiający; ale nigdy bym nie uwierzył, że Japonki mogą być tak idealnie urocze. [23]

Niepokojące wrażenie robi za to beztroski i nieskrępowany późniejszą wiedzą (Čapek zresztą wojny nie dożyje) opis włoskich faszystów:

Nawiasem mówiąc, faszyści w mundurach wyglądają dostojnie jak nasi kominiarze; również takie jakieś czarne czapeczki z kitką noszą, i zęby im tak świecą; kuriozalne wrażenie. [16]

I przepięknie pisze Čapek o portach, statkach i okrętach (jak Czech może tak cudownie pisać o statkach? Może to kwestia tęsknoty za morzem?). Cudownie pisze o sztuce starożytnej, tej rzymskiej i tej greckiej, a nieco złośliwie o turystach, którzy ją podziwiają. Z ciekawością ale i niepokojem pisze o Etruskach. potrafi nawet z czułością pisać o drewnie. Ale gdybym chciała zacytować tutaj wszystko, co mnie zachwyciło, musiałabym pewnie przepisać całość. W swoim egzemplarzu pozaznaczane mam na każdej stronie czasem i cztery fragmenty.

Na koniec więc już tylko dwa cytaty o samym podróżowaniu:

I dlatego teraz umieszczam na wstępie ostrzeżenie dla wszystkich, którzy będą tę książkę czytać, żeby nie uważali jej za przewodnik ani za opis podróży, ani za cicerone, lecz za cokolwiek bądź innego, za co zechcą; i żeby, gdy sami gdzieś pojadą, zaufali, oprócz rozkładowi jazdy, wyłącznie i jedynie szczególnej łasce, która towarzyszy ludziom podróżującym i pokazuje im więcej, niż w ogóle człowiek może napisać i opowiedzieć. [8]

Wierzcie mi więc: z odrobiną prostoty i cierpliwości człowiek mógłby przejść cały świat. [38]

A przecież poza Włochami są w Listach z podróży jeszcze wyspy brytyjskie, Hiszpania, Holandia i Skandynawia. I wszystkie one wołają o swoje miejsce na blogu, a ja pewnie nie dam rady za długo im się opierać. A wy kupcie sobie (albo wypożyczcie) Listy z podróży i ruszcie z Čapkiem w jego podróże sami. Bo warto.

___

Liczby w nawiasach kwadratowych oznaczają numery stron.

Opublikowany w Inne, Niebeletrystyka | Otagowane: , , , , , , , , | Komentarzy: 11 »

Zapowiedzi na wiosnę

Posted by Ysabell w dniu 22 Luty 2011

Pisałam już w poprzedniej notce, że chciałam zapowiedzi załatwić we wpisie zbiorowym z innymi drobiazgami, ale okazało się że jest ich za dużo. Zwyczajnie zapomniałam, że wielkimi krokami zbliża się Światowy Dzień Książki i wydawnictwa muszą się sprężyć, żeby jeszcze przed 23 kwietnia wydać możliwie dużo bestsellerów. I dobrze, bo dzięki temu zapowiedzi wydawnicze na najbliższe miesiące są bardzo obiecujące.

1. Mary Roach “Ale kosmos!”

Podtytuł: “Jak jeść, kochać się i korzystać z WC w stanie nieważkości”.

Tytuł oryginalny: “Packing For Mars. The Curious of Life in the Void”

Przekład: Maciek Sekerdej

Wydawnictwo: Autorka bestsellerów Bzyk, Sztywniak i Duch dotarła już wszędzie. Nic więc dziwnego, że na temat kolejnej książki wybrała wyprawę na Marsa.
Podróż w kosmos to nie tylko brak grawitacji i fenomenalny widok z okna, ale brak tego wszystkiego, co wydaje nam się niezbędne do życia: prywatności, świeżych owoców, gorących kąpieli i piwa. Jak można o znieść? Czy da się wytrzymać przez rok bez spacerów, uprawiania seksu i zapachu kwiatów? Co się stanie, jeśli w czasie spaceru w przestrzeni kosmicznej zwymiotujesz do hełmu? Mary Roach postanowiła znaleźć odpowiedź na te pytania. Od szkolenia jak korzystać z toalety na stacji kosmicznej do crash-testów nowych kapsuł ratunkowych NASA – autorka Bzyka na pewno znów was zaskoczy.

Ja: Przeczytałam już Bzyka i Sztywniaka, Duch jeszcze przede mną i chociaż słyszałam, że jest trochę gorszy od tamtych dwóch, to i tak zamierzam go przeczytać w oczekiwaniu na Ale kosmos!. Po prostu Mary Roach czyta się niesamowicie przyjemnie, a zakładając jeszcze, że można z jej książek wynieść jakąś (choćby minimalną) wiedzę na ciekawe tematy, trudno o lekturę bliższą doskonałości. Przynajmniej w momentach, kiedy nie mam ochoty na beletrystykę. A tak przy okazji, zwróciliście uwagę, że oryginalny tytuł jak zwykle lepszy?

Wydawnictwo Znak, wydanie planowane na 21 marca. Zapowiedź na stronie wydawcy.

2.Mark Logue, Peter Conradi “Jak zostać królem”

Tytuł oryginalny: “The King’s Speech”

Przekład: nie mam pojęcia kto

Wydawnictwo: Prawdziwa opowieść z życia brytyjskiej rodziny królewskiej. Jest rok 1936. Edward VIII abdykuje, by związać się z ukochaną Amerykanką, panią Simpson. Królem – Jerzym VI – zostaje niespodziewanie jego brat. Nowy monarcha ma jednak wielki problem: jąka się. Do wystąpień publicznych przygotowuje go australijski terapeuta mowy Lionel Logue. Zawiązują niezwykłą przyjaźń… Książka, oparta na pamiętnikach Logue’a, odsłania kulisy życia osobistego i rodzinnego Jerzego VI, ojca obecnej królowej Elżbiety II. Frapujące!

Ja: Nie wiem czy film powstał na bazie książki, czy może książka powstała przy okazji kręcenia filmu i jest tylko okazją do zarobku. Nie wiem, ale zamierzam pilnie wyglądać jej recenzji, bo bardzo jestem ciekawa czy warto po nią sięgnąć. Film bardzo mi się podobał i jeżeli książka jest na podobnym poziomie, to byłaby to świetna lektura rozrywkowa. Mam szczerą nadzieję, że tak właśnie jest i zaczynam wypatrywać recenzji na blogach (może trafią się jakieś przedpremierowe).

Wydawnictwo Świat Książki, wydanie planowane na 2 marca. Zapowiedź ze strony Lubimy Czytać, bo dział zapowiedzi ŚK woła o pomstę do nieba.

3. Agnieszka Wójcińska “Reporterzy bez fikcji”

Wydawnictwo: “Ten zawód porywa, ale też strasznie rozrywa w środku. Wysysa, eksploatuje. Choć robię to z przyjemnością, psychicznie mnie to dużo kosztuje. (…) To jest jak praca kominiarza. On też może spaść z komina, ale wspina się wysoko i patrzy na świat z góry. To kapitalne. Naprawdę można mi pozazdrościć tej roboty”.
Jacek Hugo-Bader
“Kiedy ktoś mi coś opowiada, jestem wczepiona w to, co on mówi. Tak strasznie chcę się dowiedzieć. Ludzie wyczuwają, że nie rozmawiam z nimi, jak o sadzeniu kapusty. Przeżywam to, co mówią. To nie  jest wywiad, tylko rozmowa z drugą osobą, która musi zapomnieć, że jestem dziennikarką. Dlatego ten zawód jest niezbyt etyczny, ale  bez tego nie da się zrobić dobrego reportażu”.
Barbara Pietkiewicz
“Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz albo smród. Żeby się ubrudził, porzygał albo popłakał z bezradności. Chciałbym, by czytelnik chociaż na chwilę wszedł w skórę bohatera. Żeby zadrżał i pomyślał: i mnie się to może przydarzyć”.
Wojciech Tochman

Ja: Co prawda Mój Ukochany Mąż jest zdania, ze nie lubię reportaży, ja jednak pozwalam sobie być innego zdania. Zresztą, lubię czy nie, wywiady z polskimi reporterami mogą być  naprawdę fascynujące. Bardzo jestem tej książki ciekawa, zwłaszcza, że wydawnictwu Czarne można ufać jeśli idzie o tę tematykę.

Wydawnictwo Czarne, wydanie planowane na 10 marca. Zapowiedź na stronie wydawcy.

4. Karel Čapek “Listy z podróży”

Tytuł oryginalny: “Cestopisy”

Przekład: Piotr Godlewski

Wydawnictwo: Najpierw jest podróż do Włoch (1923), rok później Čapek trafia na Wyspy Brytyjskie. W 1930 roku jedzie do Hiszpanii, w 1932 do Holandii, by cztery lata później odbyć w towarzystwie żony podróż na północ – do Skandynawii. Pięć podróży w ciągu piętnastu lat, w czasie gdy zbierały się nad Starym Kontynentem coraz ciemniejsze chmury. Ale pisarz, na przekór oganiającemu Europę szaleństwu nacjonalizmów, głosi pochwałę odmienności. Kochać świat – oto jego motto – z różnymi językami i odcieniami skóry, z tysiącami tańców i gatunków wina, z mnogością krain, spośród których każda ma osobny sposób na życie i innego Boga. Świat urzeka Čapka tak bardzo, że aby go właściwie opisać, słowa wspomaga rysunkami. We Włoszech zachwyca się kotami na trawniku w Rzymie i malarstwem Giotta. Wielka Brytania ujmuje go starymi drzewami i angielską mentalnością. W Hiszpanii opisuje dostojne kobiety w mantylach, przerażającą corridę oraz czyszczenie butów, które przybrało postać tańca lub obrzędu. Holandię postrzega jako przyjemny, malowniczy kraj, który z mieszczańskiego spokoju wyrwał Rembrandt. Skandynawia zadziwia go ufnością ludzi i rozległymi pustkowiami. Čapek ujmuje poczuciem humoru i wrażliwością – aż chce się wyruszyć tak jak on: w podróż, której trasę wyznaczy ślepy los.

Ja: Uwielbiam Čapka za Księgę apokryfów i (z zupełnie innej beczki) Daszeńkę. Jest mądry, dowcipny, dobrze pisze, a na dodatek to przecież jeden z ojców science fiction. No i twórca słowa “robot”, oczywiście. Jak więc mogłabym przejść obojętnie obok Listów z podróży, skoro nawet w nocie wydawniczej mowa jest o tym, że autor zachwycił się rzymskimi kotami… Już czuję, ze te listy będą cudowne i nie mogę się doczekać.

Wydawnictwo W.A.B., wydanie planowane na kwiecień. Zapowiedź na stronie wydawcy.

5. Lucy Maud Montgomery “Ania z Wyspy Księcia Edwarda”

Tytuł oryginalny: domyślam się, że to polski przekład ksiażki “The Blythes are Quoted”

Przekład: a cholera ich wie…

Wydawca: Ostatni tom serii powieści o Ani Shirley wydany w pełnej, nie okrojonej wersji, w zgodzie z oryginalnym maszynopisem przekazanym przed laty kanadyjskiemu wydawcy przez autorkę. Do tej pory skrócona o około 100 stron książka dostępna była w sprzedaży (również w Polsce – Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009) pod tytułem Spełnione marzenia. Usunięte z poprzednich edycji tytułu strony rzucają nowe światło na historię wielu bohaterów cyklu. To znakomita lektura dla młodych i nieco starszych czytelników.

Ja: To ciekawe uczucie czekać na nowość autorstwa pisarki, która nie żyje od ponad pół wieku (popełniła zresztą samobójstwo tego samego dnia, którego oddała wydawcy rękopis tej powieści). Jeśli tak jak przypuszczam (bo na stronie wydawnictwa praktycznie nic na ten temat nie da się znaleźć) chodzi tutaj o książkę The Blythes are Quoted, to jest to zbiór opowiadań mówiących o czasach przed i po Wielkiej Wojnie, aż do wybuchu II Wojny Światowej. Tematyka opowiadań jest podobno zdecydowanie bardziej mroczna niż w poprzednich książkach autorki (informacje o książce zaczerpnięte z Wikipedii). Wariują z tytułami w tej serii, swoją drogą “Ania z Wyspy” to przecież angielski tytuł części, która u nas wyszła jako “Ania na Uniwersytecie”…

Wydawnictwo Literackie, wydanie planowane na czerwiec. Zapowiedź na stronie wydawcy.

6. Donna Leon “Dziewczyna z jego snów”

Tytuł oryginalny: “The Girl of His Dreams”

Przekład: Marek Fedyszak

Wydawnictwo: Komisarza Brunettiego odwiedza ksiądz Antonin, znany mu jeszcze z dzieciństwa, zaniepokojony sytuacją pewnego młodego człowieka, na którego naiwności jakoby żeruje pazerny oszust podający się za kaznodzieję i przywódcę grupy religijnej.
Jednak cała ta historia odchodzi w cień, gdy Brunetti wraz z inspektorem Vianello wyławiają z kanału zwłoki jedenastoletniej dziewczynki, prawdopodobnie złodziejki, jeśli sądzić po odnalezionych przy niej skradzionych przedmiotach. Ślady prowadzą do cygańskiego obozowiska. Jednak zarówno tam, jak i w bogatym weneckim domu komisarzowi przyjdzie się zmagać z głęboko zakorzenionymi uprzedzeniami i z tajemnicami, których ludzie dochowują, aby chronić swoje dzieci, nawet całkiem niewinne. Jakby się bali, że spadnie na nie kara za grzechy innych. Czy ponowne spotkanie z padre Antoninem pomoże choć trochę ukoić zszarpane nerwy Brunettiego?
Jak podsumował recenzent Evening Standard: „Dziewczyna z jego snów stanowi trafną analizę więzi rodzinnych oraz w trzeźwy sposób ukazuje wady i zalety poprawności politycznej”.

Ja: Donna Leon to moje “kryminalne” odkrycie zeszłego roku i chociaż na połce czekają na mnie jeszcze dwie jej powieści, a kilka innych czai się w księgarniach i antykwariatach, to i tak cieszę się z każdej nowej książki wydanej w tej serii (zwłaszcza, że w tej kieszonkowej wersji są naprawdę niedrogie). Komisarz Brunetti jest jednym z moich ulubionych literackich detektywów i na pewno Dziewczyna z jego snów trafi prędzej czy później na moją półkę.

Wydawnictwo Noir sur Blanc, wydanie planowane na marzec. Zapowiedź na stronie wydawcy.

7. Konstandinos Kawafis “Jeżeli do Itaki wybierasz się w podróż…”

Podtytuł: wiersze wybrane w przekładzie Antoniego Libery

Przekład: Antoni Libera

Wydawca: Niniejszy wybór proponuje polskiemu czytelnikowi nową, zupełnie inną lekcję przekładu tej krystalicznej poezji, autorstwa Antoniego Libery, znawcy i tłumacza twórczości Samuela Becketta, poezji Hölderlina, dramatów Wilde’a i Makbeta Shakespeare’a.
„Poezja Kawafisa urzekła mnie od pierwszej lektury, a zadecydowały o tym takie jej cechy jak szczególna prostota i oszczędność języka, wysublimowana kolokwialność wyrazu, subtelna i wszechobecna ironia oraz dojmująca melancholia na tle przemijania i nietrwałości zarówno uczuć, jak i dzieł ludzkich rąk. Z dziesiątków scen, impresji i mini-opowieści wyłaniał się sugestywny obraz samotnego poety, przemierzającego wolnym krokiem »zmierzchającą« Aleksandrię – widmowe, zdegradowane miasto, kryjące pod powierzchnią plebejskiej tandety tajemnicę i skarby dawnej »arystokratycznej« świetności”.
Ze wstępu Antoniego Libery

Ja: Na Kawafisa natknęłam się po raz pierwszy dzięki Zespołowi Reprezentacyjnemu i piosence “W karczmie nad morzem” (w przekładnie C. M. Casasa). Potem znalazłam w domu zbiór jego wierszy i spodobały mi się. Nie został nagle moim ulubionym poetą, ale po prostu dobrze mi się go czytało. Bardzo chętnie sprawdzę jak go odbiorę w nowym tłumaczeniu i po kilku dobrych latach.

Wydawnictwo Znak, wydanie planowane na 28 marca. Zapowiedź na stronie wydawnictwa.

8. Mariusz Szczygieł “Niedziela, która zdarzyła się w środę”

Wydawnictwo: “Szczygieł łapie czas jak nikt inny nasycając swoje teksty choćby marzeniem bohaterki, by za odprawę z pracy kupić synowi ‘kurtkę z koca’. Słucha wszystkich, jeżeli kogoś zawstydza, to tylko czytelnika, bo każe myśleć i mieć oczy szerzej otwarte. Jeżeli w przyszłości historycy będą chcieli się dowiedzieć czegoś o Polsce lat dziewięćdziesiątych, współczesna literatura piękna nie da im za dużo, książka Szczygła – bardzo wiele”.
Paweł Dunin-Wąsowicz, “Machina” (1997)
Za kilka lat ta książka będzie pewnie ważnym dokumentem historycznym o czasach, które badacze nazywają okresem transformacji.  Bohaterowie reportaży Mariusza Szczygła są niczym marionetki, których losem pociągają niezrozumiałe wypadki. Te wypadki to nie choroba, śmierć, czy powódź. To: demokracja, rynek, prywatyzacja, popyt i podaż.
Paweł Śpiewak, “Życie” (1997)
Przyszłość już nadeszła, owe kilka lat minęło dawno. (Niedziela, która zdarzyła się w środę wyszła pod koniec 1996 roku). Uznaliśmy, że dziś jest to już książka historyczna. Połączyliśmy więc teksty ze zdjęciami wybitnej fotografki Anny Beaty Bohdziewicz, która od 1981 roku prowadzi swój Fotodziennik.
“Miałem szczęście być świadkiem, kiedy pewnym ludziom w środę przydarzyła się niedziela.To moja pierwsza reporterska książka. Z czasów, kiedy uwielbiałem pisać o Polsce, kiedy nie prowadziłem jeszcze talk-show w telewizji i kiedy nie miałem pojęcia, że pojadę w jakimkolwiek celu do Czech. Są to reportaże o przeciętności, bo sam pochodzę z przeciętnego miasteczka i, jak mówi mój tata Jerzy Szczygieł, to piękne być przeciętnym. Nowa Polska po upadku komuny postawiła przed przeciętnymi nieprzeciętne zadanie. Dlatego proszę potraktować tę książkę jako relację z zawodów w utrzymywaniu się na powierzchni”.
Mariusz Szczygieł (rok 2011)

Ja: Polubiłam Szczygła za reportaże w prasie, po przeczytaniu Zrób sobie raj i Gottlandu lubie go jeszcze bardziej. Podoba mi  się jego styl i dystans przy jednoczesnym cieple i poczucie humoru. To rzadka kombinacja cech, więc do Szczygła mam zamiar przyczepić się na stałe i czytać to, co napisze. Na razie zaczynam od jego bloga, ale już czekam na Niedzielę…

Wydawnictwo Czarne, wydanie planowane na 4 maja. Zapowiedź na stronie wydawcy.

9. “Wielka księga fantastycznego humoru”, tom I

Tytuł oryginalny: “The Mammoth Book of Seriously Comic Fantasy”

Przekład: Dominika Schimscheiner, Marcin Mortka

Wydawca: Uwaga! Przedawkowanie grozi zerwaniem boków. Na wszelki wypadek miej w pobliżu coś nudnego.
W tej antologii znajdziecie tylko dwie poważne strony: przedmowę i stopkę redakcyjną.
Bo w fantastyce chodzi też o to, by czasami po prostu wyszczerzyć się jak stare grabie i zarżeć jak zdrowy wałach na widok koniczyny.
Jakie były prawdziwe konsekwencje wynalezienia sztucznego ognia nie-od-pioruna i dlaczego Sapiensy to nonsensy? A może interesuje was zagadka Kuby Obcinacza i jego rola w budowie drakkara zwanego Naglfarem? Dlaczego Szatan pije margeritę, a zjednoczenie z elfami kończy się konsumpcją? Czy to prawda, że Royal Navy w wojnie z flotą Napoleona korzystała z technologii UFO?
Aha, uważajcie na Obcych, którzy wiedzą absolutnie wszystko! Macie czyste gatki?

Ja: Lubię humorystyczną fantastykę, lubię dobre antologie, a jakoś tak się składa, że te dobre to najczęściej te zachodnie. Mamutowi pod tym względem raczej ufam (czy może daję kredyt zaufania), a nazwiska autorów wydają się kuszące. Może jest najmniej wyczekiwana z wszystkich, ale będę uważnie śledzić recenzje, żeby sprawdzić czy nie warto po nią sięgnąć. Mam nadzieję, że warto. A swoją drogą okładka paskudna, nawet jak na Fabrykę

Wydawnictwo Fabryka Słów, wydanie planowane na marzec. Zapowiedź na stronie wydawcy.

10. I inne…

Wydawnictwo W.A.B. planuje na marzec kolejną książkę Mariusza Czubaja Kołysanka dla mordercy (szczegóły tutaj). Nie czytałam poprzednich jego książek (ani wspólnych z Krajewskim, ani samodzielnej), ale do 21:37 przymierzam się od jakiegoś czasu. Kołysanka to kolejna powieść z Rudolfem Heinzem — profilerem. Na maj to samo wydawnictwo planuje nowego Mankella. Powrót nauczyciela tańca to książka bez komisarza Wallandera, co pewnie zagorzałych zwolenników stetryczałego policjanta zniechęci, mnie za to mocno zachęca do przeczytania. Podobno są tacy, którzy twierdzą, że ta powieść jest lepsza niż te z cyklu wallanderowskiego (szczegóły tutaj).

Z innej beczki z kolei, Wydawnictwo Literackie nadal zajmuje segment powieści-o-pięknych miejscach-na-świecie-do-których-warto-pojechać-żeby-zacząć-od-nowa-(z-silnymi-akcentami-kulinarnymi). Peter Pezzelli (ten od Kuchni Franceski) ciekawi mnie od jakiegoś czasu, a w marcu ma wyjść jego Villa Mirabella (szczegóły). Rhode Island jako miejsce nowego startu w życiu to chyba nowość w tego typu literaturze, ale jeśli nie sięgnę po Franceskę, to chętnie sprawdzę jak się w tej roli sprawdza. Z kolei Marlena de Blasi (ta od Tysiąca dni w…) po Smakach południowej Italii zaskakuje swoich miłośników Smakami północnej Italii (nikt się nie spodziewał…) — planowane wydanie w kwietniu. O poprzedniej słyszałam dobre opinie, a jakoś po toskańskich wakacjach coś mnie w tamtą stronę ciągnie (chociaż żarcie było paskudne), więc na północną Italię chętnie się skuszę (więcej o książce tutaj). Obie książki mam nadzieję przeczytać dając je wcześniej komuś w prezencie, a potem pożyczając. W przypadku de Blasi zacznę chyba od podarowania cyklu tysiącdniowego, mam nadzieję, że się spodoba (uważaj, moja ulubiona Matko).

Muza planuje na marzec Opowieść o Darwinie Irwinga Stone’a (szczegóły). Darwin jest ostatnio na topie ale niezależnie od tego zawsze mnie interesował, a Pasja życia tego autora zrobiła na mnie kiedyś duże wrażenie, mam więc nadzieję, że i Darwin kiedyś do mnie trafi. Z innego gatunku Muza proponuje drugi tom z serii o Drużynie A — Złą krew Arne Dahla. I mimo, że to nie ta Drużyna A, to miłe skojarzenia mnie do tych książek ciągną (szczegóły tutaj)

Prószyński i S-ka zaciekawił mnie dwoma zupełnie różnymi książkami i przy obu nie mam zielonego pojęcia czemu mam ochotę je przeczytać. Pierwsza to Podróż Turila Michaela Marcusa Thurnera (szczegóły) — science fiction z tej ich nowej serii Nowa Fantastyka. Dokładnie nic o niej nie wiem, ale blurb mnie zainteresował. Druga z kolei to Między nami nowojorczykami Cathleen Schine (więcej tutaj) z psami i Manhattanem w roli głównej. Tę na pewno kupię w prezencie znajomej miłośniczce psów i przeczytam potem.

Runa planuje wreszcie wydać czwarty tom Kronik Drugiego Kręgu Ewy Białołęckiej pt. Czas złych baśni (szczegóły). Lubię tę serię, a na kolejny tom trochęśmy się naczekali, więc bardzo jestem ciekawa czy plany się ziszczą. Przy okazji, miłośników Kuby Ćwieka informuję, że w planach jest też druga część Ofensywy Szulerów. Z kolei miłośnicy kryminałów i thrillerów powinni ucieszyć się z drugiej części trylogii Leifa GW Perssona pt. W innym czasie w innym życiu (wyd. Czarna Owca) i z nowej książki Tess Gerrritsen — Ciało (wyd. Albatros, informacja za Lubimy Czytać).

 

Opublikowany w Inne | Otagowane: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Komentarzy: 19 »

Pierwszy stosik

Posted by Ysabell w dniu 11 Marzec 2010

Wzorem licznych książkowych blogowiczów chwalę się swoimi nowymi zdobyczami książkowymi. A w zasadzie nie tylko książkowymi, bo razem z książkami pozuje nasza nowa lampka…

Stosik nie jest wielki, ale też zawiera tylko książki, które przywędrowały do mnie niedawno. Z jednym oszukaństwem — Opowieści z Ziemiomorza (pasowały formatem) dołożyłam, żeby ukryć fakt, że wydawnictwo vis-a-vis — etiuda spartaczyło Księgę apokryfów i żeby napis na niej był w odpowiednią stronę trzeba ją położyć tyłem do góry…

Po kliknięciu można dokładnie zobaczyć co też na stosiku leży, ale leniwym podpowiem (w kolejności od spodu):

Julian Tuwim Tłumaczenia poetyckie — kocham Tuwima szczerze i mój mąż o tym wie, więc z wyjazdu do Gdyni przywiózł mi ten piękny tom kupiony w przecenie. Cudo — wybór tłumaczeń z objaśnieniami rzeczowymi. Głównie Puszkin (Lutnia Puszkina) ale wcale nie tylko. Oczywiście nie powstrzymałam się i już czytam (uważny oglądacz zdjęcia zauważy zakładkę) zaznaczając sobie co piękniejsze kawałki (chwała niech będzie zakładeczkom post-it!).
Wydawnictwo Ossolineum, wybrał i opracował Tadeusz Januszewski.

Leszek Biały Źródło Mamerkusa — efekt wizyty w Empiku. Mąż wyszedł z Wyprawami Wikingów, ja ze Źródłem. Zachorowałam na tę powieść po kilku recenzjach na blogach:  przede wszystkim tej, oraz tej i tej. Ciągle się na tę książkę natykam w Internecie, ostatnio tutaj. W Empiku wzięłam do ręki, otworzyłam w kilku miejscach, przeczytałam trochę i już wiedziałam, że łatwo mnie od niej odessać nie będzie. Na szczęście Małżonek nie próbował i zaaprobował dodatkowe koszty. Źródło jest zresztą ładnie wydane, a przy takiej grubości (ponad 800 stron) i twardej oprawie, te 50 złotych to bardzo przyzwoita cena, ale niezależnie od tego, uznaję, że mam bardzo dobrego Męża.
Wydawnictwo Nowy Świat.

Rene Sedillot Moralna i niemoralna historia pieniądza — to podobno też mężowski prezent dla mnie, ale po wręczeniu zaraz zabrał i nie oddawał zanim nie przeczytał (no dobrze, czytałam wtedy co innego, ale fakt pozostaje faktem)… Temat bardzo ciekawy, książka od razu rzuciła nam się w oczy na wystawie księgarni. Lubię tę francuską szkołę historyków “życia codziennego” i na historię pieniądza ostrzę sobie zęby, ale dopiero jak będę miała trochę więcej czasu. Takich książek nie lubię czytać w tramwajach.
Wydawnictwo WAB.

Karel Capek Księga apokryfów — efekt środowej wizyty w księgarni “przelotem”. Ale nie liczę jej za nieplanowany zakup, bo wiedziałam że kupię odkąd dowiedziałam się o wznowieniu. Kocham tę książkę odkąd przeczytałam ją po raz pierwszy (pewnie gdzieś na początku liceum). Od tamtej pory sięgałam po nią wiele razy, choćby po to, żeby przeczytać jedno opowiadanko, i nigdy mnie nie zawiodła. Teraz też, kiedy tylko rzuciłam okiem zachwyciłam się ponownie. Już teraz żałuję, że opowiadań jest tu tak mało. Czytam powolutku, co jakiś czas, w przerwach w nauce, bo inaczej wciągnęłabym w dwie godzinki. Szkoda tylko, że wydawnictwo odwaliło taką fuszerkę. Nie tylko z tym, o czym wspominałam we wstępie, niestety…
Wydawnictwo vis-a-vis — etiuda.

Ursula K. Le Guin Opowieści z Ziemiomorza — oszukaństwo, o którym wspomniałam na początku. Opowieści leżą na półce już od dłuższego czasu, a wyciągnięte na wierzch zostały, bo mam ostatnio coraz większą ochotę, żeby wrócić do świata Ziemiomorza. Nawet nie pamiętam, czy je kiedyś czytałam, czy nie. Teraz chcę przeczytać cały cykl zgodnie z chronologią wydarzeń. Ale to dopiero w ostatniej kolejności spośród przedstawionych.
Wydawnictwo Książnica.

No i tyle. Wiele sobie po tym stosiku obiecuję, kiedy już będę po egzaminach. Na razie sesja paraliżuje odrobinę blogową działalność, ale mam nadzieję wrócić do jakiej takiej regularności już po weekendzie. Póki co — trzymajcie za mnie kciuki…

Opublikowany w Inne | Otagowane: , , , , , , , , , , | Komentarzy: 9 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 53 other followers