Książki Ysabell

Lekturnik, czyli blog poczytny

Wie dobrze Depka…

Posted by Ysabell w dniu 4 Listopad 2011

książka Pawła Huellegopłyta FormacjiWpis z dedykacją dla Ulubionego Męża.

Nawet nie wiem, czy ten wpis powinien się pojawić tu, czy tam, ale ze względu na Huellego będzie tutaj. Temat taki trochę halloweenowy, zaduszkowy i w ogóle nieco spóźniony, ale uznajmy, ze listopad jest miesiącem w którym dobrze się słucha o wszystkich krew w żyłach mrożących legendach i podaniach. A tę konkretną legendę poznałam (jak zwykle w moim przypadku) od zadniej strony.

Najpierw była Formacja (dawniej Gdańska Formacja Szantowa), ich koncert na Kubryku i płyta Renament. Na tym koncercie pierwszy raz usłyszałam piosenkę Na strandzie Helu i na nim też dowiedziałam się, że inspirację autor (Krzysztof Jurkiewicz) zawdzięczał Pawłowi Huellemu i jego Opowieściom chłodnego morza. Zanim dotarłam do Opowieści… trochę czasu minęło, ale w końcu wypatrzyłam je na ojcowej półce i znalazłam właściwe opowiadanie (Depka — Rzepka).

Fascynująca była dla mnie analiza obu tych tekstów jednocześnie. To już nie nisko latające skojarzenia, o  których pisałam w poprzedniej notce, tylko wyraźne nawiązanie. Przełożenie (dość poetyckiej, owszem, ale jednak) prozy Huellego na język poezji (tekściarstwo też poezja) i piosenki. Przełożenie bardzo, moim zdaniem, udane.

Zapraszam Was do podróży na wybrzeże w poszukiwaniu legendy Depki. Jeśli znacie piosenkę Formacji, odświeżcie ją sobie (wersję koncertową z YT zamieszczam poniżej) i dopiero wtedy zanurzcie się w opowieść Pawła Huellego. Jeśli Na strandzie Helu nigdy nie słyszeliście, radzę rozpocząć od Huellego, a dopiero potem posłuchać piosenki.

Swoją opowieść Huelle zaczyna zupełnie niewinnie wspomnieniem z dzieciństwa:

W tamtych czasach kupno czegokolwiek — nawet ryby — urastało do rangi problemu. [63]

Potem gawędzi trochę o kłopotach z zaopatrzeniem w latach siedemdziesiątych zeszłego wieku, o tym kiedy było z tym lepiej, a kiedy gorzej i jakim problemem było zaopatrzenie w ryby na Wigilię, aż w końcu zaczyna właściwą opowieść:

Wydelegowany zostałem do tej podróży niczym tajny agent: na jednej karteczce miałem zapisany adres rybaków spod Jastarni. Na drugiej — rozkład jazdy pociągów (w tym powrotnych) relacji Gdynia—Hel. Trzecia zawierała spis zakupów, ostatecznie przekreślony przez moją matkę, z dopiskiem — bierz, co będzie…

Pan Depka mieszkał w szopie. Było to skrzyżowanie typowej kaszubskiej checzy z czymś w rodzaju warsztatu i magazynu; tyleż rybackiego, co szkutniczego. Nawet się nie zdziwił, kiedy wkroczyłem do środka i wyjawiłem swoje referencje — “od pana inżyniera, co to maszyny kutrów wam rychtował”. Ale nie rozmawialiśmy o silnikach. Alojz Depka był poruszony i razem z panem Rzepką dyskutował — nad buseczkami (kieliszkami) wódki — cóż to się stało parę tygodni temu, kiedy to na zatokę wypłynął Józk Konkel, szyper maszoperii. Otóż — po pierwsze — nie był to czas połowów. Po drugie — na wodzie stało się coś takiego, o czym zarówno Depka, jak i Rzepka rozmawiali ściszonymi głosami.

Zjawisko to od lat prześladowało rybaków na zatoce. Czasami — nie wiadomo dlaczego akurat w tym, a nie innym momencie — na wodzie, zwłaszcza w okolicach starej torpedowni — pojawiała się pomarańczowa kula. Niczym piorun kulisty — “wieldżi” — to jest po kaszubsku — ogromny. Nikt nie wiedział, co to jest w istocie. Bywało, że w zderzeniu z łodzią kula ta paliła kuter i całą załogę na popiół — jak miało to miejsce w roku sześćdziesiątym trzecim, za maszopa Ponkego. Nikt nie ocalał. [64-65]

Jeszcze kilka opowieści o podobnych wypadkach z przeszłości i kolejnych próbach wyjaśnienia zjawiska przez kolejne komisje.

I nagle, jak gdybym otworzył karty księgi, potoczyła się opowieść: zdumiewająco barwna, bardzo stara.

Dlaczego Hel — we wszystkich językach żeglarzy — oznaczał to samo, po prostu piekło? No bo mieszkańcy przysiółków wiecznie zasypywanych piaskiem to byli prawdziwi słudzy diabła, piekielnicy. Zwłaszcza w czas jesiennych sztormów rozpalali na strandzie ognie — fałszywe drogowskazy. Rozbite statki dostarczały miejscowym wielu dóbr. Znali książęce prawo brzegowe i wiedzieli doskonale, że wszystko, co wyniesie woda — należy do princepsa. Dlatego po każdej spowodowanej katastrofie wszystkich ocalałych rozbitków zabijano. Żeby nie było świadków. Nawet — co zdarzało się niezwykle rzadko — kiedy rozbitkiem była kobieta.

Złe duchy sprzyjały procederowi. Żadna kara, żadne nieszczęścia nie spadły na lądowych piratów.

Dopiero kiedy z nawałnicy na brzeg wydostał się człowiek w biskupich szatach, po raz pierwszy złamano żelazną zasadę. Nikt nie odważył się zabić kapłana. Przykuto go łańcuchem w jednej z checz, gdzie przez dziesięć lat musiał obracać żarna. Dopiero przejeżdżający nieopodal urzędnik księcia Świętopełka — usłyszawszy nucone przez niewolnika łacińskie psalmy — powrócił do wsi z eskortą i wyzwolił biskupa Sedenzę, który dziesięć lat wcześniej płynął jako legat papieża Innocentego IV do duńskiego króla Eryka, no i trafił w czasie burzy na Helę, czyli do piekła.

Wyrok księcia Świętopełka był okrutny, ale sprawiedliwy. Co drugi mężczyzna z wioski poszedł na powróz. A niejakiego Depkę — pirackiego herszta — najpierw wysmarowano smołą. Potem przywiązano do masztu jego łodzi i obłożono pałubę chrustem. Płonąca łódź na oczach wszystkich mieszkańców strandu (także tych dyndających już na sznurach) długo krążyła po wodzie, popychana niewidzialnym prądem. I od tamtego czasu — kończył opowieść Alojz Depka — kto spotka tę płonącą łódź, musi zginąć. Czy nasz, czy Niemiec, Szwed czy Rusek.  [66-68]

Huelle w swojej opowieści wraca potem jeszcze na chwilę z XIII wieku do wieku XX, pociągu relacji Hel—Gdynia i Wigilii, ale my pozostańmy jeszcze w czasach księcia Świętopełka i papieża Innocentego IV i zobaczmy jak tę samą opowieść o Depce opowiedział Krzysztof Jurkiewicz i Formacja:


sł. i muz. K. Jurkiewicz; tekst piosenki można znaleźć tutaj.

Ta sama historia, często dokładnie te same słowa, czy związki frazeologiczne, a efekty zupełnie inne. Analizę porównawczą pozostawię nauczycielom polskiego (którzy może dobrze by zrobili posługując się na lekcjach tego typu przykładami, zamiast tego co porównywało się, kiedy ja byłam w szkole — choć może coś się do dzisiaj zmieniło). Mnie bardziej obchodzi fakt, że da się tę samą historię opowiedzieć zupełnie inaczej, a za każdym razem ciekawie. I trochę odnoszę się tutaj do tego komentarza Szyszki, a trochę do wcześniejszych swoich przemyśleń.

Obie historie nie są identyczne. Huelle dał swojej legendzie ramę współczesności, Formacja wydestylowała samą opowieść. W piosence jesteśmy bliżej Depki, a on jest dużo bardziej ludzki — wódz, który za wszelką cenę stara się dbać o swoich ludzi. W ten sposób obie te historie budzą we mnie inne emocje. Legenda Huellego jest opowieścią o duchach, jaką można powtarzać sobie przy ogniskach, a przy tym, już poza opowieścią o Depce opowiadanie daje nam mimochodem trochę “prywatnej” historii wybrzeża. Piosenkę Formacji odbieram za to nie tylko jako legendę, ale też nieco bardziej uniwersalną przypowieść, choćby o tym, że nie da rady osiągnąć dobrych celów złymi uczynkami, albo i o tym, ze jak się już źle postępuje, to jeden wyłom może doprowadzić do klęski. Dzięki uczłowieczeniu Depki pozwalam myślom błądzić w interpretacjach dużo dalej.

Dzięki Huellemu zrozumiałam lepiej Na strandzie Helu i piosenka podoba mi się jeszcze bardziej niż przed przeczytaniem opowiadania Depka — Rzepka. Dzięki Formacji przeczytałam uważnie Huellego i po pierwsze poznałam kogoś, kto używa jeszcze więcej wtrąceń (te myślniki!) niż ja, a po drugie, może zapoznam się z jego twórczością trochę bliżej, bo dotychczas nasza znajomość była bardzo powierzchowna, a to co do tej pory przeczytałam w Opowieściach chłodnego morza bardzo mi odpowiada.

Przy okazji polecam wszystkim zapoznanie się z całością tekstu Huellego (który jest zresztą naprawdę króciutki i przytoczyłam chyba większość; na zachętę dla Męża dodam, że w tekście występuje nawet “sowiecki U-Boot”…) i posłuchanie innych piosenek Formacji (na moim pierwszym blogu kilka dodatkowych piosenek, o tutaj i przewinąć na koniec posta).

cytaty za: Paweł Huelle “Opowieści chłodnego morza”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008; liczby w nawiasach kwadratowych odnoszą się do numerów stron;

PS. Czy tylko mnie wydaje się zabawne, że nagrodę dla najlepszej współczesnej piosenki szantowej przyznaje prezydent Krakowa? Formacja dostała ją właśnie za Na strandzie Helu na Shanties 2010.

Jedna odpowiedź to “Wie dobrze Depka…”

  1. flyingewa powiedział/a

    Książkę mam. Jakoś częściej niż zwykle wpada mi pod rękę. Być może upomina się o przeczytanie. Kiedyś zaczęłam jedno z opowiadań. W zimny wieczór wracałam pociągiem do domu. Pozostało nikłe wspomnienie jakiejś tajemnicy. Chyba czas do niej powrócić i ją zgłębić…

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 53 other followers